Ostatnio w przypadku Fermy blond pisałam o książkach nieodkładalnych. Takie, które non stop siedzą w głowie, o których się myśli, i które nie dają spokoju dopóki ich się nie skończy. Kolejną z nich jest Tylko oddech autorstwa Magdaleny Knedler. Nie potrafiłam czytać nic innego aż nie poznałam do końca historii Niny i Izy.

Gdybym miała jednym słowem określić najnowszą powieść Magdaleny Knedler powiedziałabym o niej, że jest intensywna. Sama historia nie jest wymyślna i skomplikowana, jednak sposób w jaki została opowiedziana sprawił, że niezwykle mocno przeżywamy wydarzenia, próbujemy zrozumieć postępowanie bohaterek i wraz z nimi zmierzamy w stronę katharsis. Bolesna rozmowa jaką odbywają siostry staje się punktem wyjścia do wyjaśnienia zdarzeń z przeszłości, przez co uwalniają się od poczucia winy, zbliżają do siebie i próbują wzajemnie się zrozumieć. Co ciekawa bardzo wcześnie dowiadujemy się, co się wydarzyło i co wpłynęło na obecne relacje między siostrami. Istotne stają się w tej historii emocje, jakie towarzyszą zarówno Ninie, jak i Izie. Magdalena Knedler kolejny raz udowodniła, że jak mało kto potrafi pisać o emocjach pokazując ich całą paletę. Tylko oddech to czyta się jednym tchem.

Tylko oddech to opowieść o siostrzanej miłości, trudnych relacjach i wyborach, które nie zawsze okazują się słuszne. To historia o tym, że trudno żyje się z konsekwencjami jakie rodzi każda decyzja w naszym życiu. O tym, że miłość wymaga poświęceń, ale też potrafi być wymagająca i przytrafiać się każdego dnia, czasem zupełnie przypadkiem. Wreszcie, a może przede wszystkim, to opowieść o wybaczeniu, sile siostrzanych uczuć i błędach, jakie zdarza się popełniać każdemu z nas. Knedler opowiadając nawet proste i z pozoru zwyczajne historie robi to w taki sposób, że czytelnikiem targają skrajne emocje. Intensywność. Zdarzeń, historii, miejsc. Wszystko spaja się w wyrazistą i poruszającą opowieść. Prostą, jednak wychodzącą poza schemat, głównie za sprawą formy w jakiej została podana. Czytajcie, czytajcie, czytajcie!

Ach napis na poduszce nie ma nic wspólnego z relacjami bohaterek 😉