O pisaniu, bieganiu, wyprawach w góry. Remigiusz Mróz w rozmowie nie tylko o książkach. Zapraszam!

Zapewne powinnam zapytać skąd pomysł na pisanie, jednak tę kwestię pominę. Bardziej ciekawi mnie jak mając 28 lat zdążyłeś napisać 30 książek? Ile lat miałeś, gdy napisałeś pierwszą książkę?

Dziesięć, ale pisałem ją w PowerPoincie i nie była zbyt obszerna. Właściwie nie była nawet książką. Poza tym zwierzęta hodowlane i supermoce to niespecjalnie dobre połączenie – ostatecznie niewiele dobrego z tego wyszło, a sam plik przepadł przy którymś formacie dysku. Jakiś czas później (ale wciąż w podstawówce) zabrałem się za Dzienniki międzygwiezdne, których tekst mam do dzisiaj – pełnokrwiste SF, narracja pierwszoosobowa, materiał na prawdziwy bestseller! Ale pierwszą książką z prawdziwego zdarzenia było Parabellum. Napisałem wszystkie tomy za jednym zamachem w 2012 roku i wiedziałem już, że nic innego nie chcę w życiu robić. Dobrego tempa nabrałem jednak dopiero w kwietniu 2013 roku, kiedy wyszedł mój debiut, Wieża milczenia. Rzuciłem wtedy wszystko (oprócz doktoratu) i zabrałem się za codzienną pracę pisarską, mając nadzieję, że kiedyś będę mógł się z tego utrzymać.

Wydajesz się być, właściwie przy takiej ilości napisanych książek musisz być, bardzo zorganizowany. Na Twojej stronie możemy przeczytać o tym jak wygląda dzień u Ciebie. Zawsze trzymasz się tej rozpiski czy czasem zdarza się, że odpuszczasz i nie piszesz?

Zawsze trzymam się planu, wydaje mi się tu kluczowe z kilku względów. Po pierwsze dzięki temu codziennie rano mam świadomość, że muszę popchnąć opowieść do przodu. Po drugie wiem, że dopóki tego nie zrobię, nie wstanę od komputera. Po trzecie… to wchodzi w krew, staje się czymś naturalnym. Nigdy więc z własnej woli nie odpuszczam, choć czasem bywa tak, że inne zajęcia uniemożliwiają wyrobienie normy – wtedy staram się nadrobić wieczorem, czasem w nocy.

Oprócz napisania dziennie 10-15 stron w tygodniu musisz wybiegać 80km, czyli jak się nietrudno domyślić około 10km dziennie. Taki dystans codziennie pokonujesz czy raczej wolisz dłuższe wybiegania?

Chyba muszę zaktualizować dane na stronie, bo od pewnego czasu biegam minimum piętnaście kilometrów – a od trzech miesięcy właściwie minimum siedemnaście dziennie. Przerw nie robię, bo wtedy wariuję (ewentualnie zmieniam dyscyplinę, kiedy czuję, że chce złapać mnie jakaś kontuzja).

Startujesz w zawodach, czy biegasz wyłącznie amatorsko? Jeśli nie to może dopiero planujesz w jakichś wystartować? Próbowałeś swoich sił na królewskim dystansie, czy maraton dopiero przed Tobą?

Biegam dla przyjemności i świeżości umysłu, więc w zawodach startuję raczej sporadycznie. Główną bolączką takich imprez jest dla mnie to, że przed startem muszę odpocząć dzień lub dwa – a to prosty przepis, żeby odejść od zmysłów z powodu nagłego deficytu endorfin. Królewski dystans mam jeszcze przed sobą, ale półmaraton udało mi się zrobić w czasie 1:42, więc jest nie najgorzej.

Poza bieganiem jesteś miłośnikiem gór. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Tatrach, do którego lubisz powracać?

Czarny Staw Gąsienicowy, szczególnie, kiedy na zboczach jeszcze jest trochę śniegu, a taflę choć w części pokrywa lód. Mam miłe wspomnienia związane z tym miejscem, poza tym biegnie tamtędy szlak prowadzący na wiele ciekawych miejsc – Kościelec, Zawrat, Granaty czy inne przełęcze lub wierzchołki Orlej Perci. Jeśli zaś chodzi o szczyt, to wybrałbym chyba Małą Wysoką na Słowacji – roztacza się z niej niesamowita panorama.

remigiusz

Czy to właśnie podczas biegania i wspinaczek górskich tworzą się pomysły w Twojej głowie? Gdzie jeszcze szukasz inspiracji?

