Remigiusz Mróz – W cieniu prawa (2016)

Wiele osób z niecierpliwością czeka na każdą kolejną książkę Remigiusza Mroza. Po premierze W cieniu prawa z niepokojem patrzyłam na ogrom krytycznych recenzji, których trochę nie rozumiem.

Remigiusz Mróz strzelił sobie w kolano tym, że zdecydowała się na premierę W cieniu prawa tak późno. Przyzwyczaił sowich czytelników do tego, że w każdej książce szokuje, głównie zakończeniem a akcja pędzi na łeb, na szyję. W dodatku zamysłem autora było stworzenie wielowątkowej sagi rodzinnej a w efekcie powstał kryminał retro, w którym znajdziemy też elementy powieści obyczajowej, czy sensacyjnej. Zapewne gdyby W cieniu prawa ukazało się przed seriami o Chyłce i Forście zebrałoby zupełnie inne recenzje. Coż, w przypadku premiery nowej książki na jej sukces ma wiele czynników i zapewne jednym z nich są wcześniejsze dokonania autora. A W cieniu prawa nie jest złą pozycją. Wręcz przeciwnie. To dobrze skonstruowany i wciągający kryminał, w którym nie brakuje elementów zaskoczenia. I przyznam, że o wiele lepiej czytało mi się najnowszą książkę Mroza niż na przykład Rewizję, która miejscami mnie nużyła. I właśnie to jest dobre w czytaniu, że każdy z czytelników może różnie odebrać dany tytuł. Osobiście nie rozumiem fali krytyki jaka pojawiła się po premierze W cieniu prawa, a wy możecie nie rozumieć jak Rewizja mogła mnie nużyć 😉

Akcja W cieniu prawa osadzona jest w 1909 roku w Galicji. W austriackim dworku nowym czyścibutem zostaje Erik Landecki. Już podczas jego pierwszej nocy zostaje zamordowany dziedzic rodu a wszystkie podejrzenia padają na młodego Polaka. Erik musi zmierzyć się z postawionymi zarzutami, jak i przeszłością, która teraz daje o sobie znać.

Nie wiem jak to się stało, ale z całej opowieści polubiłam tylko osobę majordoma Grögera. Erik Landecki od samego początku nie przypadł mi do gustu, jak i Sophia, gdyż okazali się cwani i wyrachowani. Niemniej nie wpływa to na ogólną ocenę powieści. Zatopiłam się w lekturze i oddałam się czytaniu z przyjemnością.

Przypadł mi o gustu klimat jaki stworzył autor oraz niespieszna, aczkolwiek wciągająca fabuła. W cieniu prawa to dobrze skonstruowany kryminał retro z elementami powieści historycznej. To zupełnie inny Mróz, jednak równie dobry i intrygujący. Moją ulubioną serią do te pory jest Parabellum, tam akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, a rozwija się powoli i naturalnie. Może właśnie ze względu na niespieszną akcję i świetnie oddany klimat realiów z początku XX wieku uważam, że warto sięgnąć po tę książkę. Jednak sami musicie zdecydować czy w takiej odsłonie Mróz Wam odpowiada, najlepiej sięgając po jego najnowszą książkę.

w cieniu prawa

Poprzedni artykułW obiektywie #9
Następny artykułZrób głośniej #4

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE