Nie wiem czy to już wstyd przyznać, czy jeszcze nie, ale Terry Pratchett jest mi znany tylko ze słyszenia i kojarzę go ze Światem Dysku. Nie mam jednak pojęcia z czym to się je, mówiąc nieco kolokwialnie. Niemniej Sztuczna broda Świętego Mikołaja to całkiem ciekawy i przyjemny zbiór opowiadań, który można przeczytać w jeden wieczór.

Właściwie chciałam przeczytać tylko pierwsze opowiadanie, aby przekonać się jak to z tym Pratchettem jest. Wiem, że ma wielu wiernych fanów, jednak nam póki co nie było ze sobą po drodze. Po pierwszym opowiadaniu przyszło drugie, trzecie i kolejne i w końcu okazało się, że przeczytałam całość. I pewnie jest to zbiór, który bardziej trafi do młodszych czytelników, ale powiem Wam, że bawiłam się całkiem dobrze. To idealna lektura na odstresowanie. W dodatku z mnóstwem ilustracji, które idealnie odzwierciedlają historie. Autor zdecydował się na zbiór świątecznych, czy tez około świątecznych i zimowych opowiadań, którym daleko jest do słodkiej atmosfery Świat Bożego Narodzenia. Bo wiecie kto to widział żeby Święty Mikołaj szukał pracy w pośredniaku? Ale nic więcej nie będę Wam mówić żebyście sami mogli odkryć te historie.

A powiem Wam, że są sympatyczne i takie zwyczajnie fajne. I jak zwykle unikam takiego określenia tak w tym przypadku pasuje idealnie. To zabawne opowiastki, które mogą wprowadzić w zbliżający się świąteczny czas, ale pokazując go z przymrużeniem oka i dystansem. Poza tym urzekła mnie okładka jaka znajduje się pod obwolutą. Jestem pewna, że i wam się spodoba. nie jestem znawcą twórczości autora także nie wiem, czy jego zbiór niepublikowanych dotąd opowiadań spodoba się jego fanom, ale myślę, że tak. Zwłaszcza, że ja nie znając jego twórczości bawiłam się dobrze podczas lektury.