Matka mojej córki to trzecia powieść Magdaleny Majcher. Dzisiaj zapraszam Was na rozmowę z autorką.

Kilka dni temu premierę miała Twoja trzecia książka? Jak się czujesz? Emocje są tak samo duże, jak w przypadku debiutu?

Debiutancka książka to droga w nieznane, dlatego emocje już nigdy nie będą takie same. Teraz wiem czego mogę się spodziewać, a sam proces wydawniczy nie jest już dla mnie niczym nowym. Dzień, kiedy przychodzi do mnie paczka z egzemplarzami kolejnej powieści jest małym świętem, gdyż każda książka jest moim spełnionym marzeniem. Przepełnia mnie wówczas duma, jednak podchodzę do tego dużo spokojniej niż przy pierwszej powieści.

Masz już grono swoich fanek, zdarza się, że ludzie rozpoznają Cię na ulicy?

Zdarza mi się spotkać kogoś, kto był na moim spotkaniu autorskim i zamienić kilka słów, ale nie czuję się, broń Boże, celebrytką. Cała otoczka medialna związana z wydawaniem książek – wieczory autorskie, wywiady – jest bardzo miła, a ja uwielbiam spotkania z czytelnikami, jednak wolę skupiać się na pisaniu i doskonalić swój warsztat. Nawet jeśli zostanę rozpoznana nie myślę wówczas „ten człowiek rozpoznał mnie, bo jestem popularna” tylko „rozpoznał mnie, ponieważ spotkaliśmy się wcześniej na spotkaniu autorskim”.

W Warszawie byłaś po raz pierwszy na Targach Książki jako autorka. Jak wspominasz swój udział?

Zawsze będę miło wspominać te pierwsze Targi, w których brałam udział jako autorka. Moja obecność na Narodowym jest najlepszym potwierdzeniem tego, że, tak jak często powtarzam, marzenia się nie spełniają, a marzenia się spełnia. To było rewelacyjne doświadczenie. Prawdę mówiąc, kiedy jechałam do Warszawy, obawiałam się, że będę siedziała sama na stoisku, a tymczasem przez cały czas ktoś u mnie był. Czytelnicy odwiedzili mnie, żeby porozmawiać, zakupić moją nową powieść, zdobyć autograf, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Uwielbiam otrzymywać feedback od moich czytelników, a Targi są ku temu doskonałą okazją.

Matka mojej córki to kolejna Twoja książka, która porusza temat macierzyństwa. Podczas pisania próbowałaś postawić się w roli tytułowej matki? Myślisz, że kobiety są w stanie zrobić wszystko, by zostać matką?

Raczej nie identyfikuję się z moimi bohaterkami. Refleksje i przemyślenia na temat, co ja zrobiłabym na miejscu danej postaci, pojawiają się już po czasie, kiedy prace nad książką są ukończone, a powieść jest w drodze do czytelnika. To jest dla mnie zawsze bardzo nerwowy okres. Mam dużo czasu na myślenie, zastanawiam się, czy moja nowa powieść sprosta wymaganiom czytelników i… rozkładam raz jeszcze fabułę na czynniki pierwsze, analizując własne doświadczenia i wiedzę. Kiedy piszę, wyłączam czynnik subiektywny. Nie myślę o sobie, tylko o postaciach, których portrety staram się budować ze starannością i dokładnością. Decyzje podjęte przez postacie są sumą ich doświadczeń, cech charakteru, sytuacji życiowej. Komplikowanie życia moich bohaterów sprawia mi ogromną frajdę. Lubię stawiać ich w sytuacjach ekstremalnych, a potem obserwować z boku, jak wybrną.
Czy kobiety są w stanie zrobić wszystko, by zostać matką? Może nie wszystko, ale naprawdę wiele.

Kto jako pierwszy czyta Twoje powieści?

Redaktor w wydawnictwie 🙂 Nie wysyłam maszynopisów osobom trzecim. Nie uważam, że jestem nieomylna, ale kiedy mam wizję to… po prostu ją mam. Nie wpuszczam nikogo do świata moich bohaterów.

Niebawem ukaże się wspólna książka Natalii Sońskiej i Agaty Przybyłek. Jest jakaś autorka, z którą chętnie napisałabyś książkę?

Raczej nie. Nigdy nie byłam zbyt dobra w pracy zespołowej, chociaż, oczywiście z mojego CV dowiedzielibyście się czegoś innego 🙂 Jestem osobą bardzo komunikatywną, uwielbiam kontakt z ludźmi, ale pracować lubię jednak sama.

Myślisz, że to jest trudniejsze niż samodzielna praca?

Czy trudniejsze? Chyba tak. Trzeba wpuścić do hermetycznie zamkniętego świata drugiego człowieka, podzielić się z nim swoją wizją i, co najtrudniejsze, nagiąć rzeczywistość do jego oczekiwań.

Jakie masz najbliższe plany? Pracujesz nad kolejną książką? Możesz uchylić nam rąbka tajemnicy?

Kolejna powieść ukaże się jeszcze w tym roku. Skończyłam ją pisać kilka dni przed premierą „Matki mojej córki”. To stara dobra ja, ale myślę, że uda mi się was zaskoczyć otoczką i klimatem, w którym książka jest utrzymana. Więcej nie zdradzę. Mogę obiecać, że będzie dużo emocji i, jak zawsze u mnie, wątków społeczno-obyczajowych i dylematów.

Jaki wpływ na prowadzenie bloga ma fakt, że stałaś się „etatową pisarką”? Czytasz i piszesz tyle samo, czy raczej mniej?

Czytam niewiele mniej niż wcześniej, ale na pewno mniej recenzuję. Kiedy mam do wyboru otrzymać egzemplarz recenzencki lub zakupić ebooka (bo w książki zaopatruję się zawsze w formie elektronicznej), coraz częściej wybieram drugą opcję. Przedstawiam na blogu tylko wybrane, nieliczne tytuły. Blogowanie pochłania mnóstwo czasu, którego mnie coraz częściej brakuje. Przyszedł w moim życiu taki moment, kiedy musiałam wybrać, którą drogą chcę podążać. Postawiłam na pisarstwo. Jestem w miejscu, gdzie zawsze chciałam się znaleźć. To sprawia mi ogromną frajdę. Żal mi tylko bloga, bo włożyłam w niego mnóstwo pracy, ale coś się kończy, by zacząć mogło się coś. Nie mówię zresztą „nie”. Nadal zamierzam recenzować książki na Przeglądzie czytelniczym, z tym że tych recenzji jest i będzie mniej.

Jaka książka ostatnio zrobiła na Tobie wrażenie i możesz ją polecić moim czytelnikom?

Od dawna już przymierzałam się do lektury „Łaski” Anny Kańtoch. Kiedy ta powieść zdobyła nagrodę na Festiwalu „Kryminalna Piła”, postanowiłam w końcu nadrobić zaległości. Nie dziwię się wygranej. „Łaska” jest rewelacyjna. Jej mroczny, mocno specyficzny klimat pochłonął mnie bez reszty, a całą powieść czyta się jednym tchem.