Jesień powoli rozgościła się na świecie. Jest piękna i kolorowa, ale bywa też deszczowa i zimna. Z każdym dniem zbliżamy się także do zimy. Wtedy to dni stają się krótsze, ale za to długie wieczory możemy urozmaicać sobie lekturami. Przed Wami idealne książki na jesienne wieczory i te mniej idealne, ale równie dobre!

Książki na jesienne wieczory

Pewnie zastanawiacie się co rozumie przez określenie „Książki na jesienne wieczory”. Otóż rozumiem takie historie, które nas rozgrzeją, napełnia nadzieją, otulą niczym koc i sprawią, że będziemy się uśmiechać. Co zatem skrywają w sobie lektury nieidealne, które jednak świetnie czyta się w długie wieczory? Grozę, mrok, gęsty klimat, lęk i smutek. Jak widać również książki mają swoje oblicza, nie tylko pory roku.

Miłość, ach miłość!

Nic nie poradzę na to, ale czasami lubię te wszystkie miłosne historie, czasem mniej lub bardziej różowo-landrynkowe, takie tworzące iluzję idealnych par, happy endów i tego, że wszystko się może wydarzyć. Bo wiecie co? Faktycznie może! 😉 Zazwyczaj po ciężkim dniu czytam takie pokrzepiające historie o miłości, przyjaźni, o dobrych ludziach. Czyż jesień nie jest idealną porą właśnie na takie książki? Zobaczcie co dla Was wybrałam.

Natalia Sońska, Cała przyjemność po mojej stronie

To słodko-gorzka historia o nowych początkach, które często są trudne ze względu na doświadczenia z przeszłości. Słodka także ze względu na zawód bohaterki i proponowane przez nią wypieki. To także opowieść o skomplikowanych relacjach z rodzicami, wyborach, które są nieodłączną częścią naszego życia i miłości w wielu odcieniach.

Agata Przybyłek, Bądź przy mnie zawsze

Bądź przy mnie zawsze to klimatyczna, kobieca opowieść o miłości, dążeniu do szczęścia i towarzyszących temu obawach. To jedna z tych historii, które owiane tajemnicą przenoszą nas w inny świat i pozwalają w ciszy i zadumie przeżywać wydarzenia razem z bohaterami. Jestem pozytywnie zaskoczona. Młoda autorka pokazuje, że coraz pewniej stąpa po rynku wydawniczym i potrafi tworzyć piękne historie.

Miłość ma wiele odcieni

Miłość to nie zawsze szczęśliwe zakończenia i motylki w brzuchu. Czasem to trudne wybory, rozczarowania i smutek. I takie książki też często wybieram, ale o pewnych rzeczach dowiaduję się dopiero w trakcie lektury. Książki na jesienne wieczory mogą być nostalgiczne, sentymentalne, czasami trochę smutne. Dwie moje propozycje, które na pewno warto przeczytać.

Magdalena Knedler, Twarz Grety di Biase

Bohaterowie u Knedler nie są papierowi i jednowymiarowi, to postaci, które można polubić, ale z drugiej strony potrafią nas irytować. Podejmowane przez nie decyzje kłócą się czasami z naszymi wyobrażeniami, dlatego właśnie Twarz Grety di Biase wzbudza tak wiele emocji. Warto również wspomnieć, że najnowsza książka autorki to niejako hołd w stronę sztuki i kultury. Po raz kolejny udowadnia, że pisząc można edukować, jednak robi to umiejętnie i nienachalnie. Wplecione wstawki dotyczące malarstwa tylko wzbogacają tę opowieść i dodają jej klimatu. W skrócie można powiedzieć, że Magdalena Knedler kolejny raz uwodzi czytelnika swoją historią. Zabiera go w świat sztuki i pokazuje, że czasami przypadkowa wymiana poglądów może przerodzić się w głęboką relację. Twarz Grety di Biase to przesiąknięta emocjami opowieść o dwójce zagubionych osób, których połączyła pasja i miłość do malarstwa. Sensualna i poruszająca, a przy tym nieoczywista i nieprzewidywalna historia, którą warto poznać!

