Ariana Harwicz, Zgiń, kochanie (2020)

Zgiń, kochanie została wydana w 2012 roku a jej autorka dostała nominację do Nagrody Bookera, razem z Biegunami Olgi Tokarczuk. Co ma w sobie proza Harwicz, że tak trudno oderwać się od lektury?

Nie mam dzieci, nie mam pojęcia co to jest zmęczenie po kolejnej nieprzespanej nocy, ciągły płacz dziecka i chęć zamordowania go. Nie wiem co czuje kobieta mająca depresję poporodową. Nie wiem i może dlatego tak trudno było mi utożsamić się z główną bohaterką, która w dodatku robiła wszystko bym jej nie polubiła. Życie młodej matki nie jest proste, zmaga się z wieloma obowiązkami i odpowiedzialnością za dziecko. W dodatku, gdy do tego dojdzie brak niezrozumienia ze strony męża, przepis na tragedię gotowy. I tak właśnie jest w przypadku bohaterki Zgiń, przepadnij. Bohaterki bezimiennej, która może być każdą z nas, z którą każda kobieta może w większym lub mniejszym stopniu się identyfikować. Balansuje ona na granicy jawy i snu, zatraca się w sowim pożądaniu, nie chce być matką i mówi o tym otwarcie, atakuje męża i sama czuje się atakowana przez środowisko. Jest samotna, zagubiona i szorstka.

Podobnie jak cała historia. Zgiń, kochanie to właśnie szorstka, gęsta i kleista opowieść, która nas wsysa i wysysa z nas energię. To wymagająca opowieść o trudnej sztuce macierzyństwa. Świetnie napisana i przetłumaczona, co jest zasługą Agaty Ostrowskiej. Wydawnictwo Pauza przyzwyczaiło mnie do książek dziwnych i pokręconych, z bohaterami zagubionymi i pokiereszowanymi przez los. Nadal w głowie mam bohatera Brudu, o którym pisałam tutaj. Pewnie to nie jest lektura dla każdego. Zapewne inaczej odbiorą ją kobiety, które już są matkami, a inaczej takie jak ja, które dzieci mają w planach na przyszłość. Bo Zgiń, kochanie łamie stereotyp o cukierkowym macierzyństwie, w którym matka widząc swoje dziecko uroczo do niego świergocze. Pokazuje jego ciemną stronę i mimo tego, że ta historia miejscami jest surrealistyczna, tak naprawdę jest bardzo prawdziwa i szczera. Nieszablonowe ujęcie tematu, dosadny i bezkompromisowy język i bohaterka, która z jednej strony wzbudza odrazę a z drugiej ma ochotę się ją przytulić, mimo ówcześnie wspomnianym braku sympatii. To było kolejne interesujące doświadczenie literackie, które pozwoliło mi inaczej spojrzeć na literaturę i to w jaki sposób można opowiadać o codziennych problemach.

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE