Jak wiecie kochamy Myszonka, wszyscy bez różnicy, czy to moje dzieci, mąż, czy ja.
Myszonek jest z nami od samego początku, jak tylko pierwsza część ukazała się w Polsce. Mamy wszystkie części i na każdą kolejną wyczekujemy niecierpliwie. Są to historie, które nie są przesłodzone i lukrowane. Myszonek mieszka z mamą, i mój wówczas czterolatek zapytał, dlaczego Myszonek nie ma taty, innym razem Myszonek pokłócił się z kolegami, nie chciał się ubierać, czy odłożyć telefonu. Są to opowieści, które są świetnym momentem do rozmowy z dziećmi. Tym razem dostajemy Myszonka w krainie baśni, czyli takie Myszonkowe wersje znanych nam historii, jak Czerwony Kapturek, Jaś i Małgosia, czy Czarodziejski garnek (której osobiście nie znałam!). To co mnie zaskoczyło to błyskotliwe pytania Myszonka podczas czytania, jak chociażby pytanie o to, jak wilk to zrobił, że połknął babcię, a jej nie pogryzł. Przyznam szczerze, że ja o tym nigdy w ten sposób nie myślałam! Myszonek w krainie baśni to dłuższa pozycja z większą ilością tekstu, ale mój trzylatek spokojnie wysłuchuje całości. Co więcej wcześniejsze części znają prawie na pamięć poprawiając mnie, gdy się przejęzyczę. Także z czystym sumieniem polecamy Wam Myszonka. A już w marcu ukaże się kolorowanka, a w kwietniu Myszonek. Księga opowieści. Wiosna-lato, w skład której wchodzi 5 już wydanych opowiadań, oscylujących wokół tych pór roku: Myszonek wita wiosnę, Myszonek pod namiotem, Upalne lato Myszonka, Myszonek wyrusza w rejs, Myszonek i urodzinowy prezent. Wszystkie znamy i polecamy, ale i tak czekamy, zwłaszcza ja, gdyż zawsze to lepiej brać do łóżka jedną książkę, a nie pięć 😉 Czytajcie Myszonka!



