W lutym mam dla Was kolejną porcję albumów, które warto posłuchać. Mam nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie.

VA – Fifty Shades Freed

Z serią o Greyu jest różnie. Jedni nie mogą doczekać się kolejnej, trzeciej już części, inni omijają tę produkcję szerokim łukiem. W tym gronie jestem też ja. Jedno jest jednak pewne – na uwagę zasługuje muzyka, która w całym tym zamieszaniu wokół trylogii autorstwa E.L. James wydaje się najjaśniejszym elementem. Najnowsza, trzecia oprawa muzyczna do historii Greya, to krążek nierówny, jednak zawierający wiele utworów zapadających w pamięć. Zdecydowanie na plus wypadają ballady i nostalgiczne kompozycje. Wiele z tych utworów świetnie poradzi sobie w rozgłośniach radiowych i zapewne taki był ich zamysł. Nie ukrywajmy też, że jest to mocno komercyjny album, który ma zachęcić do zapoznania się z filmem. Mnie do tego nie zachęcił, ale na pewno będę do niego wracać. Patrząc na poprzednie części, najlepiej wypada pierwsza ścieżka dźwiękowa, a najsłabiej druga. Tak więc najnowszy soundtrack plasuje się gdzieś po środku.

Barbara Wrońska – Dom z ognia

Dom z ognia to debiutancki album Barbary Wrońskiej. Jeśli szukacie emocji i wrażliwości to świetnie trafiliście. Bardzo mnie cieszy, że mamy takie zdolne, polskie artystki. W poprzednim wpisie polecałam Wam album Poli Rise, w międzyczasie premierę miał także album Rosalie. Wrońska pokazuje, że siła przekazu tkwi w prostocie, ubiera ją w piękne teksty i melodie, które przepełnione są całą gamą emocji, pasji. Muzycznie królują na tym albumie instrumenty klawiszowe okraszone odrobiną elektroniki. To spójny i przemyślany album, który już na początku roku wysoko stawia poprzeczkę innym debiutantom i nie tylko im.

Henry David’s Gun – Tales the Whale’s Belly

Klimat całemu albumowi dodają nie tylko dźwięki, ale też charyzmatyczny wokal. Silny i delikatny zarazem. Zupełnie jak krążek. Jest on niezwykle różnorodny, z przeplatającymi się emocjami od totalnej melancholii, niemalże ciszy po wybuchowe i mocniejsze kompozycje. Całościowo jest on jednak spójny i harmonijny. To dojrzały i przemyślany zbiór kompozycji nagrany przez ludzi z pasją, którzy już na debiucie jakim był album Over the fence… and far away obrali pewną drogę i skutecznie nią podążają. To tam przyzwyczaili nas do tego, że zabierają nas do swojego świata, nieco specyficznego, wycofanego i hermetycznego. Ich świata. Po brzegi wypełnionego dźwiękami i mądrymi tekstami. Już po premierze singla czekałam na ten album i nie zawiodłam się.

Dodatkowo w lutym ukazały się takie albumy jak Nation of Two autorstwa Vance Joy, Plecy pomników od Małych Miast oraz W drodze po szczęście Ostrego. Je też Wam polecam! A kog Wy słuchaliście w lutym? 😉