Strona główna Nie chcę czytać! Nie chcę czytać! #11

Ostatnio opublikowane

Noelle Salazar, Dziewczyny w przestworzach (2020)

Czasami na książki trafiam przypadkiem. Jakoś przeglądając zapowiedzi przegapiłam ten tytuł, a okazuje się, że jest to świetna powieść, która na pewno...

Hanna Cygler, Złodziejki Świąt (2020)

Ostatnio czytałam serię książek od Hanny Cygler, którą mocno Wam polecałam. Mowa o trylogii W cudzym domu, a dzisiaj chcę Wam opowiedzieć...

II wojna światowa. Infografiki (2020)

Nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam się z historią, zwłaszcza taką, która polegała na długich i szczegółowych opisach wydarzeń, z których i tak...

Lizzie Shane, Na Święta przytul psa (2020)

Do tej pory czytałam książki świąteczne napisane wyłącznie przez polskich autorów, a mówiąc dokładniej przez polskie autorki. Na Święta przytul psa to...

Neil deGrasse Tyson, Listy od astrofizyka (2020)

Lubię książki, które w łatwy i przejrzysty sposób wyjaśniają mi rzeczy z pozoru skomplikowane i niezrozumiałe, jak chociażby tytułowa astrofizyka.

Nie chcę czytać! #11

W kolejnej odsłonie Nie chcę czytać! opowiem Wam o dwóch polskich zespołach, które swoimi albumami podbiły moje serce. Dzięki nim wierzę, że polska muzyka ma się dobrze i zmierza w dobrym kierunku.

Lilly Hates Roses, Mokotów

Debiutancki album Something to Happen bardzo mi się podobał. Z niecierpliwością czekałam na drugi krążek. Bałam się, że stawiając sobie wysoko poprzeczkę debiutem duet Lilly Hates Roses sobie nie poradzi. Nic bardziej mylnego. Otrzymaliśmy kolejny dobry album.  Lilly Hates Roses, czyli poznańsko – toruński duet stworzony przez  Kamila Durskiego i Kasię Golomską.  Zespół wygrał konkurs Make More Music, organizowany przez Empik i podpisał kontrakt płytowy z Sony Music Poland. Tym samym mieli możliwość wydania swojego debiutanckiego albumu. Przyczyniło się to do tego, że zaistnieli na rynku muzycznym, a co ważniejsze w świadomości słuchaczy. Po dwóch latach od pierwszego albumu przyszedł czas na drugi. Otrzymaliśmy Mokotów, czyli zbiór 11 kompozycji. To ponownie wspaniała podróż po różnorodnych i wysublimowanych dźwiękach, momentami niezwykle spokojna i nostalgiczna, miejscami nieco zwariowana. Lilly Hates Roses pokazali, że ciągle się rozwijają i tworzą rzeczy nowe, jednak nadal pasujące do nich i swojej twórczości, którą przedstawili nam na debiucie. Lilly Hates Roses, czyli poznańsko – toruński duet stworzony przez  Kamila Durskiego i Kasię Golomską.  Zespół wygrał konkurs Make More Music, organizowany przez Empik i podpisał kontrakt płytowy z Sony Music Poland. Tym samym mieli możliwość wydania swojego debiutanckiego albumu. Przyczyniło się to do tego, że zaistnieli na rynku muzycznym, a co ważniejsze w świadomości słuchaczy. Po dwóch latach od pierwszego albumu przyszedł czas na drugi. Otrzymaliśmy Mokotów, czyli zbiór 11 kompozycji. To ponownie wspaniała podróż po różnorodnych i wysublimowanych dźwiękach, momentami niezwykle spokojna i nostalgiczna, miejscami nieco zwariowana. Lilly Hates Roses pokazali, że ciągle się rozwijają i tworzą rzeczy nowe, jednak nadal pasujące do nich i swojej twórczości, którą przedstawili nam na debiucie.

Sarcast, Syn Słońca

Łukasz Sowiński i Michał Lange, czyli Sarcast nagrali album innowacyjny i świeży. Ani na moment nie nudzimy się podczas słuchania, wciągamy się i zatapiamy w ich muzycznym świecie. Syn Słońca to dawka pozytywnej energii zamknięta w aż 18 kompozycjach. Podobno nie ocenia się książki po okładce. To samo można powiedzieć o płycie. Wydanie nie powinno mieć wpływu na ocenę. A właściwie dlaczego nie? Na samym początku zachwyciłam się właśnie wydaniem albumu. Nieszablonowe, dopracowane i wyróżniające się na tle innych krążków. Płyta została wydana w kartonowym boxie. Tekst każdego z numerów znajduje się na osobnym kartoniku ze specjalną grafiką. Całość dopełnia świetna okładka. Naprawdę bardzo estetycznie i porządnie wydany album. Tyle w kwestii wizualnej, jak jest z zawartością? Równie dobrze co z wydaniem. Syn Słońca to elektroniczny hip-hop w nowoczesnym wydaniu. Elektronika delikatnie przewija się przez utwory, a całość wzbogacają wyraziste wokale. Oczywiście nasuwa się podobieństwo do Małych Miast, jednak Sarcast tworzy nową, swoją jakość. Na uwagę zasługuje również klimat płyty. Oryginalny, gęsty, miejscami ciężki, a przy tym mający niesamowitą energię. Jest coś w Synie Słońca, co sprawia, że nie możemy się oderwać dopóki nie skończymy słuchać. I chociaż czasami wokal jest aż nadto wyrazisty i czujemy się nim zmęczeni to jest to dobre zmęczenie. Orzeźwiające i oczyszczające. Panowie mają pomysł na siebie. Nagrali album koncept niosący przesłanie. To nie są zwykłe nawijki o życiu. To wędrówka przez życie. W harmonijnym odbiorze pomaga nam również nagranie albumu w jednym secie. Płynnie przechodzimy przez wszystkie 18 kawałków. Za to również należą się brawa. 18 numerów. Niejeden artysta wydałby to na 2 albumach.

Całość recenzji obu albumów znajdziecie na stronie allaboutmusic.pl

A Wy słuchaliście ostatnio kogoś ciekawego? 😉

Marta Mrowiec
Czyta, pisze, biega, chodzi po górach, ogląda mecze i słucha rapu. Nietypowo typowa kobieta.

Komentarze

Najczęściej czytane

Hanna Cygler, Złodziejki Świąt (2020)

Ostatnio czytałam serię książek od Hanny Cygler, którą mocno Wam polecałam. Mowa o trylogii W cudzym domu, a dzisiaj chcę Wam opowiedzieć...

22 najlepsze książki przeczytane w 2019 roku

Jako, że jestem u siebie nie muszę wybierać 10, czy 5 najlepszych książek ubiegłego roku. Wyszło 22. Są to książki, które utkwiły...

Noelle Salazar, Dziewczyny w przestworzach (2020)

Czasami na książki trafiam przypadkiem. Jakoś przeglądając zapowiedzi przegapiłam ten tytuł, a okazuje się, że jest to świetna powieść, która na pewno...

Regina Brett, Rok pełen inspiracji (2020)

Zawsze mam problem z ładnie wydanymi kalendarzami, notatnikami czy rzeczami. Zdarzał się, że nie które leżały kilka lat, bo szkoda mi było...

Prezenty dla miłośników gór

Przy okazji górskiego tygodnia mam dla Was 5 propozycji na idealne prezenty dla osób lubiących góry. I nie są to książki 😉