Karuzela należy do książek, których nie da się przeczytać w kilka wieczorów i nie mam na myśli jej objętości. Ta historia niesie w sumie olbrzymi ładunek emocjonalny i wymaga czasu, aby w spokoju ją przeżyć. Ta recenzja ma nieco osobisty charakter, jednak mam nadzieję, że mimo to ją przeczytacie. 

Historia Renaty jest mi bliska z wielu powodów. Zwłaszcza w tym czasie. W swoim życiu dwa razy miałam chwile, gdy oczekiwałam na wyniki badań, po których diagnoza mogła brzmieć: nowotwór. Na szczęście wszystko skończyło się na niewyobrażalnym strachu. Mówi się, że choroba nie wybiera, jednak człowiek często zapomina, że zdrowia nie dostał na zawsze, i że należy o siebie dbać. Zazwyczaj wizyta u lekarza i badania traktowane są jako zło konieczne, a często decydujemy się na taką wizytę, gdy jest już za późno.

Główna bohaterka Renata wiedzie szczęśliwe życie, ma trójkę dzieci i kochającego męża. Często bywa zabiegana i przemęczona, coraz częściej zdarza jej się, że nawet najmniejszy uraz kończy się siniakiem. Lekceważy pierwsze objawy usprawiedliwiając je trybem życia jakie prowadzi. Ciągle w biegu. Dopiero badania, które długo odkłada, przynoszą bolesną diagnozę. Białaczka. Renata staje do walki z trudnym przeciwnikiem, jednak wie, że ma dla kogo walczyć.

Choroba nowotworowa to ciężki czas zarówno dla samego pacjenta, jak i jego najbliższych. Bardzo trudno jest patrzeć na cierpienie bliskiej nam osoby. Chemioterapia, mimo że z założenia leczy, równocześnie ma niewyobrażalne wyniszczające skutki na organizm pacjenta. Brak apetytu, utrata wagi, metaliczny posmak w ustach, wyczulenie na zapachy, wypadanie włosów, wymioty to tylko niektóre z nich. Utrata włosów, zwłaszcza w przypadku kobiet, jest trudnym i nieraz bardzo traumatycznym doświadczeniem. Podobnie jak późniejszy zakup peruki i przyzwyczajenie się do samej siebie. Niezwykle istotne jest, by w tym momencie mieć wsparcie w rodzinie i przyjaciołach. Bohaterka Karuzeli ma na kogo liczyć, chociaż czasami nadmierna troska matki bardzo ją irytuje.

Poza samą kwestią choroby i walki z nią, która stanowi oś dla całej historii, autorka skupia się też na innych problemach. Pokazuje wady i zalety macierzyństwa, a bycie matką trójki dzieci to nie lada wyzwanie. Wychodzą tutaj różnice pokoleniowe w kwestii wychowania  w kwestiach poglądów na różne tematy. Świat ewoluuje, tak samo zmienia się podejście do wielu spraw. Agnieszce Lis świetnie udało się to zobrazować.

Autorka w swojej najnowszej książce stosuje ciekawy zabieg, a mianowicie nie tylko korzysta z retrospekcji, ale też wybiega w daleką przyszłość. O dziwo te wstawki nie zaburzają całej historii, a jedynie ją uzupełniają. Karuzela to trudna i przejmująca historia o chęci życia, miłości, chorobie i walce. Spory ładunek emocjonalny, jaki niesie ta opowieści zmusza nas do refleksji, do spojrzenia na swoje „problemy” z innej perspektywy, z dystansem. Czasami żyjemy nie zdając sobie sprawy, że wszystko ma swój termin ważności. Miłość, przyjaźń, zdrowie. Zdarza się, że jest on na tyle długi, że go nie dożyjemy. Czasem jednak w jednej chwili może się wszystko zmienić. Siedząc na szpitalnym korytarzu, na oddziale onkologii patrzyłam na osoby czekające na kolejną dawkę chemii. Były tam osoby starsze i młodsze, kobiety i mężczyźni. Choroba nie wybiera, nie patrzy na metrykę, stan cywilny, czy status społeczny. Życie jest ułomne i kruche i warto o tym pamiętać na każdym kroku. Czy żyjesz w pełni? Cieszysz się z tego, że jesteś zdrowy? Potrafisz być za to wdzięczny?

Karuzela to mądra i wzruszająca historia, która zmusza do zatrzymania, przewartościowania pewnych spraw i spojrzenia na swoje życie. Agnieszka Lis napisała książkę, która na długo pozostaje w czytelniku. Od samego początku kibicujemy Renacie i jej rodzinie. Walka z nowotworem jest trudna i wymagająca i do samego końca nie wiemy, jaki będzie jej wynik… Życie jest cudem i chociaż brzmi to nieco patetycznie, lecz trywialnie czasami o tym zapominamy. A powinniśmy pamiętać każdego dnia.

  • Aż mi się oczy zaszkliły! Marto, też wiem, co znaczy oczekiwanie na ostateczną diagnozę. Ponad dwa lata temu na tydzień przestałam funkcjonować, czekając na wynik Taty. Na szczęście, tak jak u Ciebie, skończyło się na strachu.
    Twoja recenzja jest piękna – właśnie dlatego że osobista <3
    Nie pozostaje mi nic innego, jak rozpocząć polowanie na tę książkę. Choć takie historie są trudne, może to dziwnie zabrzmi, ale lubię je czytać. Bo, tak jak napisałaś, przypominają o tym, co w życiu najważniejsze. Przypominają, że życie cudem jest <3
    Buziaki! :*

  • Nowy Akapit

    Raz miałam doświadczenie, o którym mówisz, w dodatku na potwierdzenie czekałam około miesiąca… To był najgorszy miesiąc mojego życia, sierpień 2012, nigdy go nie zapomnę. Od tamtej pory żyłam w inny sposób, potem jednak wróciła rutyna, znów zaczęłam narzekać, zamiast cieszyć się z drobiazgów… Takie momenty są potrzebne, bo przypominają, co naprawdę jest w życiu ważne. Pod warunkiem, że końcu się na strachu. Wciąż nie wyobrażam sobie, co bym zrobiła, gdyby wynik był pozytywny…

  • Mam książki tej autorki na swojej liście i mam nadzieję, że niebawem po nie sięgnę 😉

  • Takiej diagnozy nigdy sobie nie wyobrażałam. Ale na białaczkę zmarł mój dziadek, z którym byłam mocno związana. Myślę, że to nie będzie łatwa lektura, ale chciałabym sięgnąć po tę książkę. Może dzięki niej zrozumiem więcej, niż wiem teraz. Twórczość Agnieszki Lis od jakiegoś czasu znajduje się na mojej liście. Ten rok będzie chyba odpowiedni, by wreszcie po nią sięgnąć.