Ostatnio opublikowane

Nora Roberts, Wzburzone fale (2022)

Swego czasu sporo czytałam książek autorstwa Nory Roberts, jednak nie czytałam Sagi rodu Quinnów, która składa się z czterech tomów, a otwiera...

Whitney G., Twój Carter (2022)

Nadeszła ta chwila, kiedy siadam do napisania pierwszego tekstu w 2022 roku. Co prawda książkę czytałam jeszcze w grudniu, ale teraz chciałabym...

Bram Stoker, Drakula (2021)

Nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie czytałam Drakuli. Wszak jakby nie patrzeć to kultowa książka. Dopiero w...

Emilia Szelest, Kusicielka (2021)

Do tej pory czytałam serię bieszczadzką od Emilii Szelest (niecierpliwie czekam na trzeci tom), więc z chęcią sięgnęłam po jej najnowszą książkę...

Jak mieć w życiu frajdę? Rozmowy Kasi Stoparczyk (2021)

Kasię Stoparczyk możecie kojarzyć z audycji Myślidziecka 3/5/7, Dzieci wiedzą lepiej i Duże dzieci. Jak mieć frajdę w życiu stanowi właśnie próbę...

Klub filmowy #2

Luty w klubie filmowym upłynął na projekcjach filmów dosyć specyficznych i takich, po których czasami miałam mieszane uczucia. Jutro już pierwszy marcowy film, zatem czas na małe podsumowanie.

W lutym pierwszym filmem w ramach klubu filmowego był Tom of Finland. Historia opowiadająca o życiu rysownika, artysty i ilustratora, który wpisał się w popkulturę związaną ze środowiskiem gejowskim. Touko Laaksonen, bo o nim mowa, to postać, specyficzna, wycofana i niezabiegająca o uznanie dla swoich pracy, które tak właściwie przyszło dosyć późno. O ile temat i życie artysty wydaje się dosyć kontrowersyjne, tak sam film został odarty z kontrowersji i nałożono na niego wygładzający filtr, dlatego na próżno szukać tutaj szokujących, mocnych scen ociekających seksem. Sama historia i sposób jej przedstawienia wydaje się dosyć chaotyczny i poszarpany. Przełomowe momenty w życiu Tauko zostały potraktowane po macoszemu. Surowy, skandynawski klimat został zestawiony z lekkością i swobodą obyczajów w Los Angeles. Takie kontrastowe zestawienie rożnych społeczności staje się synonimem dwóch, skrajnych podejść do homoseksualizmu. Niby wszystko dobrze, jednak czegoś mi w tym zabrakło. Tom of Finland to opowieść o tym, jak samotność i wycofanie jednostki staje się impulsem do powstania globalnej społeczności. O niezrozumieniu, odrzuceniu, wycofaniu, ale też o sztuce, której tutaj jest niestety jak na lekarstwo. Film warto zobaczyć, chociaż dlatego, by poznać tę postać, która w Polsce nie jest zbyt popularna, mimo że na świcie stała się ikoną.

Kolejną filmową propozycją był nowy film Emira Kusturicy, Na mlecznej drodze. W główną rolę wcielił się sam reżyser, któremu towarzyszy Monica Bellucci. Film Kusturicy to mieszanka realizmu magicznego i groteski. To opowieść o miłości, która się zdarza na tle wydarzeń wojennych. To nieco baśniowa historia, która mocno kontrastuje z brutalnością wojny. Naturalistyczne sceny przeplatają się z pięknem pejzaży, głośna, bałkańska muzyka z ciszą pomiędzy kochankami. Czasami odnosi się wrażenie, że Kusturica chciał w jednym filmie zawrzeć wszystkie pomysły, momentami wkrada się chaos, a uczucie, które de facto stało się motywem przewodnim, schodzi na drugi plan. Co ciekawe ogromna brutalność wojennej rzeczywistości została podana z dużą dozą poczucia humoru także podczas seansu można się kilka razy szczerze roześmiać. Jak wspominałam na wstępie to jeden z tych filmów, po którym mam mieszane uczucia. Kusturica mnie do końca nie przekonał do swojego kina, zwłaszcza, że był to jego pierwszy film, z którym miałam do czynienia. Z czystej ciekawości na pewno sięgnę po Underground oraz Życie jest cudem, które zebrały wiele dobrych recenzji.