Piotr Adamczyk, Ferma blond

Ferma blond to fascynująca historia rodziny, miłości, namiętności, nienawiści. I chociaż sama opowieść jest niezwykle poruszająca to tak naprawdę najbardziej ujmuje sposób w jaki autor opowiada o wydarzeniach i emocjach. Piękne, plastyczne opisy, detale, które stają się istotne i które dopełniają każdą część fabuły. Uwielbiam pióro Piotra Adamczyka, jego postrzeganie rzeczywistości, bystre oko i subtelność w opowiadaniu o życiu. Ferma blond to kolejny przykład na wrażliwość autora. Ferma blond to jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że to jedna z lepszych książek jakie czytałam w życiu. To jedna z tych historii, do której na pewno jeszcze wrócę. Ujmująca, pozostająca na długo w głowie, pięknie napisana, a to tylko niektóre stwierdzenia, które można o niej powiedzieć.

Wyruszmy w podróż!

Książkowe podróże i te palcem po mapie to nie to samo, co podróżowanie po świecie, ale czasem można odbyć właśnie taką podróż siedząc z kubkiem herbaty pod kocem. Proponuję Wam dziką dżunglę i niezwykłą podróż pociągiem. To dwie książki na jesienne wieczory, po których zapragniecie wyruszyć w podróż. Taką, która upłynie pod znakiem przygody i niebezpieczeństwa, ale też taką wgłąb siebie.

Douglas Preston – Zaginione Miasto Boga Małp

Zaginione Miasto Boga Małp to opowieść o wytrwałości, marzeniach i pasji. To także opowieść o chęci poznawania i eksploatowania nowych miejsc. To wreszcie historia kilku śmiałków, którzy odważyli się postawić kilka kroków więcej niż ich poprzednicy na nowym, niezbadanym terenie, który owiany jest pewnego rodzaju tajemnicą, i który wpisuje się w wierzenia i legendy. Niezwykła opowieść opowiedziana z perspektywy jednego z uczestników.

Pascal Mercier, Nocny pociąg do Lizbony

Dawno nie czytałam tak długo książki. Nie dla tego, że miałam z nią problemy. Wręcz przeciwnie. Po prostu czasem trafiamy na takie książki, które wymagają czasu, skupienia, naszej pełnej uwagi. Książki, które czytamy wolno, wracamy do fragmentów, zapisujemy zdania, rozmyślamy. Nocny pociąg do Lizbony jest właśnie taką książką. Angażującą, nie dającą o sobie zapomnieć, wiercąc dziurę w brzuchu. A to tego pięknie napisaną. Autor od pierwszych stron uwodzi słowem. Bohater wraz z poznawaniem Amadeu de Prado Gregorius lepiej poznaje także siebie. Otwiera się na nowe doświadczenia, poznaje swoje reakcje w różnych sytuacjach. To swoiste odkrywanie życia i swojego celu, podróż wgłąb własnych słabości, rozterek.

Śmiech to zdrowie!

Lubię się śmiać. Tak po prostu. Nie martwią mnie zmarszczki mimiczne, ani inne dziwne rzeczy. Śmiech jest fajny sam w sobie, potrafi rozładować napiętą atmosferę, stwarza dystans a do tego poprawia nasze samopoczucie. Lubię książki, którym udaje się mnie rozbawić. Tak więc książki na jesienne wieczory powinny także bawić i rozweselać zwłaszcza w deszczowe i pochmurne dni. Wybrałam dla Was dwie propozycje, przy których naprawdę dobrze się bawiłam 😉

Aleksander Rogoziński, Jak cię zabić kochanie?

