Magdalenę Majcher możecie znać z bloga Przegląd czytelniczy. Niedawno zadebiutowała jako pisarka. Jeden wieczór w Paradise to słodko-gorzka opowieść o wyborach jakich dokonujemy w życiu. Zapraszam na wywiad z autorką.

Od lat prowadzisz bloga Przegląd czytelniczy, to właśnie pod wpływem ciągłego obcowania z literaturą postanowiłaś napisać swoją książkę, czy pomysł zrodził się wcześniej? Na ile prowadzenie bloga pomogło Ci w napisaniu własnej książki?

Pojedyncze pomysły siedziały w mojej głowie już wcześniej, ale to właśnie blog pomógł mi wyznaczyć życiową ścieżkę, którą od jakiegoś czasu konsekwentnie podążam. Moja powieść nie jest wynikiem jednorazowego flirtu z literkami. Zarabiam na życie pisaniem, wprawdzie nie książek, chociaż bardzo chciałabym, aby to było moje główne zajęcie i będę do tego wytrwale dążyć. Tworzę teksty copywriterskie i artykuły do czasopism. Podejrzewam, że gdyby nie blog, nigdy nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. Prowadząc bloga, miałam nieocenioną szansę doskonalenia swojego warsztatu. Poza tym jako blogerka i recenzentka przeczytałam mnóstwo świetnych powieści, a jak wiadomo, trzeba być naprawdę oczytanym, aby dobrze pisać. Prowadzenie bloga bardzo, bardzo, bardzo mi pomogło. Mogłam szlifować język, doskonalić umiejętności i podpatrywać przy pracy innych pisarzy. Poznałam wiele ciekawych osób, nawiązałam kilka bliższych kontaktów, między innymi z pisarką Edytą Świętek, która była pierwszą czytelniczką i recenzentką mojej twórczości. To ona właśnie powiedziała „masz talent, wykorzystaj to, naród czeka”. 😉

O czym marzyła mała Magda, o byciu pisarką, czy jak każda z nas przechodziłaś różne etapy w doborze wymarzonego zawodu?

Przechodziłam różne etapy. Moje życie w pewnym momencie bardzo się skomplikowało, a ja starałam się znaleźć swoje miejsce na Ziemi. W międzyczasie pracowałam w charakterze sprzedawcy usług finansowych, a także na etacie w banku, ale szybko doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Nie będzie to nadużyciem, jeśli stwierdzę, że chciałam pisać od dziecka, pamiętam, że miałam na swoim biurku taką naklejkę z napisem „W przyszłości będę dziennikarką” i dłuuugo wiązałam swoją przyszłość z literkami, aż tu nagle… pogubiłam się. Kilka lat zajęło mi, zanim wróciłam na właściwe tory. 😉

Fot. FotoMania Paulina Mirek

Polski rynek zasypywany jest nowościami książkowymi. Teraz znasz też rynek z innej perspektywy, jako debiutująca autorka. Co stanowiło dla Ciebie największą trudność w wydaniu książki?

Dopasowanie się. Ja lubię iść pod prąd. Chciałam wydać nieco inną książkę, trochę niekonwencjonalną, a przede wszystkim – bardzo smutną i obciążoną olbrzymim ładunkiem emocjonalnym. W rezultacie tekst nadal tkwi na moim dysku, a ja w końcu napisałam lżejszą historię, którą łatwiej mi było wydać i sprzedać. Najlepiej sprzedają się lekkie historie kobiece i „Jeden wieczór w Paradise” był dla mnie eksperymentem. Wrzuciłam niespełnioną miłość sprzed lat, nieudane małżeństwo – takie tematy najłatwiej trafiają do czytelniczek, dodałam ważny problem natury społecznej, czyli to, co lubię najbardziej i wszystko dokładnie wymieszałam. Każdy debiutant musi sam odnaleźć swoje miejsce na rynku i zdobyć czytelników, co jest najtrudniejsze. Całe szczęście, dość szybko zrozumiałam, że trzeba najpierw poznać potrzeby odbiorców i wyjść do nich z konkretną propozycją, która odpowiada ich gustom, zamiast próbować sprzedać swoją niejasną wizję. Mam jeszcze dużo czasu, na mocniejsze powieści przyjdzie czas. Myślę, że udało mi się znaleźć ten złoty środek: zadowolić czytelnika i siebie, co było dla mnie najtrudniejsze.

