Myślę, że tak książka nie potrzebuje żadnej rekomendacji. W dodatku mam wrażenie, że wszystko co napiszę to ciągle za mało, i że tak naprawdę nie powinnam nic pisać. Dlatego ta recenzja będzie nieco inna.

Z książkami Nataszy Sochy mam tak, że siadam i zazwyczaj kończę w jeden, dwa wieczory. Aptekę marzeń czytałam ponad tydzień. Naprawdę nie pamiętam, która książka wywołała we mnie ostatnio tyle emocji, przy której tyle płakałam, i która wsiąkła we mnie i wytarmosiła emocjonalnie. Dosłownie. Pisanie o chorobie, zwłaszcza takiej jaką jest rak, nie jest łatwe. Natasza Socha poradziła sobie i nieco „oswoiła” nas z tą chorobą. Niemniej jeśli ktoś bezpośrednio miał kiedyś kontakt z tą chorobą tak naprawdę wie, że bardzo ciężko jest się „oswoić” z nią, a nawet po zakończonym leczeniu na dług pozostaje strach.

Bohaterkami Apteki są dwie dziewczynki. Ola, która jest przykładem osoby, której udało się wygrać z chorobą i Karolina, którą Socha wykreowała, jednak tą Karoliną może być każda osoba, która choruje na raka. Obie małe wojowniczki są niezwykłe. Mimo bólu, choroby i strachu niezwykle pogodne i pozytywnie nastawione. Karolina nie myśli o sobie, a chce spełniać marzenia małych pacjentów. Tym samym wywołuje uśmiech na ich twarzach. Cichym bohaterem tej opowieści jest także Drużyna Szpiku, czyli grono osób zaangażowanych w poszukiwania dawców szpiku i zachęcających do rejestracji jako potencjalni dawcy. Fabuła to obraz walki z nieprzewidywalnym i agresywnym wrogiem. O raku właśnie rozmawia się używając wielu sformułowań pośrednio związanych z wojną. Wygrać wojnę z chorobą, z czasem, przegrać walkę. Tym bardziej niezrozumiała jest to walka, jeśli dotyka dzieci. Pogodzenie się z samym faktem choroby nieraz jest bardzo długotrwałe, a sama choroba wpływa destrukcyjnie zarówno na samego pacjenta, jak i jego otoczenie. Natasza Socha przybliża nam codzienność rodziny dotkniętej właśnie chorobą nowotworową dziecka. To czas wielkiej próby i odwagi. Czas, który na zawsze coś w nas zmienia. Apteka marzeń pełna jest mądrych słów, jednak we mnie ciągle pobrzmiewa kilka zdań, które pokazują, jak nijakie i małe są nasze problemy. Owszem, są one ważne, jednak czasami przysłaniają życie i radość z niego.

Raz jeden w życiu przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy. Raz jeden.

Apteka marzeń to lekcja pokory. To także historia, która może stać się impulsem do podjęcia decyzji odnośnie dawstwa szpiku. Decyzji, która powinna być w pełni świadoma i przemyślana. Można komuś uratować życie i to jest bardzo ważne. Mam wrażenie, tak jak wspominałam na wstępie, że każde słowa tutaj to za mało. Książkę Nataszy Sochy trzeba po prostu przeczytać, przemyśleć i przeżyć. Być może ta historia tak bardzo mnie poruszyła ze względu na kilka wydarzeń z mojego życia, które związane były z tą chorobą. Jestem świadoma, że wiele z naszych życiowych doświadczeń może wpływać na odbiór danej historii. Być może historia Oli porusza także dlatego, że wydarzyła się naprawdę.

Nie martwcie się jednak. Oprócz tego, że wyciska ona z oczu łzy wywołuje także uśmiech. Autorka delikatnie przemyca humor w opowiedzianej historii, który sprawia, że i tak duży ładunek emocjonalny nieco zostaje zbilansowany. Poruszająca opowieść o chęci życia, o nierównej walce i o tym, że czasami można przegrać. Tak po prostu.

  • Z twórczością tej autorki mam zamiar zapoznać się już w listopadzie i grudniu. Mam nadzieję, że będzie to pozytywne spotkanie. Jak zawsze ciekawa recenzja. Bardzo lubię Twój blog 😉

    Pozdrawiam.
    Kasia
    http://misskatherinesblog
    @misskatherinesblog