Postanowiłam opisać takie silne i różnorodne postaci, ponieważ złości mnie wkładanie kobiet w szufladki – wywiad z Patrycją Mnich

Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z Patrycją Mnich, autorką książki Hej, dziewczyno!

Skąd pomysł na Hej, dziewczyno! Usiadłaś i zaczęłaś pisać, czy raczej był to dłuższy proces, który rodził się w głowie?

To był zdecydowanie dłuższy proces. Zaczęło się od tego, że mój kolega reżyser poprosił mnie o napisanie dla niego scenariusza do filmu o rodzinie. Ale zamiast tego powstała książka o rodzinie, w której są same kobiety.  Zaciekawiło mnie, co stanie się, kiedy zanurzę się w taki świat i taką rodzinę. Moje bohaterki są mocnymi postaciami, a najmocniejsza z nich jest nestorka rodu, ekscentryczna rzeźbiarka Zoya Zaborska. Zaborskie mieszkają w kamienicy na krakowskim Kazimierzu. Potem do mojej rodziny Zaborskich dodałam postaci kobiet, które są postaciami historycznymi, które podziwiam i które mnie fascynują: malarkę Zofię Stryjeńską, rzeźbiarkę Alinę Szapocznikow i szpiega Krystynę Skarbek. W mojej książce są one przyjaciółkami Zoi Zaborskiej, co oczywiście jest fikcją literacką. Dzięki temu jednak mogłam przemycić tak niesamowite kobiety do mojej książki.

Ile zajęło Ci napisanie tej książki? Miałaś momenty zwątpienia?

Pisałam ją w sumie chyba dwa lata, ale to nie było tak, że niczym innym się nie zajmowałam. Zawodowo zajmuję się pisaniem, jestem scenarzystką, więc kiedy powstawała książka, jednocześnie pisałam scenariusze do seriali, a także scenariusz do filmu fabularnego o Kalinie Jędrusik, robiłam adaptacje tekstów do teatru. Dlatego też nie dopadały mnie chwile zwątpienia, bo kiedy nie miałam pomysłu na ciąg dalszy książki, zajmowałam się na przykład scenariuszem do filmu. Mnie to bardzo dobrze robi, kiedy piszę kilka rzeczy na raz, właściwie nie umiem skupić się tylko na jednym tekście.

Który etap pracy nad książką uważasz za najtrudniejszy?

Paradoksalnie dla mnie najtrudniejsze jest konstruowanie fabuły. Paradoksalnie, bo jestem scenarzystką i kiedy piszę scenariusze nie mam z tym problemu, jestem do tego zadania dobrze przygotowana. Ale w książkach po prostu sama jako czytelniczka szukam czegoś innego niż historyjka, opowieść i zwroty akcji. Szukam czegoś wolniejszego, głębszego. Dlatego wymyślanie fabuły na którą będę mogła na nizać to, co naprawdę mnie interesuje, jest dla mnie frustrujące. Bo ja lubię „nudne” książki, w których można zanurzyć się w ludzką psychikę, posmakować słów i emocji, spojrzeć na półcienie. Lubię też książki, które miksują gatunki, na przykład są po części fabułą, a po części esejem. W moją książkę wpisany jest krótki esej o kobietach. Zawsze chciałam coś takiego zrobić.

Co Cię inspiruje do pisania, skąd czerpiesz motywację?

Z życia codziennego, z ulicy, z podsłuchanych rozmów. Bardzo to lubię i cieszę się jak dziecko, kiedy usłyszę jakiś cudowny dialog na ulicy czy w sklepie. Zapisuję go zaraz. Mam taki notatnik w komputerze zapełniony podsłuchanymi drobiazgami i perełkami, które czekają aż je do czegoś wykorzystam.

Fot. Monika Śląska

Masz jakieś zasady swoją rutynę, gdy piszesz tj. określona ilość stron do napisania w dany dzień, zrobione szkice do każdego rozdziału itp. czy raczej nie robisz sobie żadnych założeń?

