Królestwo za mgłą to wywiad rzeka. Z autorką Pasażerki rozmawiał Michał Wójcik. To bolesna podróż do historii, o której trudno się rozmawia, a o której każdy z nas powinien pamiętać.

Zofia Posmysz rozmawia z Michałem Wójcikiem o swoim pobycie w Auschitz, Ravenbrück i Naustadt-Glewe, o żuciu w obozach i o tym, które toczyło się po uwolnieniu. O pracy jako dziennikarka, o swojej twórczości, o powrotach do bolesnych wspomnień. Królestwo za mgłą to rozmowa ważna i wywołująca emocje. Jakie? Na pewno zbyt płytkie, zbyt ulotne, niewystarczające. Ogrom cierpienia jest niewyobrażalny, a ja czuję, że nigdy nie będę w stanie tego zrozumieć. Tak naprawdę te karty historii tak brutalne, przesiąknięte śmiercią i strachem stanowią obraz zezwierzęcenia oprawców, którego nikt nie jest w stanie wytłumaczyć i pojąć. Ludzie ludziom zgotowali ten los, w imię czego? Zofia Posmysz wspomina też swoich oprawców, próbuje postawić się na ich miejscu, doszukuje się ludzkich odruchów.

Czyli pani wyszła z tego Królestwa?

Mnie się udało. Tak, mnie to się udało.

Muszę przyznać, że Michał Wójcik włożył ogrom pracy w przygotowanie się do tych rozmów. Zapoznał się zarówno z literaturą obozową, jak również z twórczością swojej rozmówczyni. Wkład pracy procentuje interesującą rozmową, która porusza wiele tematów, łączy przeszłość z teraźniejszość i próbuje znaleźć odpowiedź: dlaczego? Królestwo za mgłą nie wymaga żadnej recenzji. Czymże są moje słowa wobec historii opowiedzianej przez byłą więźniarkę? To pozycja, którą po prostu trzeba przeczytać, przeżyć, pamiętać. Tylko albo aż tyle. Są pozycje, które nie wymagają rekomendacji. Przychodzi moment, że brakuje słów by napisać recenzję, ubrać słowa ogrom emocji. I to jest własnie ten czas. Nastąpił po lekturze Królestwa za mgłą.