Uzodinma Iweala, Ani złego słowa (2019)

Ani złego słowa to nie jest łatwa lektura. To opowieść o zagubieniu, odrzuceniu i braku zrozumienia, o poszukiwaniu własne tożsamości i próbach przezwyciężenia natury. To tragiczna opowieść, która może być odzwierciedleniem życia i dylematów wielu młodych ludzi.

Ani złego słowa to taka trochę powieść miniatura. Wiele z poruszanych tematów zostało tylko zarysowanych a autor nie skupił się na ich pogłębieniu. Niemniej sama historia Niru daje do myślenia i sprawia, że człowiekowi jest smutno, tak po prostu. Zważywszy, gdy patrzy na to co dzieje się wokół nas każdego dnia. Główny bohater – Niru – to Nigeryjczyk który wraz z rodzicami wyemigrował do Ameryki. Właśnie kończy szkołę, jest świetnym biegaczem, dobrym kolegą i chłopakiem, który powoli dostrzega, że jest homoseksualistą. I to właśnie ta wiedza w pierwszym momencie go przeraża, a jeszcze bardziej przeraża go myśl, że otoczenie mogłoby się o tym dowiedzieć, a zwłaszcza ojciec, który est mocno konserwatywny. Jedyną osobą, której się zwierzył jest Meredith, jego przyjaciółka, która oczekuje od niego czegoś więcej niż przyjaźni. Niestety ich zawiła relacja z czasem doprowadza do tragedii, na którą złożyło się także wiele innych czynników.

Ani złego słowa to opowieść podzielona na dwie części. W pierwszej poznajemy losy Niru z jego perspektywy, a w drugiej narratorką jest Meredith. Początkowo wybiło mnie to z rytmu poznawania tej historii, jednak dzięki temu zobaczyliśmy problemy młodego człowieka z innej perspektywy.

Ani złego słowa to powieść, która mnie poruszyła. Bo ciężko zaczyna się żyć w świecie tak pełnym uprzedzeń i nienawiści, w którym o człowieku mówi jego orientacja. Niru jest takim głosem pokolenia młodych, zagubionych ludzi. Poszukuje swojej tożsamości, próbuje siebie zdefiniować, jednak nie dostaje od nikogo wsparcia. Autor porusza wiele kwestii od homofobii aż po rasizm. Być może jest tego tutaj za dużo i brakuje głębszego spojrzenia na pewne kwestie, jednak mimo tego to pozycja warta przeczytania i przemyślenia. To jedna z tych opowieści, których lektura boli i wywołuje masę refleksji. Lubię takie historie, chociaż potem trudno mi się po nich pozbierać.

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE