Remigiusz Mróz – Immunitet (2016)

Panie Mróz, mamy problem!

Siedzę przed komputerem, kursor migocze rytmicznie, powoli dopijam herbatę i za cholerę nie wiem od czego zacząć i co napisać o Immunitecie. Zaczynając od plusów. Immunitet czytało mi się o niebo lepiej niż Rewizję, która miejscami bardzo mnie zmęczyła. Tutaj, te ponad 600 stron praktycznie nie odczułam a dwa wieczory wystarczyły, by wraz z Zordonem i Chyłką przebrnąć przez kolejną zawiłą sprawę. Co więcej również przebrnąć i nieco poukładać, a tak przynajmniej mi się wydawało w trakcie lektury, ich wzajemną relację. Oczywiście moje nadzieje szlag trafił po tym jak przeczytałam ostatnią stronę, chociaż w pewnym momencie między tym dwojgiem zrobiło się gorąco. Jak zwykle autor zaserwował nam sporą niespodziankę, która ewidentnie zmieni życie Joanny Chyłki. Ach! I przypadkiem nie czytajcie wcześniej ostatniej strony!

immunitet

Fabuła sama w sobie jest dobrze skonstruowana i dotyczy jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego, który zostaje oskarżony o zabójstwo. Dawny znajomy Chyłki utrzymuje, że jest niewinny, jednak w trakcie śledztwa wychodzi wiele rożnych dowodów świadczących przeciwko niemu. Jak wiadomo Chyła nie bierze prostych spraw 😉 Naprawdę podobała mi się cała sprawa i to jak powoli rozkwitała, jednak samo jej rozwiązanie było dla mnie zbyt oczywiste i zabrakło mi w nim spektakularności. Mam wrażenie, podobnie jak w przypadku Rewizji, że zamiast wielkiego wybuchu dostajemy małą eksplozję. Spokojnie, wybuch nastąpił na końcu. Zapewne nie wszystkim się spodoba takie zakończenie, jednak dla mnie jest intrygujące i zastanawiam się co z tego wyniknie. Tylko Zordona mi trochę szkoda. Ewidentnie chłop ma pod górkę 😉

Wreszcie doczekaliśmy się momentu, w którym poznajemy przeszłość Chyłki. I tutaj kij też ma dwa końce. W końcu możemy lepiej ją poznać, zastanowić się dlaczego jest taką a nie inną osobą, co nią kieruje i dlaczego nie utrzymuje kontaktów z ojcem. Z drugiej strony, nie zdradzając szczegółów, mogę powiedzieć, że się domyślałam i niestety autor skorzystał z utartego schematu.

Jak pamiętacie w Rewizji Joanna „zgodziła się” prowadzić sprawę swojego ojca. W Immunitecie cała ta sytuacja stanowi wyłącznie tło, jest kartą przetargową w kancelarii. Liczę, że w kolejnych tomach ta sprawa zostanie, jednak poruszona. Plus za subtelne nawiązania do serii z komisarzem Forstem.

Chyłka i Zordon znowu stają ramię w ramię na sali sądowej. Nie stracili swojej charyzmy, a ich rozmowy nadal przepełnione są ironią i poczuciem humoru. Co więcej w pewnym momencie Zordon wysuwa się na pierwszy plan, a Chyłka pozostaje w jego cieniu. W tym tomie Remigiusz Mróz serwuje nam kolejną dawkę prawniczej wiedzy, tym razem zagłębiając się w mechanizmy działania Trybunału Konstytucyjnego.

Immunitet czyta się szybko i dostarcza dobrej rozrywki, a chyba tego powinno się oczekiwać po tego typu literaturze. Trochę pomarudziłam, ale ostatecznie jestem zadowolona z lektury i z chęcią przeczytam kolejny tom. Ciekawa fabuła, cięty język, sporo odwołań zarówno do świata polityki jak i popkultury oraz mocne zakończenie to główne wyznaczniki Immunitetu. Tylko dlaczego w Rewizji przesunięto nazwisko autora na grzbiecie książki? 😉

 

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE