Magda Knedler, Szepty z wyspy samotności (2020)

Zawsze czekam na książkę Magdy Knedler i zastawiam się, czym tym razem zaskoczy i jakie ciekawe historie przypomni tworząc wokół nich swoją opowieść.

Tym razem autorka przywołuje Spninalongę, wyspę położoną niedaleko Krety, która była miejscem zsyłki osób chorych na trąd. Co ciekawe książka Knedler trafiła na czas, kiedy cały świat zmaga się z pandemią, więc o wykluczeniu i samotności wiele osób wie bardzo dużo i niestety odczuwa ją na własnej skórze. Bo dla mnie właśnie Szepty z wyspy samotności są wielowymiarową opowieścią o samotności i różnych jej odcieniach, a także o próbach przezwyciężenia tego uczucia, które czasami tylko je potęgują i wzmacniają.

Edytuj obrazek

Szepty z wyspy samotności to trzy historie, które się ze sobą przelatają i umiejętnie łączą, co z początku wydaje się niemożliwe. Opowieść zaczynamy poznawać od wydarzeń, które miały miejsce na Spinalondze w 1936 roku. To tam Thimiosa Demetriou prowadzi swoje prywatne śledztwo w sprawie samobójstwa młodej kobiety. Następnie przenosimy się do II połowy XX wieku na Kretę śledząc zapiski Talosa Samarasa a na końcu współczesny Wrocław i dosyć niespodziewana wizyta dawnej narzeczonej u nauczyciela akademickiego Mirka Junga, który wraz z nią wyrusza w podróż zarówno w sensie dosłownym (na Kretę), jak i w przeszłość poprzez odkrywanie listów, zapisków i zwierzeń. Być może wydaje się to chaotyczne i takie ma się pierwsze wrażenie czytając, jednak im głębiej poznajemy tę historię, tak wszystko trafia na swoje miejsce, tworząc spójną i poruszającą opowieść.

Autorka niezwykle plastycznie opowiada i potrafi przemycić wiele ciekawych faktów do swojej opowieści. Knedler często wplata w swoje historie wiele nawiązań historycznych, kulturalnych, które w naturalny sposób uzupełniają opisywane wydarzenia. W Szeptach można znaleźć wiele odwołań do mitologii, które będą gratką dla czytelników. Szepty z wyspy samotności i historia odnosząca się do Spinalongi pokazuje jak w łatwy sposób można stracić wolność, na którą pracujemy od pokoleń. Co więcej Knedler świetnie pokazuje, że choroba może dopaść każdego niezależnie na jego majętność, pochodzenie, czy wiek. Zatem Szepty w pewnym sensie (mimo całej nieszablonowości) mogą stanowić uniwersalną opowieść o odrzuceniu, wyalienowaniu, samotności i wyrzuceniu na margines społeczny ludzi, którzy na pewne wydarzenia w swoim życiu nie mają wpływu. I chyba w obecnym czasie nasuwa się mnóstwo przykładów, które pokazują takie zachwoania.

Szepty z wyspy samotności o czym wspominałam wyżej to także, a może przede wszystkim, opowieść o różnego rodzaju odrzuceniu i wykluczeniu. O dojmującej samotności, takiej która czasami prowadzi do szaleństwa, o tajemnicach, zazdrości i decyzjach, które potrafią rzutować na całe życie. To pięknie napisana opowieść o tym co czasem uznawane za brzydkie i odrażające, o próbie zrozumienia cierpienia i odrzucenia, na które skazujemy inne osoby przez ich inność. Bo mimo swojego historycznego kontekstu to uniwersalna historia, która bywa nadal aktualna.

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE