Jojo Moyes – Światło w środku nocy (2020)

Z książkami Moyes mamy swoje wzloty i upadki. Zdecydowanie moją faworytką jest Dziewczyna, którą kochałeś lubię też serię z Lou. Przez ostatnią książkę nie umiałam przejść, jak więc było ze Światłem w środku nocy?

Przepadłam totalnie. Ale jak można nie przepaść kiedy historia ma miejsce w górach a tematem przewodnim są książki? Poza tym Moyes porusza wiele tematów, a wszystko to w latach 30. ubiegłego wieku w odległych Stanach. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś zechce zekranizować tę powieść, bo to materiał na świetną produkcję. Historia przypomina mi czasy, kiedy razem z tatą w niedzielę oglądaliśmy westerny, chociaż nie ma w niej nic z westernu to klimat jaki panuje w górskich wioskach, wyższość mężczyzn nad kobietami i posiadanie strzelb przez każdego przywołuje takie wspomnienia. Zacznijmy jednak od początku.

W Kentucky została otwarta biblioteka konna. Prowadzi ją Margary O’Hare, kobieta z zasadami, która niczego się nie boi. Kiedy biblioteka potrzebuje nowych kobiet do pracy, nieoczekiwanie dla swojego męża i teścia, zgłasza się Alice. Angielka, która wyszła za Amerykanina z nadzieją, że będzie wieść piękne i dostane życie u boku ukochanego. Prawda okazuje się zgoła inna. Mieszkanie z teściem też nie należy do przyjemnych. Mąż wydaje się, że nie zwraca na nią uwagi a teść przy każdej okazji dopomina się o wnuki. Alice zaczyna mieć dość. Między kobietami rodzi się powoli przyjaźń a właścicielem stodoły, w której mieści się biblioteka okazuje się Fred, który intryguje kobietę. Margary i Alice oraz inne kobiety dostarczając książki do najdalszych zakątków gór są narażone na niebezpieczeństwo, ale przy okazji też poznają wiele rodzin i starają im się pomóc. Prowadzenie biblioteki nie podoba się mężczyznom oraz teściowi Alice i postanawiają przyczynić się do jej zamknięcia. Wszystko to z równoczesną walką o kopalnię. Nie sposób w kilku zdaniach opowiedzieć o nowej książce Moyes nie zdradzając za wiele. Musicie sami odkryć tę historię, a gwarantuję, że warto. Jeśli poprzednie książki autorki Wam się podobały, a nawet jeśli mieliście z nią małe niepowodzenia jak ja, to Światło w środku nocy powinno Wam się spodobać. To historia wielowymiarowa i wielowątkowa, jednak poprowadzona w taki sposób, że trudno się od niej oderwać. A po lekturze żałujemy, że miała tylko 540 stron 😉

-Czasami myślę, że kochasz te góry równie mocno jak ja.

Alice kopnęła obcasem jakiś kamyk.

-Może nawet lubię je bardziej niż wszystkie inne miejsca na ziemi. Tam czuję się po prostu… bardziej sobą.

Moyes w swojej opowieści porusza problemy rasizmu, walki kobiet o swoje prawa i znaczenia edukacji w życiu każdego. Opowiada też o miłości i wyboistej drodze, która czasem do niej prowadzi. O segregacji rasowej, homofobii i trudnym życiu w górach, które przyczynia się do wielu wykluczeń społecznych. I chociaż akcja dzieje się w latach 30. ubiegłego wieku to tak naprawdę wiele tematów nadal jest aktualnych. Na zakończenie czytamy, że konna biblioteka faktycznie działała przez wiele lat i to ona stała się inspiracją dla stworzenia tej historii. Cóż, ja niecierpliwie czekam aż ktoś zdecyduje się kupić prawa do jej ekranizacji, a Wam polecam lekturę i po cichu zazdroszczę, że macie ją przed sobą! 😉 Moyes pisze bardzo obrazowo i drobiazgowo, skupia się na opisach i detalach. Niektórym może to przeszkadzać, niemniej dla mnie to nie był żaden problem. Historia lekko napisana, z poczucie humoru, mimo ważnych tematów z silnymi kobiecymi postaciami. Taka jest najnowsza książka Jojo Moyes.

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE