To moja pierwsza książka Autorki, którą przeczytałam.
O Nie nazywaj tego miłością opowiem Wam w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwem Filia.
Najtrudniejsze nie jest odejść od kogoś, kto cię krzywdzi. Najtrudniejsze jest przyznać się przed sobą, że nazywałam to miłością.
Ostatnie wspólne lody pod pomnikiem Mickiewicza i obietnica, że za dwadzieścia lat spotkają się w tym samym miejscu. Karolina, Lena i Patrycja wierzyły, że świat stoi przed nimi otworem. Dla Patrycji progiem do dorosłości miały być studia i marzenia o pisaniu. Nie spodziewała się jednak, że najtrudniejszą lekcję odbierze u boku Marka.Początkowo wszystko było jak ze snu – czułość, wrażliwość i obietnice. Jednak z każdym dniem, zamiast rozkwitać, Patrycja stawała się coraz mniejsza. Cień chłopaka, który poprzysiągł, że nigdy nie pozwoli sobą sterować, zaczął przesłaniać jej własne pragnienia.

Nie nazywaj tego miłością to moja pierwsza książka Marii Madej, którą przeczytałam i zapewne sięgnę po kolejne. Autorka w swojej najnowszej powieści porusza wiele ważnych tematów pokazując, że życie nie jest zero-jedynkowe. Wszystko zaczyna się od przyjaźni trzech kobiet, które obiecały sobie ponowne spotkanie za dwadzieścia lat. I tak z kolejnymi latami ich życie nabiera tempa, zmienia się, a one same dojrzewają. Jako czytelnicy śledzimy głównie losy jednej z nich. Patrycja wkraczając w dorosłe życie ma wrażenie, że trafiła na miłość swojego życia. Jednak z czasem okazuje się, że to, co wyglądało na głębokie uczucie zaczyna ją uwierać i ograniczać. Jej relacja z Markiem daleka jest od ideału, wręcz przeciwnie. Dziewczyna nie potrafi się uwolnić i odejść. Nie nazywaj tego miłością to opowieść o przyjaźni, traumach wyniesionych z domu i o tym, że na walkę o siebie nigdy nie jest za późno. To też historia pokazująca, że po trudnych i bolesnych doświadczeniach mamy jeszcze szansę być szczęśliwi. O tym, co się dzieje, gdy ściągniemy różowe okulary, o walce o siebie i o spełnianiu marzeń. Polecam!


