Umberto Eco jest Autorem przeze mnie jeszcze nieodkrytym.
O Wyspie dnia poprzedniego opowiem Wam w ramach współpracy reklamowej z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.
W XVII wieku jednym z najważniejszych problemów naukowych było ustalenie dokładnego sposobu wyznaczania długości geograficznej. Zagadnienie to miało ogromne znaczenie dla wielu europejskich władców, którzy dążyli do opanowania mórz i oceanów, dzięki czemu mogliby stworzyć kolonialne imperia, zapewnić dostatek swoim państwom i umocnić ich pozycję międzynarodową. Umberto Eco osadził powieść właśnie w tej epoce wielkich odkryć i sporów uczonych, łącząc przygodę z refleksją nad wiedzą, wiarą i granicami poznania.
Bohaterem książki jest szlachcic z Piemontu, który bierze udział w tajnej wyprawie mającej na celu sprawdzenie, czy jeden z badaczy odkrył już rozwiązanie tej zagadki. Kiedy jego statek rozbija się na morzach południowych, Robert jako jedyny ocalały cudem trafia na inny statek zakotwiczony nieopodal nieznanej Wyspy – miejsca osobliwego, bo położonego przy granicy zmiany daty.

Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie i nie wiem dlaczego Wyspa dnia poprzedniego to moja pierwsza książka Umberto Eco, mimo że na regale mam już całkiem długo Imię róży, też w tym wydaniu z barwionymi brzegami. I jak się okazało mam też Wyspę w poprzednim wydaniu, ale ciii… Nie mówcie nic dziewczynom z promocji Wydawnictwa. Cóż, jak to mówią lepiej późno, niż wcale 😉 I tak przeczytałam Wyspę dnia poprzedniego i muszę przyznać, że to wymagająca lektura i to nie przez swoją objętość, a tematykę i osadzenie w mocno filozoficznym świecie. Niemniej chociaż nasz wspólny początek nie należał do najłatwiejszych to później już wsiąknęłam w świat Roberta i z uwagą śledziłam jego poczynania. Bo Wyspa dnia poprzedniego to dla mnie taka trochę filozoficzna wersja Przygód Robinsona Crusoe (w młodości kochałam tę książkę!). Pisze to oczywiście z przymrużeniem oka, jednak w książce Eco też nie brakuje przygód, walki o przetrwanie i zaskakujących momentów. Sporo miejsca Autor poświęcił czasowi, przemijaniu, próbach dokładnego określenia go. Nie brakuje tutaj rozważań naukowych, filozoficznych i kartograficznych. Bo to nie tyle podróż pełna przygód, ale też taka, która z czasem staje się też podróż metafizyczną, w głąb siebie. To na pewno lektura dla wytrwałych i cierpliwych czytelników, którzy cenią sobie bardziej refleksyjną lekturę. Idealna na jesienne wieczory!

