Strona głównaBrak kategoriiAnn Patchett, Belcanto (2022)

Ostatnio opublikowane

Ann Patchett, Belcanto (2022)

Belcanto to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Ann Patchett i muszę przyznać, że kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Opis mnie zaintrygował sugerując, że to będzie powieść, w której wiele się wydarzy, jednak ostatecznie dostaliśmy nieco melancholijną historię, w której można się zaczytać.

Muszę na wstępie wspomnieć o wydaniu i okładce. W ogóle jestem fanką nowych wydań książek Patchett zaczynając od Domu Holendrów, przez Stan zdumienia aż po omawiane Belcanto. Świetne! I o ile dwie wcześniej wspomniane powieści są dopiero przede mną, tak Belcanto na pewno trafi na listę ulubionych lektur tego roku. Pochłonął mnie totalnie powolny klimat tej opowieści, jej niespieszność, przerysowanie i pewnego rodzaju czułość. Do tego stopnia zaczarowała mnie Patchett, że już kupiłam dwie inne jej książki.

Nic nie wskazywało na to, że tak zakończy się ten koncert. Roxanne Coss została zaproszona na przyjęcie urodzinowe pana Hosokawy. Jako słynna śpiewaczka miała uświetnić tę imprezę swoim występem. Gdy w pewnym momencie gasną światła wszyscy są przekonani, że to część przedstawienia. Jej akompaniator wykorzystuje sytuacje i szybko całuje śpiewaczkę. Szybko okazuje się, że do pomieszczenia wtargnęła grupa uzbrojonych osób, a wszyscy uczestnicy przyjęcia stali się ich zakładnikami. Okazuje się też, że to co na pierwszy rzut oka wydawało się niebezpieczne, po oswojeniu da się tolerować, a nawet w pewnym sensie pozwala angażować się w życie w nowej rzeczywistości.

Belcanto to przedziwna i zaskakująca powieść. Patrząc na opis fabuły moglibyśmy się spodziewać trzymającej w napięciu, pełnej akcji powieści. I owszem historia trzyma w napięciu, ale kładąc nacisk na zupełnie inne elementy niż mogłoby nam się wydawać. W tym wszystkim jest magnetyzująca i hipnotyzująca. Patchett potrafi malować słowem piękne obrazy opowiadając czasem o niezbyt pięknych rzeczach. Jestem nią zauroczona! Dawno nie spowalniałam lektury tylko po to, by jak najdłużej pozostać z bohaterami w ich świecie.

Belcanto to opowieść o rodzących się uczuciach i pierwszych relacjach. Historia o tym, że czasami, aby się porozumieć niepotrzebne są słowa. Że najpiękniejsze gesty to te, które nie wymagają potwierdzeń w ułożonych zdaniach. To trochę przerysowana i absurdalna historia o przywiązaniu do swoich oprawców i o samych oprawcach, którzy do końca sami nie wiedzą czego chcą, ale w tym wszystkim nie chcą nikogo skrzywdzić. W dodatku nieco przewrotne zakończenie może czytelnika albo rozczarować albo totalnie zaskoczyć, i ja zdecydowanie jestem w tej drugiej grupie. Niespieszna opowieść, mimo że dużo się w niej dzieje. O kochaniu, potrzebie bliskości, odnajdywaniu własnych pragnień i o tym, że czasem w najtrudniejszych sytuacjach może żyć nam się najłatwiej.

Marta Mrowiec
Marta Mrowiec
Czyta, pisze, biega, chodzi po górach, ogląda mecze i słucha rapu. Nietypowo typowa kobieta.

Komentarze

Najczęściej czytane