Magdalena Knedler – Klamki i dzwonki (2016)

Z recenzjami książek autorów, którzy piszą tylko w obrębie jednego gatunku jest ten problem, że trzeba się nagimnastykować, by nie pisać ciągle tego samego przy założeniach, że książki są na podobnym poziomie. Z Magdaleną Knedler póki co nie mam takiego problemu, gdyż ona w każdej nowej książce zaskakuje zabawą formą, konwencją i stylistyką. Na co tym razem się pokusiła?

Były klamki i dzwonki

na których zawczasu

dotyk kładł się na dotyk.

/Wisława Szybmorska, Miłość od pierwszego wejrzenia/

klamki-i-dzwonki

Eliza Ostaszewska jest aspirującą, młodą pisarką. Pewnego dnia dostaje nietypową propozycję od swojej dawnej przyjaciółki Heleny. Dzięki temu w jej życiu ponownie pojawia się Albert Dębski, w którym kochała się na studiach. Decyzja jaką musi podjąć będzie miała radykalny wpływ na całe dalsze życie, a skrywane dotąd uczucia znowu powrócą. Brzmi banalnie, prawda? Nie w przypadku Magdaleny Knedler. W tej opowieści nic nie jest oczywiste. Fabuła jest wielowątkowa, dlatego nie ma sensu Wam jej zdradzać. Dzieje się bardzo dużo, bohaterowie zmagają się z wieloma problemami, towarzyszą im ogromne emocje a co najważniejsze do końca nie wiemy jak potoczą się ich losy.

Klamki i dzwonki to udane połączenie powieści obyczajowej, romansu i powieści współczesnej. Widać, że autorka lubi bawić się formą, dla niej nic nie jest oczywiste zarówno w obrębie danego gatunku, jak i w sferze uczuć. Nie spodziewajcie różowo-landrynkowej historii miłosnej. Nic z tych rzeczy. Aczkolwiek swoją historią i pomysłem na połączeni fabuły mnie kupiła i prawdopodobnie Klamki i dzwonki to moja ulubiona książka autorki, jak do tej pory. Może trochę na równi z Windą. Nie obrażę się jak następnie powstanie książka Klamki w windzie 😉

Klamki i dzwonki to ciekawa, poruszająca i wciągająca historia o miłości i jej różnych odcieniach, o samotności, chorobie, o stracie. Poruszana tematyka jest bardzo uniwersalna, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Autorka nie sili się na patetyczny ton i zbytnią egzaltację uczuć. W Klamkach i dzwonkach emocje są zbilansowane dzięki czemu czytelnik może skupić się na treści. Cichym bohaterem jest tutaj sam Wrocław. Nabrałam ochoty na odwiedzenie tego miasta i posmakowania jego klimatu. Wielokrotne nawiązania do dzieł literackich, filmowych czy muzycznych to kolejne smaczki jakie możemy znaleźć w fabule.

Nie jest tak, że nowa książka Knedler nie ma wad.  Dla mnie mankamentem było prowadzenie pierwszoosobowej narracji przeplatanej z narracją trzecioosobową. Zdecydowanie wolę, jeśli cała historia prowadzona jest w jednej narracji. Eliza i Albert to postaci, którym oddano głos, z ich perspektywy poznajemy większość wydarzeń. Reszta bohaterów stała się uczestnikami opowieści. Być może autorka w ten sposób chciała wskazać główne postaci, niemniej trochę nie pozwalało mi to do końca zżyć się z bohaterami.

Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki i jestem ciekawa czym tym razem nas zaskoczy. Klamki i dzwonki to niewątpliwie ujmująca historia, do której z pewnością wrócę za jakiś czas.

Były klamki i dzwonki

na których zawczasu

dotyk kładł się na dotyk.

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE