Do Latawca z betonu podchodziłam dwa razy i cieszę się, że dałam mu jeszcze jedną szansę. To ciekawa historia, która pokazuje wiele zmian społeczno-gospodarczych na tle różnych historii.

Zgodnie z definicją zamieszoną na Wikipedii, Falowiec to typ budynku mieszkalnego, którego bryła i układ balkonów przypominają falę, a wejścia do mieszkań usytuowane są na galeriach (z wyjątkiem falowców poznańskich, gdzie wejścia do mieszkań znajdują się na klatkach schodowych), połączonych ze sobą klatkami schodowymi. Ten typ występuje w Polsce i we Włoszech. Właśnie gdański falowiec stał się bohaterem historii Latawca z betonu. Po budynku oprowadza nas inżynier, który zaprojektował swoje dzieło życia. Przemieszczając się z klatki do klatki odbywamy także swego rodzaju podróż w czasie. To tutaj, w falowcu, który składa się z ponad tysiąca mieszkań przeplatają się różne czasy, a w każdym z nich poznajemy innych ludzi i ich spojrzenie na budynek. Często są to gorzkie i rozczarowujące słowa, które pokazują, że to co autor uważał za dzieło życia mieszkańcy uważają za kompletne nieporozumienie i budowlę utrudniającą im normalne życie. Inni uważają wprost przeciwnie.

– Nie mów tak. Stworzyłeś wielkie dzieło. Zapisałeś poemat w betonie. Zanuciłeś w nim pieśń o szesnastu zwrotkach (…) Piękny, biały, czysty modernizm. Porzucona wśród trawy rzeźba.

Wizyty inżyniera u różnych lokatorów stają się także dla niego próbą rozliczenia się z własną przeszłością, ojcostwem i podejmowanymi decyzjami. Podróż po falowcu jest niejako wyprawą wgłąb samego siebie, poszukiwaniem odpowiedzi na nurtujące pytania i próbą zrozumienia swojego życia.

Jestem odpowiedzialny za wszystko co tu się dzieje: za włamania, samobójstwa, alkoholizm, alienację, lęk. Myślałem, że tworzę wielkie dzieło, idealną maszynę do mieszkania, a jak doktor Frankenstein stworzyłem monstrum.

Latawiec z betonu to także duża dawka historii. Autorka sprawnie przemyca wydarzenia znane nam z przeszłości, pokazuje zmiany jakie zaszły w polskim społeczeństwie, zarówno te społeczno-gospodarcze, jak i mentalne. Jakiś czas temu pisałam o Windzie Magdaleny Knedler. Czytając Latawca z betonu przypomniała mi się ta historia. Tam osią dla opowiadanej historii stała się tytułowa winda, w przypadku Latawca mamy do czynienia z całym budynkiem, który żyje, skrywa wiele tajemnic, ale też tragedii. Warto wspomnieć też Dom tęsknot Piotra Adamczyka o którym pisałam, że jakby się nad tym głębiej zastanowić za ścianą każdego domu skrywają się sekrety i tajemnice szczelnie ukrywane przed światem. Tęsknoty, niespełnione marzenia, rozczarowania, choroby psychiczne, depresje, alkohol, przemoc… Każdy boryka się ze swoją codziennością nie raz trudną i bolesną. Podobnie jak bohaterowie gdańskiego falowca. Z tą różnicą, że ze wszystkimi problemami na przełomie kilkudziesięciu lat mierzy się jeden inżynier.

Książka Moniki Milewskiej to trochę karykaturalna opowieść o Polsce i Polakach, jednak bardzo trafna. Autorka otwarcie wytyka nasze wady, jednak robi to z dystansem. Sama historia inżyniera, który stworzył falowiec jest dosyć smutna. Mamy przed sobą mężczyznę, który tworząc dzieło życia zaniedbał rodzinę, zmuszony jest służbom donosić na współpracowników a wizyty u sąsiadów sprawiają, że pogłębia się jego samotność i wyobcowanie. Latawiec z betonu to ciekawa propozycja dla osób lubiących niejednoznaczne opowieści, które zaskakują pomysłowością i trafnością spostrzeżeń.