Jak widać rok 2026 postanowiłam rozpocząć klasyką literatury.
O Dolinie Issy opowiem Wam w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwem Znak.
Tam, gdzie niewinność, dzikość i przemoc… mistrzowska opowieść o świecie, którego już nie ma.
Na północnych ziemiach dawnej Litwy, w krainie jezior, torfowisk i sadów, leży dolina rzeki Issy. Jej ciemny i leniwy nurt wyznacza rytm życia ludzi, w którym codzienne gesty, takie jak mleko zostawiane dla wodnych węży, modlitwy szeptane nad kołowrotkiem, tworzą krajobraz baśniowego realizmu.
W tym świecie Noblista umieścił swoją najbardziej autobiograficzną opowieść – Dolinę Issy. Proza Miłosza z poetycką precyzją pokazuje przenikanie się tego, co ludzkie, instynktowne, organiczne z metafizycznym. To powieść o dojrzewaniu i utracie niewinności. Próba powrotu do świata, który odszedł, a do którego autor zbliża się poprzez pisanie.
Każdy nosi w sobie własną Dolinę Issy – magiczną, jedyną, bezpowrotnie utraconą.

Dolina Issy to powieść z 1955 roku, która nazywana jest powieścią autobiograficzną, jednak sam Czesław Miłosz napisał, że nie jest stricte taka, że jest w niej sporo fikcji. Tomasz, główny bohater ma jednak sporo z Autora, co sam stwierdził. Granica między faktami, a zmyśleniem jest płynna i zaciera się za sobą. Co jednak jest prawdą, a co wspominanym zmyśleniem? Tego zapewne się nie dowiemy, gdyż Autor postanowił tego nie wyjaśniać, a dać odkryć Dolinę Issy czytelnikowi. Tytułowa dolina to nieco mitologiczna kraina, w której życie toczy się swoim torem, ale nie jest ono wolne od tego, co przyziemne, trudne i bolesne. To tam ludzie przeżywają swoje większe i mniejsze dramaty. Dorasta tam Tomasz, który usilnie próbuje wpasować się w społeczność, ale nie zawsze mu to wychodzi, tak jak oczekuje. Dolina Issy to przepięknie napisana książka i doprawdy nie wiem, dlaczego nie czytałam jej wcześniej. To opowieść o ludziach, którzy żyją w zgodzie z rytmem natury, pełna rytuałów, przesądów i pewnego rodzaju nostalgii. Czytając Dolinę Issy czytelnik przenosi się do świata na pozór nieco baśniowego, taki który przeminął, i który już nie wróci, co może rodzić w nim wiele refleksji i być powodem melancholii. To taka historia o dojrzewaniu, poszukiwaniu miejsca dla siebie i próbach zrozumienia siebie. Napisana niezwykle plastycznym językiem, oddająca hołd naturze i pokazująca, że tak naprawdę każdy z nas ma taką dolinę Issy. Już może utraconą utraconą, ale żywo trwającą w naszej pamięci. Polecam!


