Ostatnio opowiadałam Wam o powieści Za późno na nas, a dzisiaj zapraszam na rozmowę z Autorką.
„Za późno na nas” to historie trzech kobiet, które znalazły się w trudnym momencie swojego życia. Która z tych historii była dla Pani najtrudniejsza?
Najtrudniejsza była dla mnie historia Anny i Michała, którzy muszą zmierzyć się z niewyobrażalną stratą – śmiercią dziecka. To doświadczenie burzy cały świat, odbiera poczucie sensu i na zawsze zmienia ludzi. Trudno pisało mi się o takiej żałobie, bo to jedna z najboleśniejszych sytuacji, jakie mogą spotkać człowieka. Starałam się oddać te emocje z ogromnym szacunkiem i empatią, żeby pokazać, że choć życie potrafi złamać, to jednak można próbować się podnieść.
Pani bohaterki mierzą się z różnymi problemami w życiu. Co chciała Pani przekazać czytelnikom tą powieścią?
To książka o odwadze, o poszukiwaniu siebie, ale też o nadziei. Chciałam pokazać, że nawet w najciemniejszych chwilach człowiek jest w stanie odnaleźć światło, które prowadzi go dalej. To również opowieść o miłości – tej wielkiej, której wszyscy pragniemy i którą każdy z nas chciałby przeżyć. Miłości, która nie zawsze jest prosta, czasem wymaga walki, poświęcenia i przebaczenia, ale właśnie dlatego jest tak cenna. Dla mnie ta powieść to taki list do czytelnika: nigdy nie jest całkiem za późno, by zawalczyć o szczęście, bliskość i o siebie samego.
Pani najnowsza książka jest przeładowana trudnymi emocjami. Czy podczas pisania też mocno ją Pani przeżywała?
Tak, bardzo. Pisząc, wchodziłam głęboko w psychikę moich bohaterów – w ich lęki, traumy, poczucie winy i wstydu. To emocje, które trudno unieść, a jednak wielu z nas je zna. Dlatego podczas pracy nad tą książką często sama miałam momenty zatrzymania i refleksji. Zdarzało mi się płakać, czuć złość albo bezradność razem z moimi bohaterami. To proces intensywny, ale też oczyszczający – bo literatura pozwala przepracować emocje, których czasem w codzienności nie chcemy lub nie potrafimy dotknąć.
Z którą ze swoich bohaterek zżyła się Pani najbardziej? Czy raczej każdą z nich opisywało się podobnie?
Każda z bohaterek jest mi bliska, ale najwięcej emocji wzbudziła we mnie Anna – matka po stracie dziecka. Ten wątek był ogromnym wyzwaniem, bo dotyczył najgłębszej ludzkiej rany. Ale zżyłam się też z Elizą i Wiktorią – każda z nich uosabia inną sferę kobiecości i inne pytania, które stawiamy sobie w życiu. Jedna pokazuje, jak trudno jest odbudować zaufanie, druga – jak bolesne bywa życie w samotności. Pisząc je, miałam poczucie, że spotykam się z trzema różnymi kobietami, które mogłyby być moimi przyjaciółkami.

Czy w związku z premierą planowana jest jakaś trasa autorska? Gdzie można się będzie z Panią zobaczyć?
Niestety tym razem nie planuję trasy autorskiej. Ze względów zdrowotnych musiałam zrezygnować z podróży i spotkań na żywo, choć bardzo za nimi tęsknię. To dla mnie zawsze wyjątkowy moment – kiedy mogę zobaczyć czytelników, porozmawiać, usłyszeć ich historie. Dlatego obiecuję, że kiedy tylko będzie to możliwe, wrócę do takich spotkań. Na razie pozostaje mi kontakt z czytelnikami w sieci – i to też jest dla mnie ogromnie ważne.
Czy przez te wszystkie lata pracy pisarskiej zmienił się Pani sposób pracy? Wyrobiła sobie Pani już jakiś schemat działania?
Tak, na pewno. Kiedyś pisałam bardzo chaotycznie, czekając na natchnienie. Dziś wiem, że pisanie to także dyscyplina – siadam do tekstu codziennie, nawet jeśli wena nie przychodzi od razu. Mam już swój rytm, choć zawsze zostawiam przestrzeń na emocje i spontaniczność. Nie chcę, żeby moje książki były tylko rzemiosłem – chcę, żeby były pełne życia.
Jedna książka, którą Pani czytała, i o której nigdy nie zapomni to…?
„Małe życie” Hanyi Yanagihary. To książka, która głęboko we mnie zapadła. Jest trudna, wymagająca, ale pokazuje ogrom ludzkiego cierpienia i siłę więzi, jakie możemy tworzyć. To lektura, po której długo nie można się pozbierać – i właśnie dlatego pozostaje w człowieku na zawsze.
Czy aktualnie pracuje już Pani nad kolejną książką? O czym tym razem będzie?
Tak, pracuję nad powieścią świąteczną – komedią pomyłek, pełną ciepła i humoru. Chciałam dać czytelnikom coś lżejszego po tak trudnej emocjonalnie książce jak „Za późno na nas”. Będzie w niej magia grudniowych dni, trochę zamieszania, sporo śmiechu i oczywiście odrobina wzruszeń. Marzę, żeby była dla czytelników jak kubek gorącej czekolady w zimny wieczór – kojąca i rozgrzewająca serce.