Inspiracje codziennie atakują nas wszystkich, bez wyjątku. Nie musimy ich szukać, bo one same nas znajdują. Pisarz w niczym nie różni się w tym względzie od jakiegokolwiek innego człowieka, wykonującego jakąkolwiek inną pracę – może pomijając to, że stara się łowić te inspiracje i odkładać je gdzieś z tyłu głowy. Z niektórych czasem coś wyrasta, z innych nie, tak to mniej więcej działa.

Na swoim profilu na Facebooku przyznałeś w zamieszczonym filmie, że do napisania Zaginięcia natchnęła Cię sprawa zniknięcia małej Madeline. Często inspirujesz się wydarzeniami z życia?

Przypuszczam, że często, ale trudno mi jednoznacznie ocenić, bo nie zawsze potrafię zidentyfikować moment, w którym pojawił się konkretny pomysł, ani tym bardziej stwierdzić, skąd się wziął. W przypadku Zaginięcia było łatwo, bo idea zakiełkowała, kiedy pewnego razu czytałem o tej sprawie. W pewnym sensie jednak pisarze zawsze inspirują się rzeczywistością – w końcu nic nie bierze się z powietrza. Nawet najlepszy, najbardziej oryginalny i nowatorski pomysł ma jakieś osadzenie w rzeczywistości; w czymś, z czym autor kiedyś się zetknął lub o czym usłyszał. Często cały proces odbywa się na poziomie podświadomości, ale nigdy nie jest całkowicie oderwany od życia.

Serię z Chyłką i Zordonem wydajesz w Czwartej Stronie, z kolei trylogia o Forście jest wydana w Wydawnictwie Filia. Dlaczego dwa wydawnictwa? Nie wolałeś być pod opieką jednego, czy raczej nie miałeś na to wpływu?

Właściwie nie miałem, wszystko potoczyło się samo. Z Filią w czerwcu tamtego roku rozmawialiśmy o innej pozycji, a potem temat zszedł na sprawy związane z górami. Padła propozycja, żebym pomyślał o napisaniu kryminału osadzonego w Tatrach, z zawiązaniem akcji w górach, komisarzem–twardzielem, et cetera. Po chwilowym zastanowieniu odpowiedziałem, że tak się składa, iż mam taki tekst w szufladzie. Zgraliśmy się więc wprost idealnie – choć Ekspozycję pisałem pod pseudonimem i pierwotnie w taki sposób planowałem ją wydać. Z Czwartą Stroną zaś zaczęliśmy rozmowy w październiku i szybko okazało się, że dogadamy się bez problemu – mieliśmy podobne spojrzenie na rynek książki i czytelnictwo, a w dodatku znajdowaliśmy się mniej więcej w tym samym momencie „kariery”. Pogłówkowaliśmy trochę, wybraliśmy kilka tytułów, a potem postanowiliśmy, że jako pierwszą wydamy Kasację.

Pisząc głównie kryminały również po nie najchętniej sięgasz po całym dniu o 23.30? 😉 Kto jest Twoim ulubionym autorem?

Zdecydowanie! Choć staram się od czasu do czasu przemówić sobie do rozsądku i przypomnieć, że nie samym trupem pisarz żyje, i wypadałoby, żeby poczytał autorów tworzących w różnych gatunkach. A ulubiony pisarz kryminalny? Jo Nesbø, bez dwóch zdań.

12233385_448235102032467_1383542112_nGdybyś mógł szkolić swój warsztat pod okiem jednego z pisarzy na kogo byś się zdecydował?

Na Stephena Kinga. Niejednokrotnie podkreśla, że nawet po ponad czterdziestu latach na rynku, pisanie to dla niego wciąż enigmatyczna sprawa, ale wydaje mi się, że zna arkana zawodu jak nikt inny. Kilka razy czytałem jego Pamiętnik rzemieślnika i mam nadzieję, że rady w nim zawarte przeniknęły na stałe do mojego warsztatu – najciekawiej byłoby to zweryfikować właśnie pracując z Kingiem bezpośrednio.

Sam przygotowałeś Kurs pisania dla portalu Lubimy Czytać. Jak to wspominasz? Czy dzięki temu sam się czegoś nowego nauczyłeś od swoich czytelników?

