Muszę przyznać, że mało, która saga potrafi mnie na tyle przyciągnąć, aby po kilku tomach nie zrezygnowała z dalszego czytania. Dzisiaj premierę ma 8 tom Stacji Jagodno i cóż… już czekam na kolejny!

Hubert, fotograf z problemami rodzinnymi, przyjeżdża do Jagodna, by uwiecznić dworek na zdjęciach. Jego wizyta staje się impulsem się stworzenia portretów kobiet a przy tej okazji wychodzą tajemnice okrywane przez Zofię, matkę Kasi. Tamara będąc w ciąży staje się nieznośna, jednak wszyscy chcą jej dobra. Nad wszystkim czuwa babcia Róża, jednak i ona wymaga opieki. I mogłabym Wam jeszcze coś więcej zdradzić, ale najlepiej będzie, jeśli kolejny raz sami wybierzecie się do Jagona.

Każda książka z tej serii ma jedną zasadniczą wadę. Jest za krótka! Kto to widział, aby człowiek wygodnie rozsiadł się z książką, przywitał się z bohaterami, za którymi zdążył zatęsknić i spędził z nimi tylko jeden wieczór? Są książki, które mimo tego, że nie zawierają skomplikowanych historii, mają w sobie coś magnetycznego, co sprawia, że chętnie do nich wracamy. Tak jest z serią Stacji Jagodno. Za każdym razem, każda z kolejnych części jest jak powrót do znanych nam okolic, odwiedziny u bohaterów, wspólne przezywanie radości i bólu. Karolina Wilczyńska tworzy piękny, rodzinny i ciepły klimat i może, dlatego tak chętnie wracam do Jagodna. Bo to historie bliskie naszemu sercu, historie jakich czasami sami doświadczamy lub jakich doświadczają nasi bliscy. To opowieść o życiu, na które nie patrzymy przez różowe okulary, niestylizowane na idealne i wyjęte niczym opowieści z kolorowych pism. Autorce udało się stworzyć historię rodziny, która staje się bliska czytelnikowi. Ujmuje prostotą, łagodnością i subtelnością. Czasami człowiek potrzebuje właśnie takich ciepłych historii, chociaż i tym razem życie nie oszczędza bohaterów, a świat nie jest wyłącznie czarny lub biały.