Trzeci seans to pokaz debiutu Łukasza Rondudy, który opowiada o jednej z bardziej oryginalnych par tj. performera Wojtka Bąkowskiego oraz poetki i artystki Zuzanny Bartoszek. Główne role przypadły w udziale Jackowi Poniedziałkowi i Justynie Wasilewskiej (świetna kreacja). A sam film był… dosyć specyficzny, pokręcony, jednak na swój sposób wyrazisty. Tak naprawdę był on też dziwny, może dlatego, że opowiadał historię dwójki outsiderów. W dodatku artystów, którzy nadal żyją i sami współtworzyli dialogi. Pomijam już sam fakt tworzenia filmów biograficznych o osobach, które nadal żyją. Niemniej w Sercu miłości pokazani oni zostali jako postaci niezbyt sympatyczne. Ich życie i związek to pasmo ciągłego prześcigania się, kradzieży pomysłów, obwiniania. Z drugiej strony stanowią oni ciekawe spojrzenie na sztukę, jako siłę nie tylko budującą, ale także destruktywną, burzącą relacje i przynoszącą rozczarowanie. I chyba ten element najbardziej mnie przekonuje. To trudny w odbiorze film, chaotyczny, poskładany z wycinków życia. Miejscami absurdalny, czasem do bólu szczery.

Ostatnim seansem był The Florida Project, czyli zderzenie amerykańskiego snu z brutalną rzeczywistością. Film pokazuje Amerykę, o której się głośno nie mówi, pokazuje biedę, dorastanie w ubogich dzielnicach, walkę o pozycję. Historia pokazany z perspektywy dwójki dzieci staje się tak naprawdę odzwierciedleniem życia dorosłych. Chciałabym powiedzieć, że ten film jest lekki i zabawny. Owszem jest wiele scen, które mogłyby wywołać śmiech. Mogłyby. Pewnie wtedy, gdyby opowiadały historię osadzoną w innym miejscu, opowiadająca historię dwójki dzieciaków, które już na starcie nie mają ciężkiego życia. Mnie ten film nie bawił i zapewne nie taki też był zamysł reżysera. Film porusza pokazując szare, przesiąknięte beznadzieją oblicze Ameryki, brak perspektyw i tak naprawdę chęci do zmian, co zresztą widać po bohaterach, którzy wegetują zamiast żyć. Wymowne zakończenie, nieoczywiste, otwarte tylko podkreśla i dopełnia tę opowieść, amerykański sen, w którym nie chcielibyśmy się znaleźć.

Smutek w różnych odsłonach

Luty w klubie był specyficzny i dziwny. To dwa określenia, które przychodzą mi jako pierwsze na myśl. W moim odczuciu najlepiej wypadł The Florida Project, zaraz po nim Tom of Finland. Wszystkie z czterech produkcji opowiadają o samotności, poszukiwaniu lepszego życia, o wyobcowaniu, odrzuceniu. Każda z nich pokazywała inny rodzaj smutku, chociaż czasami pokazany był on w radosnej formie.

Co w marcu? Już jutro Zabicie świętego jelenia, później The Place, Niemiłość i W ułamku sekundy. Marzec zapowiada się bardzo dobrze! 😉

 

Marta Mrowiec
Czyta, pisze, biega, chodzi po górach, ogląda mecze i słucha rapu. Nietypowo typowa kobieta.

Komentarze

Najczęściej czytane

Paryż w 4 dni (prawie). Jak zwiedzać stolicę Francji

Na przełomie marca i lutego razem z Martą wybraliśmy się do Paryża. Zwiedziliśmy bardzo dużo. Było intensywnie...

20 książek na jesienne wieczory, czyli co czytać tej jesieni

Starałam się wybrać książki, które zrobiły na mnie wrażenie, ale też skupiałam się na różnych gatunkach, aby każdy znalazł coś dla siebie....

Nora Roberts, Wzburzone fale (2022)

Swego czasu sporo czytałam książek autorstwa Nory Roberts, jednak nie czytałam Sagi rodu Quinnów, która składa się z czterech tomów, a otwiera...

22 najlepsze książki przeczytane w 2019 roku

Jako, że jestem u siebie nie muszę wybierać 10, czy 5 najlepszych książek ubiegłego roku. Wyszło 22. Są to książki, które utkwiły...

Remigiusz Mróz – Deniwelacja (2017)

Forst wrócił. Powinno nas to dziwić? Czy w przypadku twórczości Remigiusza Mroza jeszcze cokolwiek jest w stanie nas zadziwić? Pierwszy szok zgotował nam autor oznajmiając,...