Gabe Habash, Nazywam się Stephen Florida (2019)

Ostrożnie podchodzę do książek, zwłaszcza debiutów, w odniesieniu do których używa się określeń arcydzieło. O debiucie Habasha jest ostatnio głośno i głównie pojawiają się rewelacyjne recenzje. Cóż, mnie ta książka nie zachwyciła tak jak oczekiwałam, ale mogę powiedzieć, że na pewno jest to dobra i interesująca propozycja.

Stephen Florida został sierotą i wychowywała go babcia, dzięki stypendium sportowemu dostał się do college’u w Dakocie Północnej i tam przygotowywał się do zdobycia mistrzostwa czwartej międzyuczelnianej ligi NCAA w wadze stu trzydziestu funtów. Stało się to jego głównym celem, a później nawet obsesją. Wszystko podporządkowywał zapasom nie mając na uwadze tego, jak wiele poświęca.

Gabe Habash wykreował bohatera, któremu chce się kibicować, jednak z każdą kolejną stroną tracimy do niego sympatię. Już dawno żaden bohater tak mnie nie denerwował. W gruncie rzeczy to dobrze, bo oznacza, że był jakiś i nie zlewał się z masą innych postaci, którzy jak dzieci szczęścia walką i uporem pokonują wszystkie przeciwności losu, by spełnić swój amerykański sen. U Habasha nie ma tej lekkości i sielanki. Jest ból, rozgoryczenie, wyczerpujące treningi, samotność, zagubienie, wyalienowanie i nikłe próby nawiązywania normalnych relacji. Jest też miłość, a może tylko zauroczenie? Jest zawsze coś pomiędzy. Stephen w pełni oddany jest tylko zapasom. To im podporządkował całe swoje życie. Ale nie o zapasy tu chodzi, mogłaby to być jakakolwiek inna dziedzina. Zapasy są tylko pretekstem to opowiedzenia tej historii. Historii, która wciąga, jest pokręcona i dziwna. Pokazuje upór, ambicję, pewnego rodzaju obsesję. Idealnie odzwierciedla stwierdzenie, że czasami nie liczy się cel, a droga jaką pokonujemy, aby go zdobyć. Bo czy zdobycie mistrzostwa faktycznie sprawi, że Florida będzie szczęśliwy?

Nazywam się Stephen Florida to świetnie napisana i przetłumaczona powieść. Niemniej wiem, że nie jest to książka dla każdego. Nie jest łatwo się w nią wgryźć, bo i akcji nie ma tutaj zbyt wiele. Dużo rozgrywa się w głowie Floridy, a my możemy próbować go zrozumieć. Warto jednak dać jej szansę i się z nią zmierzyć.

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE