Nie słyszałam o tej książce wcześniej. Zwróciłam na nią uwagę dzięki Literackiej Kavce. A zachęcił mnie jeden cytat.

– Chciałbym pozabijać wszystkich i zostawiać tylko nas – powiedziałeś.

Tym zdaniem rozpoczyna się Frajda i to zdanie sprawiło, że kupiłam tę książkę i przeczytałam. Ta z pozoru krótka historia (nieco ponad 140 stron) jest niezwykle burzliwa i intensywna. dzido opowiada o dwójce osób, których połączyła młodzieńcza miłość, namiętność i którzy do tego stopnia czuli się ze sobą związani, że potrafili się kochać bez pamięci, ale tez ranić. Frajda jest o miłości budującej i destruktywnej.  Bo to nie jest miłość, której wystawiamy laurki, pokrywamy ja grubą warstwą rózowo-landrynkowego lukru. Nic z tych rzeczy. To miłość, która potrafi budować i dawać siłę, ale chwilę później ma w sobie siłę niszczycielską tak ogromną, że nie potrafimy sobie z nią poradzić. Miłość niezwykle prosta, ale tez lubiąca komplikować to co w naszym odczuciu powinno być łatwe. Różne oblicza tego uczucia pokazuje nam Dzido w swojej Frajdzie.

Ale nie tylko o miłości jest ta historia. To w pewnym sensie opowieść o dojrzewaniu, poznawaniu się, o oczekiwaniach i rozczarowaniach. O niespełnieniu i walce. To także w pewnym sensie przytyk w naszą stronę. Ludzi z przyklejonym telefonem do ręki, z profilem na FB i wygładzonymi zdjęciami, z pustymi smsami, kredytem i pozorną stabilnością. Dzido potrafi celnie punktować bolączki współczesnego świata robiąc to z pewną przekorą i poczuciem humoru. Jej historia ma wydźwięk uniwersalny a każdy może ją odczytać po swojemu skupiając się na własnych doświadczeniach. Bo miłość tutaj może być wszystkim, i tytułową frajdą, i namiętnością, i rozczarowaniem. Może być silna i zniewalająca, ale też bardzo ulotna. Bohaterowie przyciągają się niezwykłą siłą, ale równie mocno potrafią się odpychać. I być może dla niektórych brzmi to nazbyt banalnie, ot opowieść jakich wiele. Jednak Dzido pisze bardzo intensywnie, pokazuje historię z dwóch perspektyw, bawi się czasoprzestrzenią. Z jednej strony wciąga nas w swój świat, z drugiej sprawia, że lektura nie jest łatwa.

Ostatnio pisałam o Naszych rozstaniach i Frajda trochę przypomina mi tę książkę francuskiego autora. Tam między bohaterami dało się wyczuć podobny magnetyzm, coś co ich do siebie ciągnęło. Frajda to również spojrzenie na naszą kobiecość, na potrzeby seksualne bez tematów tabu. To także próba odtworzenia pewnych doświadczeń ze skrawków wspomnień. O tym co pamiętamy i jak chcemy pamiętać. Świetnie sprawdza się dwugłos, dwie różne perspektywy. Wreszcie Frajda to opowieść o jednym z najsmutniejszych słów. Gdyby. Ach, od razu przypominają mi się słowa Wiesława Myśliwskiego:

A zresztą gdyby nawet się dało, jak by człowiek chciał, czy byłoby mu lepiej? Nigdy nie wiadomo, czy tak, jak człowiek by chciał, nie byłoby akurat gorzej.