Czasem mam wrażenie, że uczę się od nich przy każdej recenzji, opinii czy komentarzu – i podobnie było przy kursie pisania. Tę ośmiomiesięczna przygodę wspominam świetnie, zresztą mam nadzieję w przyszłości jeszcze jakiś cykl na łamach Lubimy Czytać publikować. Frajda była nieziemska, bo po pierwsze zrobiliśmy sobie z czytelnikami codwutygodniowe wirtualne warsztaty, a po drugie podczas researchu do artykułów dowiedziałem się masy ciekawych rzeczy o innych pisarzach, sprawach warsztatowych czy wydawniczych.

Bodajże w jednej z lekcji rada brzmiała czytaj na potęgę, pisz na potęgę (lub gdzieś o tym wspominałeś). Wiemy, że piszesz na potęgę, a jak z czytaniem? Ile rocznie książek pożerasz?

Nie mam pojęcia, ale nietrudno będzie to policzyć. Czytam jedną książkę mniej więcej przez trzy lub cztery dni, a że oddaję się tej najlepszej rozrywce ludzkości przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku, to… Wychodzi koło setki pozycji.

Dbałość o język, chyba za to szczególnie polubiłam Twoje książki (i oczywiście za zakończenia, po których można dostać zawału☺). Ile razy czytasz swoje teksty? Zdarza się, że jesteś zadowolony z efektu już po pierwszej poprawce?

Nigdy! Co więcej, po ostatniej też nie jestem, ale nie mam już siły pastwić się nad tekstem (lub czasu, bo nieubłaganie zbliża się termin, kiedy trzeba oddać tekst do druku). Czytam wszystko kilkakrotnie, ostatecznie osiągając stan, w którym do książki czuję jedynie wstręt. I to jest chyba najlepszy znak, żeby dać jej spokój.

Większość autorów uważa, że właśnie redagowanie jest ich zmorą. Dla Ciebie, który z etapów pracy nad książką jest najbardziej męczący?

Jest zmorą bez wątpienia, szczególnie gdy chodzi o te pozycje, które napisało się dość dawno i wymagają wiele pracy. Z drugiej strony jest też w tym coś niesamowitego, bo już po pół roku od napisania, autor poznaje swoją historię zupełnie na nowo. Niby wszystko jest znajome, ale jednocześnie widzi się to w nowym świetle. Od nowa poznaje się bohaterów, ich motywacje i relacje z innymi postaciami, od nowa przeżywa się też wszystkie emocje związane z rozwojem fabuły. Jeśli nie ma przy tym zbyt wiele rzemieślniczej pracy nad tekstem, potrafi być to ciekawym doświadczeniem. Ale z pewnością nie tak, jak samo pisanie.

Podoba mi się podejście Forsta, że pożary będziemy gasić dopiero jak wybuchną. Masz swój ulubiony cytat z własnych książek?

Z własnych… Nie, raczej nie. Ale z cudzych jak najbardziej. Lubię pierwsze zdanie z Chemii śmierci Simona Becketta – zresztą uważam, że to jedne z najlepszych pierwszych zdań w beletrystyce („Ciało ludzkie zaczyna się rozkładać cztery minuty po śmierci”). Do tego muszę też wspomnieć o cytacie, który świetnie opisuje, jak powinien wyglądać warsztat dojrzałego pisarza – i uwagę na nie zwrócił mi Stephen King we wspomnianej już książce. Autorem tego cytatu jest Ernest Hemingway, a passus pojawia się w książce Rzeka dwóch serc. Obrazuje on, jak trudno napisać krótkie, lecz treściwe zdanie – pisarze zawsze mają ciągoty, by tworzyć skomplikowane, kwieciste konstrukcje, najczęściej ze szkodą dla czytelnika. Takie potworki nietrudno sklecić, a co gorsze, z jakiegoś powodu napełniają pisarzy dumą. Ale wróćmy do Hemingwaya… Otóż najsłynniejszy brodacz literackiego świata opisywał wędrówkę pewnego mężczyzny, niepozbawioną oczywiście symboliki. Jak ujął cały ten proces?
„Dotarł do rzeki. Rzeka tam była”.
Genialne? Moim zdaniem tak.

remigiusz mroz

Stajesz się coraz bardziej popularny. Mariusz Czubaj mówi o Tobie, że jesteś gorącym nazwiskiem na mapie młodego polskiego kryminału. Odczuwasz na co dzień tę popularność? Ludzie Cię rozpoznają?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie odczuwam. Zanim wydałem pierwszą książkę, zawsze dziwiło mnie, że każdy pisarz w pewnym momencie zaczyna w wywiadach utyskiwać na to, że ma coraz mniej czasu na pisanie – dla adepta tego fachu, wydaje się to absurdalne, bo skoro ktoś może pozwolić sobie na utrzymywanie się z pisania, z pewnością może pozwolić sobie także na to, by nie robić nic poza samym pisaniem. Rzeczywiście jest jednak tak, że pojawia się milion innych rzeczy i spraw, które codziennie trzeba załatwić. Ale koniec końców staram się, by jak najwięcej zostało po staremu, skupiając się na tym, co najważniejsze, czyli samym pisaniu.