Jak wiesz, dla mnie Twoja historia jest trochę szablonowa. Zakładam, że jesteś szczęśliwą mężatką i matką, więc muszę zapytać skąd pomysł na fabułę?

No cóż, chciałam się dopasować. 🙂 Mój pierwszy tekst był mocno nieszablonowy i nie mogłam znaleźć wydawnictwa, bo „współczesny czytelnik potrzebuje czegoś lekkiego”. To nie moje słowa, a jednego z wydawców. Więc ten jest już bardziej schematyczny i od razu dostrzegłam różnicę – „Jednym wieczorem w Paradise” były zainteresowane trzy oficyny wydawnicze.  Kusiło mnie, by napisać o kobiecie, która zamiast żyć swoim życiem, wciąż rozpamiętuje przeszłość i nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje decyzje, przez co jedna z najbliższych jej osób skazana jest na porażkę, bo walka z wyobrażeniami o człowieku jest walką z wiatrakami. Realny człowiek zawsze przegra z nierzeczywistym obrazem, stworzonym w głowie innej osoby.  Czy ja wiem, czy szablonowa? Miałam chyba pecha, że 3 tygodnie wcześniej ukazała się na rynku powieść o podobnym temacie, „Cześć, co słychać?” Magdy Witkiewicz. Skończyłam pisać książkę w październiku, podpisałam umowę w styczniu, aż tu nagle w kwietniu zaczęłam czytać nową książkę Witkiewicz i… byłam przerażona! Moja pierwsza myśl „boże, to moja książka”! 😉 Na szczęście, tylko początek jest podobny, a potem wszystko podąża w zupełnie innym kierunku.

Całkiem możliwe. W dodatku ja czytałam pierwsze książkę Magdaleny Witkiewicz a dosłownie po niej Twoją, być może stąd moje odczucia. Duży plus za to, że poruszasz istotny temat, jakim jest kontrola piersi u kobiet. Myślisz, że przemycanie takich tematów w fabule sprawi, że ktoś zwróci na to uwagę w swoim życiu i w tym przypadku zacznie regularnie się badać?

Mam taką nadzieję. Tak jak mówiłam już wcześniej, ja uwielbiam poruszać ważne tematy i ta książka bez tego wątku byłaby dla mnie niepełna. W drugiej wątek społeczny jest jeszcze bardziej rozwinięty i stanowi główny temat książki. Obiecuję, że tym razem będzie bardzo nieszablonowo. 😉 Czytam dużo, a nie kojarzę, by w ostatnich latach w Polsce ukazała się powieść o podobnej fabule.

Fot. FotoMania Paulina Mirek

Skoro rozmawiamy o wpływie książek na nasze życie, to czy jest książka, która zmieniła Twoje życie, postrzeganie pewnych spraw?

Nie mogę powiedzieć, że istnieje jedna książka, która zmieniła moje życie. Mogę jedynie wypowiadać się o całokształcie, bo z pewnością każda z tych dobrych powieści zostawiła we mnie trwały ślad. Na myśl przychodzi mi głównie „W słusznej sprawie” Diane Chamberlain, która wywołała totalny bałagan w mojej głowie, bo wydawało mi się, że mam wyrobione poglądy na temat przymusowej sterylizacji kobiet cierpiących z powodu chorób psychicznych czy zaburzeń będących wynikiem wad rozwojowych, a tu nagle…

Na Twoim blogu przewija się mnóstwo powieści obyczajowych, sama też zdecydowałaś się napisać powieść. Co Twoim zdaniem wyróżnia dobrą powieść obyczajową. Jaka książka z tego gatunku ostatnio zrobiła na Tobie duże wrażenie?

