Niedawno premierę miała kolejna książka Kasi Puzyńskiej Utopce. Wiemy, że wkrótce pojawi się Łaskun. Zapraszam do przeczytania wywiadu z Kasią, w którym trochę mi o sobie opowiedziała.

Jak to się wszystko zaczęło? Czy już mała Kasia wiedziała, że zostanie pisarką? Czy może w dzieciństwie chciałaś zostać kimś innym tj. lekarką, nauczycielką, piosenkarką itp.?

Od najmłodszych lat marzyłam o tym, żeby pisać! W moim domu bardzo dużo się czytało, więc zawsze bardzo chciałam, żeby na którejś z tych książeczek pojawiło się moje nazwisko. Potem, jak pewnie większość małych dziewczynek, miałam oczywiście epizod fascynacji zawodem aktorki i piosenkarki. Skoro o muzyce mowa, jako ciekawostkę dodam, że już później, w liceum, razem z grupą znajomych założyliśmy nawet zespół. Ja grałam na gitarze basowej. Chociaż „grałam” to może zbyt wielkie słowo, bo opanowała jedynie zupełne podstawy tego fascynującego instrumentu. Jeżeli zaś chodzi o aktorstwo, to w pewnym sensie pisząc, także mogę go do pewnego stopnia zakosztować! Moje opowieści ukazuję przecież z punktu widzenia wielu bohaterów. Co za tym idzie, wcielam się więc w każdego z nich. Taka wizyta w cudzej skórze to intrygujące, ale czasem też bardzo trudne doznanie. Tym bardziej, że życie moich bohaterów najczęściej nie jest usłane różami, a każdy z nich zmaga się z jakimiś demonami i często przeżywa ekstremalne emocje do tego stopnia, że w pewnym momencie jest gotowy zabić.

Zadebiutowałaś Motylkiem, który stanowił pierwszą część sagi o Lipowie. Już wtedy miałaś pomysł na kolejne części, czy raczej przychodziły one z czasem? Póki co ukazało się 5 części sagi, łącznie z Utopcami, które premierę miały początkiem listopada. Założyłaś, że saga będzie mieć określoną liczbę części czy raczej zależy to wyłącznie od Ciebie i Twojej wyobraźni?

Nie stawiam sobie granic. Kiedyś postanowiłam sobie, że będę pisać kolejne części sagi do momentu, kiedy będzie sprawiało mi to przyjemność, a Czytelnicy będą chcieli wracać do Lipowa. Jeżeli zaś chodzi o pierwszą część pytania, od początku planowałam, że to będzie seria. Niektóre wątki chciałam rozwinąć, inne rodziły się w trakcie pisania, a ja później nad nimi pracowałam. Ich pojawienie najczęściej związane było z tym, że dobrze zbudowane postaci w dużej mierze zaczynają żyć własnym życiem i czasem proponują zupełnie inne rozwiązania niż te, które założył sobie pisarz. To na pewno bardzo ciekawy element tego zawodu.

Pracujesz już nad kolejną częścią? Jeśli tak to na jakim etapie są prace?

Tak, jestem w trakcie pisania „Łaskuna”, czyli szóstej części sagi. Ukaże się ona w 2016 roku. Więcej na razie nie zdradzę 😉

Jak ogólnie przebiegają prace nad pisaniem? Robisz zarys historii, notatki czy raczej piszesz bez wcześniejszego scenariusza pod wpływem chwili?

