Pierwszy bandzior autorstwa Mirandy July to pierwsza książka, która ukazuje się w Polsce. Tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać, a dostałam coś co zupełnie mnie zaskoczyło, zdezorientowało i pokazało, że nieco absurdalne historie mają niezwykłą moc, jeśli są dobrze napisane.

Miarnda July od samego początku bawi się z czytelnikiem. Już dosyć przewrotny tytuł może wprowadzić nas w błąd sugerując jakąś historię z gatunku typów spod ciemnej gwiazdy, czy też utrzymaną w kryminalnym klimacie. Z kolei sam początek przypomina wstęp do romansu, czy też opowieści o niespełnionej miłości. Tymczasem autorka idzie o wiele dalej, bawi się formą i gatunkiem tworząc swego rodzaju hybrydę, która zadziwia, wciąga i nie pozwala odłożyć Pierwszego bandziora aż do ostatniej strony, a to co na niej znajdziemy zaskakuje chyba najbardziej. Dawno nie czytałam tak przewrotnej historii, w której zagłębianie się przynosiło wiele satysfakcji, ale też mocno zastanawiało, czasem drażniło, a czasem wprawiało w osłupienie.

Cheryl, główna bohaterka, to kobieta po czterdziestce. Wydawać by się mogło, że kobieta jakich wiele. Jednak Cheryl nie chce żyć tak jak wszyscy, chce kochać i być kochaną, ale chce to robić zupełnie po swojemu, uciekając od schematów i sztywnych ram konwenansów. Pozwala sobie na życie, w którym przesuwane są granice, które być może w ogóle nie istnieją, a są jedynie wymysłem naszej wyobraźni. W świecie bohaterki prawdziwe życie miesza się z tym, które staje się projekcją w jej umyśle. Późniejsze przełożenie tego na jej postępowanie wywołuje różne skutki, a sama Cheryl nie do końca się w tym odnajduje. Być może brzmi to dosyć enigmatycznie, ale celowo nie chcę Wam nic zdradzić w kwestii fabuły. To po prostu trzeba samemu przeczytać, odkryć i poukładać po swojemu. Pierwszego bandziora zapewne można traktować jako swego rodzaju opowieść o samotności i wyobcowaniu, można podejść do niego jak do groteskowej historii pokazującej na ile pewne przyjęte zasady w danym środowisku rzutują na nasze życie. Z drugiej strony może to być podszyty feminizmem manifest kobiecości o prawie do kochania i akceptacji. Trudno jednoznacznie zdefiniować Pierwszego bandziora i zapewne wywoła on wiele różnych, a czasami skrajnych emocji.

Wraz z zagłębianiem się w historię opowiadaną przez July sama przesuwałam swoje granice otwartości na absurd i przerysowanie. A tego tutaj nie brakuje. Autorka nie ma żadnych zahamowań, brnie w dziwne, czasami nieprawdopodobne wydarzenia, które zebrane w jedną opowieść potrafią zaskoczyć. Po świetnej Legendzie o samobójstwie Wydawnictwo Pauza znowu zapunktowało na rynku wydawniczym mocną i wartościową książką. Pierwszego bandziora chciałam odłożyć wiele razy, ta historia gryzła się ze mną i książkami po które sięgam, coś mi w niej nie pasowało, ale równocześnie chciałam ją skończyć i dać się zaskoczyć autorce, nadal nie dowierzać, przecierać oczy ze zdumienia. Może w czytaniu też o to chodzi, aby czasami wyjść poza swoją strefę komfortu?