Forst wrócił. Powinno nas to dziwić? Czy w przypadku twórczości Remigiusza Mroza jeszcze cokolwiek jest w stanie nas zadziwić?

Pierwszy szok zgotował nam autor oznajmiając, że pisze pod pseudonimem Ove Løgmansbø. Niektórzy się rozczarowali, inni w końcu sięgnęli po książki, dotąd nieznanego autora. Sprawa się unormowała, ale przecież z Remigiuszem Mrozem nie ma spokoju i tak razem z Wydawnictwem Filia ogłosił czwartą cześć serii z Forstem w roli głównej. Serii, która początkowo była zapowiadana jako trylogia. I tutaj pojawia się moje pierwsze pytanie, czy kontynuacja była potrzebna? Zapewne nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony zakończenie trylogii pozostawiało furtkę autorowi do kontynuacji historii Forsta, z drugiej strony trzymając się nomenklatury trylogia powinna stanowić zamkniętą całość. Fani doczekali się dalszych losów Forsta, sceptycy wytykają autorowi zbyt szybkie tempo pisania, które może przełożyć się na jakość jego książek, a ja przeczytałam Deniwelację i jestem w tym wszystkim gdzieś po środku.

Deniwelacji chyba najbliżej do Ekspozycji. Głównie, dlatego, że miejscami autor znowu zrobił z Forsta superbohatera, któremu udaje się uniknąć śmierci w najbardziej ekstremalnych momentach. Po tym jak Forst udał się, by odpocząć na nowo wpakował się w kłopoty. Znajomość z niejakim Robertem sprawiła, że ponownie stał się podejrzany, zwłaszcza, że na zboczach Giewontu znalezione zostały ciała młodych kobiet, co przywołało wspomnienie Bestii z Giewontu. W niewinność Forsta wierzy tylko Osica i prokurator Dominika Wadryś-Hansen. Sprawa zaczyna się jeszcze bardziej komplikować, gdy pojawia się kolejne ciało, a śledztwo tkwi w miejscu. W tym samym czasie wszyscy zastanawiają się, gdzie jest Forst i próbują go zlokalizować. A znając jego zamiłowanie do kłopotów sporo się dzieje w jego życiu.

Remigiusz Mróz jak zwykle bardzo trafnie odwołuje się do wydarzeń, które znamy z życia. Tym razem skupił się na dosyć specyficznych usługach, na jakie zgadzały się kobiety, i które świadczyły na rzecz arabskich szejków. Głośna sprawa ostatnich lat stała się motywem Deniwelacji. Tym samym fabuła pokazana toczy się dwutorowo. Z jednej strony śledzimy losy zakopiańskiego śledztwa, z drugiej przebywamy z Forstem w słonecznej Hiszpanii, w której próbuje pomóc znajomemu pakując się w niemałe kłopoty. Deniwelację czyta się ekspresowo, autor wrzuca nas w wir wydarzeń i nie daje chwili oddechu. Dobrze było powrócić do starych bohaterów. Naprawdę zaczyna mi być szkoda Osicy, ileż ten człowiek musi znieść. Z kolei „rozterki sercowe” Forsta zaczynają być intrygujące.

Remigiusz Mróz jest też specem w zakończeniach, które mogą wywołać przyspieszone bicie serca, i które sprawiają, że na usta cisną się niecenzuralne słowa. O dziwo samo zakończenie Deniwelacji, które samo w sobie jest szokujące, przyjęłam bardzo spokojnie. Pewnie dlatego, że trochę przeczuwałam, że coś takiego może się pojawić. Niestety nic więcej nie mogę powiedzieć 😉

Wokół postaci Remigiusza Mroza jest ostatnio głośno. Może niepotrzebnie dorabiana jest jakaś ideologia do jego twórczości?  Wszak nie od dzisiaj wiadomo, że literatura rozrywkowa, w którą, chcąc czy nie, wpisują się książki Mroza, rządzi się swoimi prawami. Dwie kwestie są pewne. Po pierwsze Deniwelację czyta się naprawdę dobrze, chociaż trochę nie dowierzam i kręcę nosem, a po drugie na pewno sięgnę po kolejne części, gdyż jestem przekonana, że autor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

  • Właśnie czytam! Mam małe obawy przed supermocami Forsta, ale może jemu jednemu je wybaczę 🙂