Strona głównaBrak kategoriiPozwalam, żeby historia, za którą podążałam na kwerendzie sama przeze mnie przemówiła...

Ostatnio opublikowane

Pozwalam, żeby historia, za którą podążałam na kwerendzie sama przeze mnie przemówiła i często sama nie wiem, jaki dokładnie będzie wydźwięk książki, nad którą w danej chwili pracuję, wywiad z Niną Zawadzką

A dzisiaj zapraszam Was na rozmowę z Niną Zawadzką

Tym razem Twoja powieść przypada na lata 30. XX wieku – czas, w którym Europa stała nad przepaścią, skąd taki wybór, co było impulsem?

Ta powieść miała być kolejną książką z tłem II wojny światowej, lecz w trakcie pisania dowiedziałam się, iż historia ludzi, którymi się inspirowałam rozpoczęła się ponad dziesięć lat wcześniej. Postanowiłam cofnąć się w czasie i możliwie najwierniej odwzorować ich losy.

Jakie materiały źródłowe były dla Ciebie najbardziej przydatne, z czego korzystałaś przygotowując się do pisania?

Przez długi czas borykałam się z brakiem odpowiednich dokumentów historycznych, którymi mogłabym wypełnić lukę w wiedzy na temat tamtych wydarzeń. Zdecydowałam się przenieść kwerendę do innego kraju i takim sposobem przez tygodnie tłumaczyłam hiszpańskie publikacje, gazety i wspomnienia, które posłużyły mi do odwzorowania tamtych wydarzeń.

Który z bohaterów Ostatniego rozkazu serca wymagał od Ciebie najwięcej emocjonalnego zaangażowania podczas tworzenia? Czy podczas pisania zmieniłaś koncepcję, któregoś ze swoich bohaterów?

Bohaterem, który przyniósł mi najwięcej wyzwań był Beniamin. Dotąd nie opisywałam w książkach kwestii żydowskiej, a zwłaszcza z czasów sprzed holokaustu, gdy rosła obawa przed przyszłością. Zależało mi na tym, by na jego przykładzie ukazać strach jednostki od podszewki. Pragnęłam, by czytelnik mógł poczuć na własnej skórze paniczny lęk o przyszłość, który będzie zaślepiał wszystkie inne emocje i naturalne instynkty. Droga przez to studium ludzkiej natury pokazała mi jak mocno oddziałuje na nas ta jedna obezwładniająca emocja i jak łatwo pod jej naporem możemy nie dostrzec prawdziwych intencji innych ludzi.

Często zdarza Ci się zmieniać fabułę pod wpływem pisania? Czy faktycznie czasami fabuła sama się rządzi?

Nie tylko czasami, a zawsze. Nigdy nie piszę planów do książek, schematów, mapy myśli, ani prototypów przykładowych rozdziałów. Pozwalam, żeby historia, za którą podążałam na kwerendzie sama przeze mnie przemówiła i często sama nie wiem, jaki dokładnie będzie wydźwięk książki, nad którą w danej chwili pracuję.

Gdybyś miała opisać Ostatni rozkaz serca w trzech zdaniach, to jakbyś ją opisała?

To historia pełna trudnych emocji, bolesnych wyborów i zderzenia z doświadczeniami, na które nigdy nie jesteśmy przygotowani. Opowieść o ludziach pragnących spokojnego życia, którzy muszą walczyć o każdy kolejny dzień i borykać się z konsekwencjami politycznych rozgrywek. Przede wszystkim jednak to powieść historyczna na wskroś współczesna – o potrzebie miłości, dominacji oraz tym, że każde nasze działanie, nawet to, do którego nie przywiązujemy wagi, może okazać się naszym przeznaczeniem.

Czym praca nad tą powieścią różniła się od tych, które pisałaś wcześniej? Wymagała więcej pracy?

Tak. Przede wszystkim z punktu historycznego. Od lat głową jestem w tematyce II wojny światowej i podczas kwerendy często dogrzebuję się do informacji, które służą mi przy kolejnych powieściach. Jednak tym razem, poza kilkoma wspomnieniami, nie miałam praktycznie nic. A w dodatku na rodzimym poletku historycznym niewiele było danych, które mogłyby pomóc mi utkać tło wydarzeń. Nigdy nie przypuszczałam, że aby napisać książkę, będę musiała wertować madryckie archiwa.

Jak wiesz bardzo mnie ucieszył fakt, że ciąg dalszy nastąpi tej historii, zatem pracujesz teraz nad kontynuacją?

I tak, i nie. Obecnie jestem w trakcie pisania zupełnie innej książki, ponieważ musiałam nieco odpocząć od przytłaczającej wojennej tematyki. Kolejną kwestią, która opóźnia pisanie kontynuacji jest fakt, iż przed etapem pisania czeka mnie kwerenda w Holandii, na która niestety nie zdołałam jeszcze pojechać, ale liczę, że niebawem się to uda.

Masz stałe pory kiedy piszesz, trzymasz się harmonogramy, czy życie to weryfikuje i szukasz wolnych chwil na pisanie?

Tak naprawdę to nie ja wybieram godzinę pisania książki, tylko sama historia dyktuje porę dnia. Każda opowieść rządzi się innymi prawami i ma zupełnie inny klimat. Są książki, które przepływają mi przez palce tylko rano, inne tylko popołudniu, a czasem zarywam dla nich noce. Gdy próbuję wpłynąć na ten cykl i zmusić się do pracy o innej porze dnia, te fragmenty finalnie i tak lądują w koszu, więc przestałam z tym walczyć.

Ostatni rozkaz serca to już kolejna Twoja powieść, czy każda kolejna premiera stresuje Cię mnie, czy wręcz przeciwnie?

 Stres przedpremierowy nigdy mnie nie opuszcza, ponieważ staram się rozwijać i z każdą książką pokazywać siebie z innej strony. Przy nowych powieściach, zwłaszcza takich, gdzie nieco eksperymentuję nad formą, zżera mnie stres, jakbym była debiutantką. Dlatego też cieszy mnie, gdy Czytelnicy doceniają każdą napisaną przeze mnie historię.

Marta Mrowiec
Marta Mrowiec
Czyta, pisze, biega, chodzi po górach, ogląda mecze i słucha rapu. Nietypowo typowa kobieta.

Komentarze

Najczęściej czytane