Przeczytałam kontynuację trylogii Millennium Stiega Larssona napisaną przez Davida Lagercrantza. Moim zdaniem autor miał pecha tylko dlatego, że musiał napisać ciąg dalszy historii stworzonej przez dobrego i chwalonego autora. Lepiej wyszedłby na tym, gdyby Co nas nie zabije stanowiło osobny byt. Oczywiście pod względem porównań na pewno niefinansowo.

Co nas nie zabije

W momencie pisania kontynuacji serii autor nie jest w stanie uchronić się od porównań, są nieuniknione. Tak też stało się w przypadku Davida Lagercrantza, który podjął się napisania dalszych losów Mikaela Blomkvista i Lisabeth Salander znanych z trylogii Millenium. Jak sobie poradził? Uważam, że całkiem dobrze. Stieg Larsson na zawsze pozostanie Stiegiem Larssonem i trudno silić się na szukania autora, który w 100% podoła w napisaniu kontynuacji. Przyznam, że początkowo Co nas nie zabije niezmiernie mnie męczyło, akcja wydawała mi się zbyt powolna i nijaka. Dopiero po pewnym czasie wciągnęłam się w opowiadaną historię i czytałam z zapartym tchem.

Co nas nie zabije to udany kryminał, dobrze było znowu spotkać się z Mikaelem Blomkvisteem, który chyba przechodzi kryzys wieku średniego połączony z depresją i niezniszczalną Lisabeth Salander. Czuć chemię między tą dwójką i kto wie jak potoczy się ich dalsza znajomość. Blomkvist czuje się zmęczony i zrezygnowany. Grozi mu usunięcie z redakcji. Szuka tematu, który pozwoliłby mu odzyskać popularność i wrócić na piedestał uznanych dziennikarzy. Pewnego dnia zwraca się do niego przedstawiciel jednej ze spółek technologicznych, który twierdzi, że konkurencja ukradła jej tajemnice. Blomkvist początkowo nie chce wziąć tego tematu, ale podczas rozmowy odkrywa, że może mieć możliwość ponownego kontaktu  z Lisabeth, która wmieszała w tę aferę. Oczywiście, gdy tylko  zaczyna węszyć i dociekać cała afera się rozkręca, ginie pierwsza osoba a za nią kolejne. Ślady prowadzą daleko za granicę Szwecji tj. do Ameryki i Rosji.

Akcja miejscami wydaje się mocno przesadzona i absurdalna, a Lisabeth Salander uchodzi do miana superbohaterki, której nic nie jest w stanie przeszkodzić w realizacji wyznaczonych celów. Ba! Nie powstrzymał jej nawet tajny szpieg specjalnie wyszkolony, zapewne wysportowany, umięśniony i dwa razy większy od naszej bohaterki. Nie ukrywam, że jej postać została zbyt przerysowana, co momentami jest irytujące. Sama fabuła jest ciekawie skonstruowana a dziejące się wydarzenia zaprezentowane z perspektywy każdej osoby biorącej w nich udział. Świetny zabieg, który pozwala spojrzeć na fabułę z różnej strony, co daje nam całościowy ogląd sytuacji. Początkowo zostajemy zasypani sporą dawką informacji o świecie wirtualnym i zasadach nim rządzących i chociaż może nas to męczyć to są to istotne fakty, które później pozwalają lepiej odnaleźć się w fabule.

Autor od samego początku miał bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę i myślę, że bardzo dobrze poradził sobie z zadaniem. Fabuła jest spójna i przemyślana, porusza istotny temat cyberprzestrzeni, bohaterowie nie stracili na wyrazistości a warsztat Lagercrantza jest solidny. Może trochę za mało jest samego Millenium i życia redakcyjnego w tej kontynuacji, niemniej jednak czuję się usatysfakcjonowana. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze przed premierą powstały dwa obozy. Jedni od razu byli na nie, inni z zapartym tchem czekali na dzień premiery. Ja byłam gdzieś po środku i cieszę się, że ją kupiłam. Kto wie może lepiej poradziłaby sobie jako odrębny byt z nowymi bohaterami literackimi? Ale czy wtedy sprzedałaby się równie dobrze? Zapewne nie. Siła pojęcia kontynuacja Millenium zrobiła swoje. Solidna skonstruowana, dobrze napisana, ciekawa tego nie można jej odmówić niezależnie od porównywania z wcześniejszymi częściami.

co nas nie zabije okładka