Dni mijają mi w ekspresowym tempie, chociaż tak naprawdę każdy z nich ma 24 godziny, a czas mija z tą samą szybkością co zawsze. Może to ilość obowiązków go trochę przyspiesza? Niemniej udało się w przedostatnim dniu lutego napisać Tu i teraz. Jak wypadł u mnie drugi miesiąc roku?

#cieszę się ze zbliżającego się urlopu. Właściwie to już w środę i właściwie tylko trzy dni, ale naprawdę ich potrzebuję. Ostatnio praca mocno mnie absorbuje, ale tak będzie do końca kwietnia, dlatego każde dłuższe wolne (ta, trzy dni w tym okresie to dłuższe wolne:)) ma zbawienny wpływ na mnie. W dodatku to ten moment, kiedy morze przyjeżdża w góry, czyli czeka mnie kilka dni z przyjaciółmi, wypad w Tatry i pewnie mnóstwo rozmów, śmiechu i fajnych chwil. Nigdy nie wierzyłam w jakąkolwiek relację na odległość, jednak jak się okazuje nasza przyjaźń trwa już 6 lat i ma się całkiem dobrze! 😉

#próbuję polubić gotowanie. Wyprowadzka z domu sprawiła, że siłą rzeczy czas polubić się z kuchnią. Nigdy za tym specjalnie nie przepadałam, ale mam nadzieję, że w końcu się polubimy. Na razie podejmuję próby! 😉

#czytam kilka książek. Standardowo misz-masz gatunkowy. Jest wśród nich nowy Flanagan i jego Nieznana terrorystka, Pierwszy bandzior Mirandy July, Seryjne zabójczynie, czy Nielegalny Trevora Noaha. Równocześnie nadal czytam Doktora Żywago w ramach wyzwania W 80 książek dookoła świata. Trochę utknęłam w tej Rosji zwłaszcza, że już kończy się luty, a więc teoretycznie powinnam już wybierać trzecią książkę. Mam nadzieję, że w marcu uda się wszystko nadrobić. Zapraszam Was też do grupy na Facebooku.

#próbuję poznać siebie z innej strony. Ostatnio miałam krótki romans z czerwoną szminką, ale nie wiem czy on się rozwinie 😉 Niemniej efekty mnie zaskoczyły i kto wie, może od czasu do czasu pokażę się w takim wydaniu.

#wracam do… biegania. Tak wiem, że moje powroty do biegania przypominają trochę kultową już Modę na sukces, w której każdy do każdego wracał co jakiś czas, ale jak się kocha to tak czasem jest. To nie jest tak, że nie biegam. Jest tak, że biegam niekoniecznie tyle ile bym chciała i prawdopodobnie, zaraz po porze roku, jest to związane z moją organizacją czasu. Dlatego w marcu chcę trochę popracować nad tym, aby udawało się wyjść pobiegać 3 razy w tygodniu. Ostatnio też polubiłam się z bieżnią i chociaż to zupełnie inne bieganie niż w plenerze pewnie od czasu do czasu spróbuję.

Luty to najkrótszy miesiąc, jak widać moje Tu i teraz też jest dosyć krótkie, ale na zakończenie mam dla Was… list. Otóż ostatnio Czwarta Strona w ramach promocji książki Napisz do mnie rozesłała list niejakiego Kosmy. A jak wiadomo, listów nie powinno zostawiać się bez odpowiedzi, więc grzecznie odpisałam. Jestem ciekawa na ile wstrzeliłam się w myśli bohaterki 😉

A tak brzmiał mój list:

Szanowny Panie,

być może lepiej będzie po prostu Kosma, swoją drogą bardzo oryginalne imię. W kwestii przepraszania raczej nie ma tutaj znaczenia płeć, czy bycie prawdziwym facetem. Właśnie to Ci prawdziwi faceci przepraszają, Ci którzy tego nie potrafią są jak wydmuszki. Przepraszanie jest naturalne w przypadku, gdy się zawiniło, a jak widać w zaistniałej sytuacji nieco zawiniłeś czytając ten list. Cóż, mogę być też sama sobie winna, gdyż zapewne w pośpiechu musiałam go zgubić. Nie wiesz jak mam na imię i może na razie lepiej niech tak zostanie, podobno kobieta powinna być owiana tajemnicą. Podobno, gdyż sama tak naprawdę ich nie znoszę. Pani z Żółtej Ciżemki mi odpowiada, chociaż nie jest to kolor, za którym przepadam, niemniej mogłeś tak pomyśleć. Pomyślałeś też, że mogłeś mi opowiedzieć o swoim dziwnym dniu i nocy, czy tym samym myślisz, że jesteśmy do siebie podobni? Czy może podejrzewasz, że od pewnego czasu też miewam dziwne dni i jeszcze dziwniejsze noce? Jeśli tak, to masz rację. Wygląda na to, że dziwna ze mnie kobieta niegustująca w żółci. Chociaż bardzo lubię słoneczniki. Wybacz ten chaos, ale nocą nachodzą mnie miliony myśli i czasami nie potrafię nad nimi zapanować.

Masz rację wiele rzeczy dzieje się przypadkiem, jednak czasami nasze życie składa się właśnie z samych przypadków, które złączone razem tworzą logiczny ciąg. To właśnie dzięki przypadkom czasami trafiamy na wyjątkowe osoby, które zostają z nami na całe życie, przypadki bywają miłe, ale czasami też bardzo uciążliwe, nie można ich przewidzieć, wprowadzają chaos i zaburzają nasze plany. Chyba domyślasz się, że przypadków nie lubię, podobnie jak koloru żółtego… Chociaż przypadek, w którym przeczytałeś list i postanowiłeś napisać wydaje mi się na razie tym, na który czekałam. Pytasz czy lepiej skoczyć w przyszłość? Jeśli przypadki pokazują, że życie płynie dalej mimo wszystkich doświadczeń to może warto? Sama nie wiem, czy potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Tkwię w przeszłości, czuję, że jej korzenie sięgają niemal wnętrza ziemi trzymając mnie uporczywie w czasie, który minął. Przeszłość nas definiuje, pokazuje kim byliśmy, jakie decyzje podjęliśmy i dlaczego jesteśmy w takim, a nie innym miejscu. To trudne i bolesne, jednak ważne. Jak widzisz nawet w przeszłość wplata mi się chaos, mimo że to już za mną. Teoretycznie za mną. Do Chopina mam słabość, nie znasz mnie, poznasz mnie na tyle na ile Ci pozwolę, a słowa mogą czasami stwarzać pozory. Pokazywać nas takimi jakimi chcemy, przeinaczać zmieniać, przepoczwarzać. Słowa nakładają na nas filtr, jeśli nie chcemy pokazać siebie pokażemy swoją maskę utkaną ze słów. Nie znasz mnie, to tylko iluzja. Nie mogłam się zjawić, nie wiem czy czekałeś, mam tylko nadzieję, że nie złamałeś nogi. Może ten przypadek okaże się skokiem w przyszłość.

Pani z Żółtej Ciżemki

Jak potoczą się losy Kosmy i Pani z Żółtej Ciżemki? O tym przekonam się niebawem 😉

A jaki był Wasz luty? Co fajnego się wydarzyło? 😉