Początek roku zapowiada się gorąco dla Twoich fanów. Pojawi się druga część trylogii z Forstem oraz trzecia Parabellum. Stresujesz się przed każdą premierą? TCzy w 2016 roku możemy jeszcze liczyć na jakąś Twoją książkę?

Poziom nerwowego wyczekiwania pierwszych opinii jest różny, ale zawsze znaczny. Zależy od książki, a przede wszystkim od tego, czy jest już osadzona w świadomości czytelniczej – znacznie bardziej denerwowałem się przed Kasacją i Ekspozycją, niż przed Zaginięciem czy Horyzontem zdarzeń. Cykle są pod tym względem trochę bezpieczniejsze, choć przypuszczam, że nawet pisząc dwudziestą odsłonę (vide Gerritsen i Umrzeć po raz drugi), autor wciąż stresuje się, czy nie obniży poziomu serii.

Na zakończenie czego mogę Ci życzyć? 😉

Własnej półki w księgarniach i kilku zainteresowanych czytelników stojących przed nią. Najlepiej będzie, jeśli przechodząc obok nich, usłyszysz, że tę pozycję już czytali. Tamtą też. I wszystkie inne. A potem zaczną się zastanawiać, kiedy wyjdzie coś nowego.

W takim razie właśnie tego Ci życzę!

Przeczytajcie również recenzje:

 

  • Wspaniały wywiad 😀 Muszę się Remigiuszem bardziej zainteresować 🙂
    A inspiracji rzeczywiście można szukać wszędzie 😀

    • Dziękuję 😉 i oczywiście polecam zainteresowanie się jego twórczością 😉

  • O, tyle już czytałam wywiadów z Remigiuszem, ale znów dowiedziałam się czegoś nowego – fajnie 😀 A poza tym patrzę sobie na to zdjęcie Mroza z Tatr (a nie pierwszy raz je widzę) i dopiero teraz zauważyłam, że Remi wygląda, jakby się tam wkleił w photoshopie, haha 😀

  • Padłam. 😀
    „Dotarł do rzeki. Rzeka tam była”. Oczywista oczywistość, że genialne. 😀
    A szlak Orlej Perci. <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 U-WIEL-BIAM!!! <3 Jak czytam o górach, to aż mi się śpiewać chce "Góralu, czy ci nie żal…". 😀
    No i jeśli "Parabellum" (które nieustannie kojarzy mi się z parabolami) to "pierwsza" książka, to… aaaa! Chcę już zacząć czytać kolejne. 😀

    • Ja jak czytam o górach to chce mi się, gdzieś iść. Zapewne dlatego, że śpiewać nie potrafię 😀 Dopiero zabieram się za Parabellum, więc trochę to od tyłu, bo inne już czytałam 😉

  • Bardzo zacny wywiad. Mądry : to miłe, gdy młody człowiek nie ma przewrócone w głowie.

    Przemyślane pytanie, fajne odpowiedzi – czego chcieć więcej?

  • „Ciało ludzie zaczyna się rozkładać…” – wielokrotnie powtarzałam, że to mój ulubiony cytat, z pierwszej książki, którą kupiłam za pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze. Eh, Panie Remigiuszu… kiedy czuję, że nic mi się nie chce, na nic nie mam sił, to myślę sobie: „popatrz, jaki zorganizowany, jak sobie radzi, ile osiągnął. Masz tyle samo lat, bierz przykład i nie narzekaj.”

    • P.S. Dziękuję, droga Autorko, za wywiad.

      • Proszę, cieszę się, że się podobał 😉

        • Jak mógłby się nie podobać? Trafiła do Ciebie dzięki Mrozowi. Jakimś cudem Twoja część Internetu mi umknęła, ale już masz we mnie czytelnika.

  • I znowu ten Mróz, naprawdę od jakiegoś czasu mnie prześladuje. Chyba rzeczywiście w końcu muszę zdecydować się na jakąś jego powieść, to znak ;). Zwłaszcza że facet gada do rzeczy :).