Przed rozpoczęciem pracy nad książką warto zrobić sobie plan całej historii. Ja to nazywam szkieletem opowieści. W kryminale jest to szczególnie ważne, ponieważ zdarzenia stanowią logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, a pisarz musi wiedzieć, kto (i dlaczego!) jest mordercą. Tak naprawdę trzeba sobie odpowiedzieć na siedem złotych pytań profilowania kryminalnego: co? gdzie? kiedy? jak? czym? dlaczego i po co? Dopiero wiedząc to wszystko, można zostawiać w różnych miejscach fabuły tropy dla Czytelnika. Oczywiście nie jest tak, że kurczowo trzymam się tego szkieletu. W moich książkach bardzo wielką wagę przykładam do zbudowania dokładnego portretu psychologicznego postaci. Można powiedzieć, że w jakimś sensie tworzę nową osobę. Jak już wcześniej wspomniałam, to ma swoje konsekwencje. Czasem bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem i robią coś zupełnie innego niż planowałam. Pozwalam im na to i patrzę, gdzie mnie zaprowadzą. Czasem zaproponują coś bardzo ciekawego, albo zupełnie mnie zaskoczą! Tak się na przykład stało z Danielem w „Utopcach”.

A wena? Puste pojęcie czy faktycznie pod jej wpływem można napisać bardzo dużo? Odczuwasz ją? Jeśli nie to starasz się jej szukać?

Wena moim zdaniem, jak najbardziej istnieje. Jak z resztą w wielu innych zawodach, kiedy nagle wpada się na świetne rozwiązanie, czy to tworząc program komputerowy, prowadząc lekcje, robiąc prezentację w Power Point, gotując nową potrawę, rozwiązując sprawę kryminalną, czy właśnie pisząc. Trzeba jednak pamiętać, że wena w dużej mierze jest efektem rzetelnej i wytrwałej pracy, a także przygotowania i znajomości tematu. Inspiracji można zaś szukać naprawdę wszędzie. Na przykład druga cześć sagi, czyli „Więcej czerwieni” zaczęła się od zupełnie „nie-kryminalnej” rozmowy o nowych fryzurach. Co z tego wynikło, można przekonać się czytając książkę. Warto pielęgnować w sobie ciekawość świata i ludzi wokoło, bo nigdy nie wiadomo, jak i kiedy będzie to można wykorzystać w książce 😉

 

kasia puzynska

Fot. Ania Pińkowska

Nie mogę pominąć pytania o bohaterów. Zazwyczaj określasz ich pełnym imieniem i nazwiskiem to celowy zamysł taki znak rozpoznawczy Puzyńskiej?

Trochę tak. Tak naprawdę każda moja książka jest nieco inna, więc nie zdradzę, jak to będzie z tym dalej.

Każdy z Twoich bohaterów jest niezwykle charyzmatyczny. Który z nich jest Twoim ulubieńcem?

Ze wszystkimi czuję się emocjonalnie związana. Głównie dlatego, że jak już mówiłam, pisząc z różnych perspektyw, wcielam się w każdego z nich. W konsekwencji znam go od podszewki. To bardzo intymne przeżycie.

W filmie promującym „Z jednym wyjątkiem” w rolę Daniela wcielił się Leszek Lichota. Kogo byś widziała w roli Weroniki i Klementyny?

Jako Klementynę może Krystynę Jandę. A Weronika? Zdecydowanie Magdalena Boczarska. Bardzo cenię obie te aktorki.

Jesteś już doświadczoną pisarką. Jak uważasz, na co najbardziej należy uważać, rozpoczynając karierę pisarza? Jakie niebezpieczeństwa czyhają na debiutantów, którzy chcą wydać swoje książki?

Na pewno warto brać pod uwagę konstruktywną krytykę i uwagi redaktorów oraz zaufanych czytelników. Nie trzeba się ze wszystkim zgadzać, ale dobrze jest przemyśleć, jak historia wygląda z innego punktu widzenia. Nawet najbardziej doświadczeni pisarze poprawiają swoje teksty. Bardzo dobrze ukazał to Stephen King w swoim poradniku „Jak pisać? Pamiętnik rzemieślnika”.

Doświadczenie pomaga się zdystansować, czy przed każdą kolejną premierą stresujesz się ta samo?

