Magdalena Majcher po raz kolejny pokazuje, że nie boi się sięgać po trudne i kontrowersyjne tematy. Tym razem skupia się na trudnej relacji matki z córką, na macierzyństwie zarówno tym niechcianym, jak i długo wyczekiwanym oraz na tym, gdzie jest granica miłości i poświęcenia. 

Nina jest szefową oddziału jednego z wiodących banków. W pracy radzi sobie świetnie, jednak jej spokój zaburzają wspomnienia sprzed lat. Długo skrywana tajemnica, co jakiś czas powoduje dyskomfort psychiczny. Po tragicznych wydarzeniach, jakie spotykają jej najbliższych musi wrócić do domu i zmierzyć się ze swoją przeszłością. Rozdrapywanie starych ran, chociaż bywa kojące, jest też bolesne, o czym sama się przekona.

Matka mojej córki to opowieść o trudnej relacji łączącej dzieci z rodzicami. Relacji nie zawsze prostej i zrozumiałej. Jak pisałam na wstępie to historia o macierzyństwie, zarówno tym długo wyczekiwanym, jak i niechcianym. To wreszcie historia rodziny, w której piętno odcisnęły tajemnice z przeszłości. Poruszająca książka pokazująca, jak wiele potrafimy poświęcić w imię miłości. Tylko czy zawsze takie poświęcenie ma sens?

W swojej trzeciej książce Magdalena Majcher zdecydowała się prowadzić fabułę dwutorowo. Z jednej strony śledzimy obecne życie Niny, z drugiej wracamy do jej przeszłości. W pewnym momencie opisywane wydarzenia się ze sobą łączą dając spójny obraz życia bohaterki. Pokazują jej motywacje, rozterki i powody, dla których wiele lat temu podjęła pewne decyzje. Majcher pokazuje, że raz podjęte decyzje mogą latami rzutować na nasze życie. Są pewnego rodzaju stygmatem odciśniętym w nas samych. Idealnie pasuje tutaj stwierdzenie mówiące o tym, że nie sztuką jest podjąć decyzję, sztuką jest żyć z konsekwencjami każdej decyzji. Nina znalazła się właśnie w takiej sytuacji. Decyzja, którą podjęła będąc młodą dziewczyną mocna wpłynęła na jej dalsze życie.

Matka mojej córki to także kilka refleksji o macierzyństwie, adopcji i specyficznej, ale wyjątkowej, relacji łączącej każdą matkę z córką. Polubiłam Ninę, za to jej matka nie wzbudziła we mnie sympatii. Autorka ma dar do tworzenia postaci matek, których nie lubię 😉 Niemniej trzecia książka Majcher to historia, która daje do myślenia i skłania do wyciągnięcia wielu wniosków. Autorka stawia pytania, ile jesteśmy gotowi poświęcić w imię miłości? I czy ktoś w ogóle ma od nas prawo wymagać takich poświęceń? Jaki wpływ na nasze życie mają tak zwane błędy młodości?