Każdy dzień pracy jest trochę inny, ale niemal codziennie „idę do pracy”, czyli pokoju w którym piszę i siedzę tam przez kilka godzin. W przypadku tej książki najpierw zrobiłam treatment, wiedziałam więc mniej więcej jaki ma być przebieg historii, czyli zachowałam się jak scenarzysta, który zaczyna pisać scenariusz filmu. W fachu scenarzystów jedną z ważnych zasad jest to, żeby nie zaczynać pisać scenariusza dopóki nie wiesz, jak ma się on skończyć. W przypadku prozy oczywiście bywa różnie, jednak pracując nad „Hej, dziewczyno!” chciałam wiedzieć od początku do czego zmierzam. I od początku wiedziałam, że chcę zostawić czytelniczki z poczuciem mocy. Taki rodzaj girl power. Fabuła w „Hej, dziewczyno!” jest pretekstowa, najważniejsze są postaci, portrety kobiet, dziewczyn, dziewczynek. Czasem pisałam kilka stron z końca książki, innym razem z początku. W scenariuszach bardzo ważna jest akcja, konstrukcja, w prozie skupiam się na postaciach, chcę im poświęcić swoją uwagę, czule się im przyglądać. Kilka razy wydawało mi się, że skończyłam pracę nad tą książką, a potem nagle dopadała mnie jakaś myśl, zdanie i dopisywałam gdzieś w środku książki fragment, bo chciałam coś jeszcze powiedzieć o którejś z bohaterek. Musiałam więc sama sobie pewnego dnia powiedzieć – to koniec, już to napisałaś. Zostaw te Zaborskie i ten tekst w spokoju, dziewczyno!

Skąd pomysł na bycie pisarką? Czy mała Patrycja już o tym marzyła, czy raczej to była decyzja, do której dojrzewałaś?

No tak, moja historia jest banalna. Zawsze wiedziałam, że chcę pisać. Pisałam pamiętniki, opowiadania, a zanim w ogóle poznałam alfabet zmyślałam różne historie i bardzo dużo mówiłam. Miałam trzech wymyślonych kumpli, Glida, Steda i Andela, i przeżywaliśmy różne niesamowite przygody. Byłam dzieckiem, które wiecznie paplało, a potem nastolatką, która codziennie coś tam sobie pisała. Dla mnie to było jakoś oczywiste od zawsze. I faktycznie żyję z pisania od samego początku, nie zajmowałam się nigdy niczym innym zawodowo, zawsze słowem.

W Twojej książce bohaterkami są kobiety, z których każda ma swój charakter i mówić przysłowiowo nie da sobie w kaszę dmuchać. Wzorowałaś się na kimś z swojego otoczenia tworząc te postaci?

Tak. Mam to szczęście, że przyjaźnię się i koleżankuję z wieloma świetnymi kobietami. Każda z nich to jest osobny fascynujący kosmos i to one mnie inspirowały. Postanowiłam opisać takie silne i różnorodne postaci, ponieważ złości mnie wkładanie kobiet w szufladki. Patrzę na te moje koleżanki i przyjaciółki, niebanalne babki, i myślę sobie, jakie do licha szuflady? One się do żadnych szuflad nie mieszczą!

Z którą z nich najbardziej się utożsamiasz?

Z Łucją, która jest niepokorna i krnąbrna, wydaje się zbyt pewna siebie i irytuje tym otoczenie, a w środku jest krucha i łagodna. Jej bunt wynika z niepohamowanej potrzeby wolności. A kiedy się zestarzeję to chciałabym być taka jak jej babcia Zoya Zaborska, uznana rzeźbiarka, silna i niepokorna, która kumplowała się, łobuzowała i piła wódkę ze swoimi przyjaciółkami: Zochą Stryjeńską i Haliną Szapocznikow (to oczywiście zmyśliłam).

Fot. Paweł Topolski

Gdyby Hej, dziewczyno! miało trafić do kin, kogo widzisz w roli swoich bohaterek?

Ooo, jakie fajne pytanie! Hm…

Zoya Zaborska – Małgorzata Hajewska-Krzystofik

Łucja – Agnieszka Kościelniak

Kamila – Barbara Kurzaj

Matylda – Marta Nieradkiewicz

Malina – córka przyjaciela mojego męża, Tolcia Grupa, cudowna dziewczynka.

Teraz, kiedy już „skompletowałam” tę obsadę to pomyślałam, że to by było coś, zobaczyć te wszystkie świetne aktorki razem! Wiem nawet kto byłby moją wymarzoną reżyserką tego filmu, Kasia Klimkiewicz, która właśnie w tej chwili reżyseruje nasz film fabularny o Kalinie Jędrusik.

Pracujesz już nad kolejną książką? Jeśli tak to możesz zdradzić co to będzie tym razem?

Tak, zaczęłam pracować nad tekstem o pewnym pięknym utopijnym świecie. Po katastrofie ekologicznej, garstka ocalonych znajduje schronienie na rajskiej wyspie i tam pracują nad odbudowaniem świata, ale nie takiego, jaki był, ale takiego, by był lepszym miejscem. Bohaterami są ludzie z różnych zakątków świata i zwierzęta, a główną bohaterką jest młoda kobieta, Polka. To ma być piękna utopia, fantazja o świecie jaki chciałabym, żeby był. Tekst to nie wszystko, o zrobienie zdjęć do zilustrowania tej historii poprosiłam moją koleżankę, która jest fotografem, obywatelką świata i która teraz mieszka w Meksyku. Już przystąpiła do działania, zdjęcia mają pokazywać jak piękny bywa nasz świat. Będą bardzo ważną, równoprawną częścią tej opowieści.

Mam też ukończony zbiór opowiadań pod tytułem „Trip report”, które napisałam w okresie wczesnej dorosłości, kiedy to trzeba ulepić siebie, a także odnaleźć się jakoś w świecie, w tym, co dokoła. Obserwowałam zmagania moich przyjaciół i mnie samej. Przede wszystkim poszukiwanie miłości, ale też sensu, bezpieczeństwa i poczucia celu w życiu. O tym właśnie, o tych obserwacjach i zmaganiach, są te opowiadania. Lubię moich bohaterów i bardzo im kibicuję. Mam nadzieję, że ładnie wydorośleli i sobie poradzili.  Jestem miłośniczką łączenia tekstu z obrazem, dlatego poprosiłam cudowną graficzkę Justynę Peller-Szałańską o zilustrowanie tych opowiadań. Powstały świetne grafiki i projekt okładki. Nie mogę się na nie napatrzeć, są mocne, zadziorne. Justyna jest bardzo utalentowaną, świetną kobietą i cieszę się, że się zgodziła na tę współpracę. Planujemy wydać tę książkę znowu wspólnie z wydawnictwem Mariki Krajniewskiej Papierowy Motyl, bo bardzo dobrze nam się współpracuje.

I na koniec standardowo chciałam zapytać o książkę, która ostatnio zrobiła na Tobie ogromne wrażenie i którą możesz polecić moim czytelnikom 😉

Ostatnio czytam mniej literatury pięknej, więcej innych gatunków. Jestem fanką Yuvala Noaha Harariiego, jego książki naprawdę zrobiły na mnie niezwykłe wrażenie i to, jak opowiada o współczesnym świecie. A jeżeli chodzi o literaturę piękną, jestem miłośniczką nigeryjskich pisarek i bardzo spodobała mi się książka „Zostań ze mną” 31-letniej pisarki Ayobami Adebayo, która gościła na tegorocznym festiwalu Big Book Festiwal. Wczoraj kupiłam piękną i ciekawą książkę wydawnictwa Kultura Gniewu „Opowieści z głębi miasta”. To piękne poetyckie teksty o relacji człowieka ze zwierzętami, połączone z wspaniałymi ilustracjami, autorem obu jest Shaun Tan. Jestem zachwycona tą książką, oglądam ją sobie bez przerwy i czytam po kawałeczku. No i wącham.

Dzięki za poświęcony czas, Marta

Dziękuję bardzo za ciekawe pytania i możliwość rozmowy. Serdeczności!

Marta Mrowiec

Gdyby nie książki zapewne więcej pisałaby o muzyce, gdyby nie muzyka więcej pisałaby o książkach. Dwa światy, które wypełniają moje życie. Świat dźwięków, o których szerzej wypowiadam się na jednej ze stron muzycznych oraz świat kreowany za pomocą słowa, o którym wypowiadam się tutaj.

Ostatnio opublikoWANE