Nie wiem, czy można nazwać to stresem! To raczej ekscytacja i radość, czyli wielkie pozytywne emocje 😉 Oczywiście zawsze jest element pewnej niepewności, bo przecież to dopieszczone dziecko, jakim jest książka idzie w świat i tym samym, niejako z definicji, będzie podlegało ocenie i zacznie żyć na własną rękę. Po wydaniu, opowieść staje się ona już nie tylko moja, ale należy także do Czytelników, recenzentów, czy krytyków literackich. Każda z tych osób może ją interpretować na swój sposób i wyrazić na jej temat swój osąd. To jest wpisane w ten zawód i staram się traktować to ze spokojem. 😉

Uważasz, że nasz rynek wydawniczy jest przychylny dla pisarzy? W przypadku braku odpowiedzi z wydawnictw warto czekać i pukać do kolejnych drzwi czy raczej zdecydować się na samodzielne wydanie swojej książki?

Myślę, że jest to sprawa indywidualna. Najsłynniejszym chyba przykładem pisarki, która odniosła wielki sukces, a początkowo spotykała się tylko z odmowami, jest J.K. Rowling. Na pewno warto podążać za swoimi marzeniami. Tą drogą, czy inną 😉

Jak było w Twoim przypadku, pierwsze wydawnictwo od razu było zainteresowane czy raczej udało się za którymś razem?

Mój wydawca odpowiedział niemal natychmiast. Uniknęłam więc długiego czekania i niepewności, które często są udziałem debiutantów. Bardzo się cieszę, że książka od razu się spodobała! To duże wyróżnienie i komplement dla „Motylka”.

Piszesz kryminały. Czy właśnie po ten gatunek sięgasz najczęściej? Kto jest Twoim ulubionym autorem?

Czytam oczywiście powieści innych gatunków, ale kryminały zdecydowanie przeważają obecnie wśród moich lektur. Zapraszam serdecznie na mój fanpage na Facebooku, gdzie stworzyłam album z moimi ulubionymi pozycjami. Tam znajdziecie książki, które z różnych względów szczególnie lubię.

Gdyby miała możliwość szlifowania swojego warsztatu pod okiem jednego z żyjących pisarzy kogo byś wybrała?

Camilla Lackberg, Hakan Nesser i Stephen King!

A gdybyś mogła być jedną z bohaterek swojej ulubionej książki w kogo chciałabyś się wcielić?

Jak już mówiłam, wcielam się w moich bohaterów za każdym razem, kiedy piszę sceny z ich udziałem. W związku z tym najchętniej pozostanę sobą! 😉

Jaka książka zrobiła na Tobie ostatnio ogromne wrażenie, którą możesz mi polecić oraz moim czytelnikom?

Ostatnio wielkie wrażenie zrobiły na mnie „Wichrowe wzgórza”. To klasyka literatury, więc nie wiem, dlaczego przeczytałam tę książkę dopiero teraz. Niesamowita opowieść! Zdecydowanie zachęcam wszystkich do sięgnięcia po nią. Mówi się, że to romans wszechczasów, ale zapewniam, że to nie jest ckliwa opowiastka. To bardzo mroczna historia. Godna najlepszego kryminału.

Zakładam, że pisanie i czytanie zajmuje sporo miejsca w Twoim życiu. A co jeszcze lubisz robić w wolnym czasie? Śledząc Cię w mediach społecznościowych możemy wywnioskować, że kochasz zwierzęta i bieganie. Na coś jeszcze udaje się znaleźć czas?

Tak, uwielbiam zwierzęta. Mam psa i dwa konie. Ostatnio też kotkę, która sama wybrała nas sobie za swoją rodzinę 😉 Na razie boi się jeszcze wejść do domu. W naszym ogrodzie zagościła już jednak na dobre. Bieganie to także moja wielka pasja. Pozwala mi wyciszyć się i zupełnie zresetować. To bardzo potrzebne w pracy pisarza.

I na zakończenie czego życzyć Kasi Puzyńskiej?

Jestem przesądna, więc nie zdradzę! 😉

Przeczytajcie również recenzję Motylka i Więcej czerwieni.