Treść pisanej książki wyobrażam sobie scenami, które później opisuję – wywiad z Hanną Greń

Wczoraj mieliście okazję przeczytać recenzję Więzów krwi, a dzisiaj zapraszam Was na rozmowę z autorką.

Więzy krwi to dosyć skomplikowana fabuła –czy przy pisaniu miała Pani dokładny plan książki, którego się Pani trzymała?

Nigdy nie robię dokładnego planu. W moim przypadku byłby to czas stracony, gdyż w trakcie pisania musiałabym stale ten plan korygować. Robię za to ogólne streszczenie fabuły, taki szkielet, który później otaczam tkanką. W „Więzach krwi” trzymałam się go dość dokładnie, choć i tak wprowadziłam pewne zmiany. Pojawiła się na przykład postać Jeminy, której pierwotnie w ogóle nie było. Za to fabuła tomu trzeciego znacznie odbiega od streszczenia, gdyż w trakcie pisania wpadłam na nowe pomysły, które wydały mi się lepsze od poprzednich. Za to po napisaniu książki rozpisuję sobie wątek kryminalny w kalendarzu, żeby sprawdzić, czy nie pogubiłam się w czasie.

Dużo mówi się o wenie w kontekście pisania. Odczuwa ją Pani? Czy raczej pisanie to bardziej rzemiosło?

Nie wiem właściwie, jak objawia się wena i czy to, co odczuwam, to właśnie ona. Ja treść pisanej książki wyobrażam sobie scenami, które później opisuję, nie wiedząc jeszcze, w które miejsce książki trafią i czy w ogóle trafią. Później te sceny łączę w całość, dopisując fragmenty tekstu nazywane przeze mnie łącznikami. A jeśli żadna scena nie objawiła się w wyobraźni, czytam to, co napisałam wcześniej. Wchodzę w stworzone przez siebie uniwersum, wczuwam się w klimat opowieści i wtedy w głowie rysuje się kolejny obraz. Czy można coś z tego nazwać weną? Nie mam pojęcia.

Co Panią inspiruje? Gdzie szuka Pani pomysłów na swoje historie?

Inspirację czerpię przede wszystkim z obserwacji ludzkich zachowań. Dzięki temu mogę obdarzać bohaterów cechami czy zachowaniami, które niekiedy są tak absurdalne, że ciężko byłoby je sobie wyobrazić. Natomiast sama zbrodnia, sposób jej wykonania i jej przyczyny rodzą się zawsze w wyobraźni. Podobnie jak psychika zabójcy. Staram się wejść mu w głowę i myśleć tak jak on.

Pamięta Pani swój debiut? Czy teraz zrobiłaby Pani wszystko tak samo, czy coś zmieniła?

Doskonale pamiętam dzień swojego debiutu, od niego przecież zaczęła się w moim życiu całkiem nowa era. Przyznam jednak, że mając wtedy takie doświadczenie, jakie mam dzisiaj, wiele rzeczy zrobiłabym inaczej. Przede wszystkim zmieniłabym fabułę debiutanckiej książki, gdyż poruszyłam tam tyle problemów, że spokojnie wystarczyłoby ich na dwie, czy nawet trzy powieści. Przez ten nadmiar dramatów zostały potraktowane zbyt pobieżnie. Nie spieszyłabym się też z wysłaniem tekstu do wydawnictw, a później z podpisaniem umowy.

A jakie rady może Pani dać młodym ludziom zaczynającym przygodę z pisaniem?

Osobom rozpoczynającym przygodę z pisaniem zalecam przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość i sporą dozę autokrytycyzmu. Lepiej pisać dłużej, a dobrze, niż szybko, lecz byle jak. Po napisaniu tekstu należy odczekać na tyle długo, by móc spojrzeć na niego chłodnym okiem i dostrzec popełnione błędy. Nie powinno się oczekiwać, że po przeczytaniu tekstu potencjalny wydawca oniemieje z zachwytu i natychmiast prześle projekt umowy z warunkami jak dla autora bestsellerów. Przykro mi sprowadzać przyszłych pisarzy na ziemię, ale większość wydawców w ogóle nie odpowie. Ale jeśli tekst jest naprawdę dobry, prędzej czy później znajdzie się chętny do jego wydania.

Czym zajmuje się pisarka w wolnym czasie? Co lubi Pani robić?

W wolnym czasie czytam książki, haftuję krzyżykiem, szyję różne dziwne rzeczy (ostatnio głównie maseczki) i oglądam filmy z mojej bogatej kolekcji westernów.

A jakie książki czyta Pani najczęściej?

Najczęściej czytam kryminały. Jakżeby inaczej! Ale lubię fantastykę, polskie obyczajówki czy biografie. Jestem kobietą, więc dobrym romansem także nie pogardzę. Nie przepadam natomiast za powieściami sensacyjnymi i zdecydowanie nie lubię erotyków, które albo mnie śmieszą, albo nudzą.

Gdyby mogła Pani przeżyć życie któregoś z bohaterów ulubionej książki, kto by to był?

Zdecydowanie nie chciałabym przeżywać życia żadnego z bohaterów. Moje życie wprawdzie nie było usłane różami i nie raz dało mi zdrowo w kość, ale to ja decydowałam, jak powinno wyglądać. Na sukcesy zapracowałam ciężką pracą i wyrzeczeniami, na porażki błędnymi decyzjami czy niefrasobliwością. Ale tak jedne, jak drugie są wynikiem mojego działania. To życie po prostu jest moje, więc nie zamieniłabym go na żadne inne, nawet gdyby miało być lepsze, łatwiejsze czy ciekawsze.

Dziękuję za rozmowę!

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE