Ciągle mam więcej pomysłów, niż fizycznej możliwości pisania, wywiad z Anetą Jadowską

Przy okazji premiery Martwego sezonu mam dla Was wywiad z Anetą Jadowską.

Skąd pomysł na Trupa na plaży, który rozpoczyna opowieść o rodzinie Garstka? To z założenia miała być seria?

Chodziła mi po głowie historia… Miałam w głowie Magdę Garstkę i jej rodzinę, wiedziałam, że chcę się pobawić w cozy mystery, gatunek u nas wciąż mało obecny… ale czegoś mi brakowało. Pierwsza wizyta w Ustce (spotkanie autorskie w bibliotece) i to było dokładnie to, czego szukałam. Nagle wszystko kliknęło i ułożyło się w całość. Od początku widziałam Garstki z Ustki jako trzy głosy, trzech pokoleń, ale liczyłam się z tym, że Trup na plaży może się nie przyjąć, a wtedy oczywiście wydawca nie byłby zainteresowany kontynuacją, więc postarałam się o zamknięcie i nie bawiłam się w żadne cliffhangery, by nikt nie został z niedosytem. Szczęśliwie Trup dorobił się swojej rzeszy fanów, więc kontynuacja miała zielone światło. Dla mnie to świetna wiadomość, bo mam pretekst, by odwiedzać Ustkę regularnie w ramach pisarskiego researchu.

Skoro możemy już przeczytać martwy sezon to jakie są dalsze plany? Możesz zdradzić, czy pojawią się kolejne części?

Plan jest taki, by następna powieść skupiała się w pierwszej kolejności na Marii, jej historii i problemach, w które wpadła. Jak to u Garstek, to dopiero początek kłopotów. Nie wykluczam, że to nie będzie pożegnanie z Ustką, Wielką Niedźwiedzicą i Garstkami, bo bawię się z nimi dobrze, a czytelnicy bardzo je polubili. Ale tu wszystko się może zdarzyć. Ciągle mam więcej pomysłów, niż fizycznej możliwości pisania.

Ile zajęło Ci napisanie Martwego sezonu?

Około pół roku.

Masz jakieś zasady swoją rutynę, gdy piszesz tj. określona ilość stron do napisania w dany dzień, zrobione szkice do każdego rozdziału itp. czy raczej nie robisz sobie żadnych założeń?

Staram się pisać codziennie, robię sobie założenia i planuję, bo jestem z tych autorów, którzy dotrzymują deadlinów. Planuję, robię synopsisy, rozpisuję fabuły, wątki, rozdziały. Dzięki temu lepiej kontroluję historię. Wciąż jest tu mnóstwo miejsca na zaskoczenia, bohaterów przejmujących władzę i mówiących własnym głosem, czy na zmianę koncepcji, ale czuję się bardziej komfortowo, wiedząc dokąd zmierzam. Staram się pisać 10 tyś znaków dziennie. Są dni, kiedy to oznacza 3 godziny pisania, są dni, gdy raczej 10 godzin. Są dni, gdy głównie wywalam akapity napisane innego dnia – smutne dni.

Skąd pomysł na bycie pisarką? Czy mała Aneta już o tym marzyła, czy raczej to była decyzja, do której dojrzewałaś?

Bardzo mała Aneta wiedziała już, co chce robić. Mając dziewięć czy dziesięć lat pisałam już swoje pierwsze historie. Dziś patrzę na moją siostrzenicę i widzę u niej to samo. Nie mówię głośno siostrze, że tak już może małej zostać. Nie ma co jej denerwować. Jeszcze może wierzyć w pewną i stabilną przyszłość córki.

W Martwym sezonie poruszasz ważny temat przemocy wobec kobiet, uważasz, że literatura rozrywkowa powinna częściej sięgać po ważne społeczne tematy?

Uważam, że ciężkie tematy potrzebują nie tylko ciężkich i bardzo ważnych reportaży, ale też literatury popularnej. Bo ta daje ludziom, czytelnikom, język do rozmawiania ze sobą, do opowiadania swoich historii, bywa impulsem do otworzenia się przed kimś, szukania pomocy, ale też uwrażliwia czytelnika na otoczenie. Myślę, że literatura popularna może wskórać wiele, jeśli tylko autorzy się nie wystraszą ciężkich i trudnych problemów. I wiem, że to trudne i wiem, że czasem staje się na rzęsach, by osiągnąć zamierzony cel i walczy się ze zwątpieniem, ale moim zdaniem – warto. Czy piszę fantastykę, kryminał, czy prozę dla młodego czytelnika, staram się dotykać tematów, które są dla mnie ważne.

Twoje bohaterki to silne kobiety, jeśli mogłabyś wcielić się w jedną z nich, którą chciałabyś zostać na jeden dzień?

Może zostałabym asystentką Bogny, robota patologa jest fascynująca. Albo Maliną, bo miałabym dar, którego ogromnie zazdroszczę mojej kochanej ilustratorce – Magdzie Babińskiej. W buty Dory czy Nikity nie wskakuję chętnie, bo zawsze mają jakąś apokalipsę i awanturę dyszącą im w karki, a to zbyt stresujące.

Napisałaś zbiór opowiadań, łatwiej stworzyć powieść czy opowiadanie?

Mam na koncie dwa zbiory opowiadań i kilkanaście powieści. Nie wydaje mi się, by coś się pisało łatwiej. To historia decyduje o formie, moim zdaniem. Są takie, które nadają się na opowiadanie, są takie, które potrzebują powieści. Zdarzało mi się mylić i pisać opowiadanie, które potem ewoluowało w powieść – tak powstało Dzikie Dziecko Miłości i Szamański blues. Bardzo lubię opowiadania, antologie, zbiory moje i tworzone wspólnie z innymi autorami – jak Harda Horda czy Inne światy. Mam nadzieję, że znajdę więcej czasu na pisanie krótkich tekstów.

Po jakie książki najchętniej sięgasz? Masz swojego ulubionego pisarza/pisarkę?

Czytam najchętniej Urban Fantasy i kryminały. Sporo też dokumentów dotyczących kryminalistyki czy antropologii i etnologii. Mam autorów, których kupuję i czytam w ciemno, nigdy nie mam dość Ilony Andrews, czytam ją w oryginale a potem w tłumaczeniach, które idą u nas za wolno, jak na moje czytelnicze pragnienie. Bardzo lubię pisanie Patricii Briggs, Jo Nesbo, Lee Childa czy Nory Roberts. Z polskich autorów niezmiennie przyjemność sprawiają mi Marta Kisiel, Martyna Raduchowska czy Milena Wójtowicz. Czytam dużo, nie tak dużo, jaki kilka lat temu, ale wciąż wyrabiam średnią za moją dzielnicę.

Jaka książka zrobiła ostatnio na Tobie wrażenie i możesz ją polecić moim czytelnikom?

„Fałszywy pieśniarz” Martyny Raduchowskiej mnie naprawdę zaskoczył. To znacznie bardziej mroczna i gęsta historia, niż jej wcześniejsze rzeczy. Uwielbiam, kiedy autorka czy autor, których znam i myślę, że wiem, czego się spodziewać, zaskakują mnie totalnie. Mam nadzieję, że udaje mi się czasem zaskoczyć moich czytelników.

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE