Maja Lunde w swoich powieściach lubi tworzyć alternatywną rzeczywistość, wybiegać przyszłość i pokazywać, co grozi światu. Tak było w przypadku Historii pszczół, tak jest i w Błękicie. Tym razem dostajemy opowieść o wodzie, która jest nieodłącznym elementem naszego życia. bez wody nie ma nas, dlaczego więc nie potrafimy jej szanować?

Historia w Błękicie toczy się dwutorowo i opowiadana jest przez dwie różne osoby. Z jednej strony poznajmy Stigne, kobietę, która po latach wraca w rodzinne strony, by po raz kolejny zmierzyć się z doświadczeniami z przeszłości oraz powalczyć o lodowce. Z drugiej poznajemy Davida i jego córeczkę Lou, którzy w wyniku panującej suszy muszą opuścić miasto w poszukiwaniu wody, schronienia oraz matki dziewczynki wraz z bratem. Oprócz tego, że mamy podwójną narrację mamy tez zderzenie dwóch odrębnych czasów. Stigne to bohaterka współczesna, jej historia zaczyna się w 2017 roku, chociaż w swojej opowieści wraca do wydarzeń aż z czasów swojego dzieciństwa. Z kolei Davida poznajemy w roku 2041. To podobny zabieg jaki Lunde wykorzystała w Historii pszczół. Taki sposób przedstawienia wydarzeń pomaga w pokazaniu katastrofalnych skutków degradacji natury i środowiska. W Historii pszczół autorka pokazała, co stanie się z nami, gdy zabraknie pszczół. W Błękicie motywem przewodnim staje się woda, która jest podstawą funkcjonowania świata. Właśnie woda spaja także losy bohaterów, chociaż oni są zupełnie tego nieświadomi.

Stigne walczyła w przeszłości o zachowanie lodowców o… Z kolei drugi z bohaterów zmaga się właśnie z dramatem jakim jest panująca susza i kurczące się zasoby wody. Lunde pokazuje przyczyny i odległe skutki, które mają prawdopodobieństwo się wydarzyć. Błękit zmusza do myślenia i pozwala na wiele refleksji. To nie tylko opowieść o przetrwaniu, próbie rozprawienia się z przeszłością, czy historia będąca wizjonerską wizją świata. To opowieść o nas, o ludziach, którzy każdego dnia podejmujemy decyzje mające wpływ nie tylko na nasze życie, ale jak się okazuje także na funkcjonowanie całego świata. To także opowieść o wodzie i jej braku.

Jest coś w prozie Lunde, co nie pozwala nam o niej zapomnieć. Potrafi ona w niezwykle piękny sposób opisywać świat. W Błękicie akcja jest niespieszna,  nie ma szalonego tempa, wszystko rozwija się bardzo powoli, a co ciekawe, chociaż początkowo miałam mieszane uczucia, to tak naprawdę nie potrafiłam tej książki odłożyć zanim nie skończyłam. O Historii pszczół pisałam tak: Nie sądziłam, że tak bardzo spodoba mi się książka „o niczym”. Celowo użyłam określenie o niczym, gdyż na próżno szukać tutaj znaczącej fabuły. I w przypadku Błękitu mam podobne wrażenia, z tym, że to określenie nie ma w tym kontekście wydźwięku pejoratywnego. Przeciwnie. U Lunde ważne są emocje, jakie towarzyszą bohaterom, ich małe, prywatne dramaty, które pośrednio lub bezpośrednio związane są w tym przypadku z wodą. A wizja jaką snuje w swojej najnowszej książce przeraża. Oby tylko nie była złą wróżbą.