I tutaj również ciężko jest mi wymienić tylko jedną książkę, więc pozwól, że, starym zwyczajem, sporządzę całą listę. 😉 Wczoraj skończyłam czytać „Nie czas na miłość” Agnieszki Walczak-Chojeckiej i jestem pod jej ogromnym wrażeniem, tak jak i nowej powieści Liliany Fabisińskiej „Sanatorium pod Zegarem” czy publikacji Joanny Marat, „Jedenaście tysięcy dziewic”, która chyba na stałe zapisała się w mej pamięci. Lubię cykl Lucyny Olejniczak „Kobiety z ulicy Grodzkiej”, podziwiam talent Joanny Sykat. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie „Siostry” Agnieszki Krawczyk.Co musi mieć dobra powieść? Przede wszystkim bogate tło społeczno-obyczajowe. Ogromne znaczenie ma dla mnie język i warsztat, dlatego w moim zestawieniu nie ma wielu autorek, które mają ciekawe pomysły, lecz, niestety, stylistycznie ich książki pozostawiają wiele do życzenia. Nie lubię tradycyjnych romansów. Powieść musi mieć to „coś”, mieć mi do zaoferowania o wiele, wiele więcej niż tylko historia związku głównych bohaterów. To dla mnie za mało.

Pisanie recenzji, artykułów, książki wymaga zapewne odpowiednich warunków. Masz swoje ulubione miejsce w domu, w którym tworzysz? Podczas pisania musi panować kompletna cisza, czy dla Ciebie nie ma to znaczenia?

Haha, kompletna cisza, a co to?! 😉 Chciałabym mieć swoje miejsce w domu, w którym mogłabym pracować i gdzie panowałaby absolutna cisza, ale… moje dzieci znajdą mnie wszędzie. )

Zapewne Twoją pasją są książki a co jeszcze? Czemu poświęcasz się w wolnej chwili?

Nie mam wolnych chwil! Naprawdę. Jeśli nie piszę, nie czytam, nie jestem z dziećmi na spacerze, nie dowożę mojego starszego syna na zajęcia, nie bawię się Lego Duplo czy Lego Ninjago, nie robię zakupów, nie piorę i nie sprzątam, i tak dalej to… śpię! Ja nawet telewizji nie oglądam! Nie mam czasu. Moją pasją są książki i związany z nimi blog. To jest coś tylko dla mnie. Piszę zawodowo, ale to też moja pasja.

Gdybyś mogła mieć warsztaty pisarskie pod okiem jednego z pisarzy/pisarek kogo i dlaczego byś wybrała?

Agnieszkę Krawczyk. Chciałabym nauczyć się tworzenia tak plastycznych, realistycznych i cudownych opisów! U niej nawet opisy dymu papierosowego są niezwykłe!

Puszczając dalej wodze fantazji, gdybyś mogła wcielić się w rolę jednej z Twoich bohaterek książkowych i przeżyć to co ona, na którą byś się zdecydowała?

Chyba na żadną, serio. One wszystkim w jakimś stopniu są niespełnione, chociaż w końcu udaje się im wyjść na prostą. Gdybym już miała wybrać, chyba byłaby to Natalia, przyjaciółka Marianny. Podoba mi się w niej, że żyje według swoich zasad i znajduje własną receptę na szczęście.

A gdybyś mogła wybrać polską aktorkę, która wcieli się w rolę Marianny kto by to był?

Czy ja jestem podoba do Agnieszki Dygant? Pytam serio, bo tak mi teraz o tym przypomniałaś. Swego czasu często to słyszałam, a przecież ja nie widzę żadnego podobieństwa! Ale ją uwielbiam. 😉 Więc może ona?

Czy ja wiem 😉 Jakie masz pisarskie plany na przyszłość? Możesz nam zdradzić czy obecnie nad czymś pracujesz? Jeśli tak to ponownie powieść obyczajowa, czy może pokusisz się na coś innego?

Skończyłam pisać nową powieść w kwietniu. Niedługo zdradzę jej dalsze losy. 😉 Za kilka dni wyjeżdżam na wakacje, a po powrocie zabieram się za następny tekst. Jak widać, nie próżnuję. Mam zamiar wydawać rocznie 2-3 książki. Pozostaję w klimatach obyczajowych, bo w nich czuję się najlepiej.

Zatem trzymam kciuki i dziękuję za poświęcony czas 😉

Ja również dziękuję. Cieszę się, że książka przypadła ci do gustu i mam nadzieję, że z chęcią sięgniesz po kolejną. 😉

Fot. FotoMania Paulina Mirek