Gdybym miała wybrać to Jak cię zabić, kochanie? jest moją ulubioną książką Aleksandra Rogozińskiego. Bawiłam się przednio podczas lektury. Jak zwykle znajdziemy tutaj mnóstwo smaczków i odwołań do popkultury, które również nas rozbawią. Lekkie pióro, świetnie skonstruowana intryga i mnóstwo zabawy to czeka na nas podczas zagłębiania się w najnowszą książkę autora. Rogoziński pokazuje, że komedia kryminalna w jego wydaniu osiąga co raz wyższy poziom. Jeśli dwie poprzednie książki Wam się podobały to na pewno najnowsza was nie rozczaruje.

Marika Krajniewska, Och! Elvis!

Och, Elvis! to zaskakująca i nieoczywista historia o tym, co w życiu istotne. Autorka pokazuje, że starzeje się tylko ciało, a duch może pozostać młody, jeśli tylko tego będziemy chcieć. Pokazuje też, że o prawdziwą przyjaźń trzeba dbać i ją pielęgnować, by trwała nawet przez całe życie. Najnowsza książka Mariki Krajniewskiej to zabawna aczkolwiek nieco refleksyjna opowieść o życiu i różnych jego odcieniach. Autorce udaje się zaskoczyć czytelnika, co bardzo cenię w takich historiach, które nie toczą się utartym schematem. To jedna z tych opowieści, która potrafi wzruszyć, a z drugiej strony rozbawić do łez a sam jej finał wprawia w osłupienie. Cieszę się, że autorka zapowiedziała, iż to nie koniec losów przyjaciółek. polubiłam te szalone staruszki, które na przekór mijających lat nadal korzystają z życia.

Czasem jednak potrzeba łez…

Wieczory bywają nostalgiczne i refleksyjne. Nic więc dziwnego, że książki na jesienne wieczory to też takie, które wywołują emocje i łzy. Wybrałam trzy książki, które doprowadziły mnie do płaczu. I nie mówię tutaj o kilku łzach. Siedziałam i ryczałam jak bóbr. Serio. Teraz, kiedy miałam pośredni kontakt z chorobą nowotworową i praktycznie przez rok oglądałam ją z bliska, płakałabym jeszcze mocniej. To historie, które dzieją się każdego dnia, obok nas, w naszych rodzinach lub w rodzinach kogoś kogo znamy. Potrzebuję takich książek, chociażby dlatego, aby docenić zdrowie. Poniżej właśnie te książki, które poturbowały mnie emocjonalnie.

Natasza Socha, Apteka marzeń

Apteka marzeń to lekcja pokory.  Mam wrażenie, że każde słowa tutaj to za mało. Książkę Nataszy Sochy trzeba po prostu przeczytać, przemyśleć i przeżyć. Być może ta historia tak bardzo mnie poruszyła ze względu na kilka wydarzeń z mojego życia, które związane były z tą chorobą. Jestem świadoma, że wiele z naszych życiowych doświadczeń może wpływać na odbiór danej historii. Być może historia Oli porusza także dlatego, że wydarzyła się naprawdę.

Nie martwcie się jednak. Oprócz tego, że wyciska ona z oczu łzy wywołuje także uśmiech. Autorka delikatnie przemyca humor w opowiedzianej historii, który sprawia, że i tak duży ładunek emocjonalny nieco zostaje zbilansowany. Poruszająca opowieść o chęci życia, o nierównej walce i o tym, że czasami można przegrać. Tak po prostu.

Raz jeden w życiu przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy. Raz jeden.

Agnieszka Lis, Karuzela

Karuzela to mądra i wzruszająca historia, która zmusza do zatrzymania, przewartościowania pewnych spraw i spojrzenia na swoje życie. Agnieszka Lis napisała książkę, która na długo pozostaje w czytelniku. Od samego początku kibicujemy Renacie i jej rodzinie. Walka z nowotworem jest trudna i wymagająca i do samego końca nie wiemy, jaki będzie jej wynik… Życie jest cudem i chociaż brzmi to nieco patetycznie, lecz trywialnie czasami o tym zapominamy. A powinniśmy pamiętać każdego dnia.

Magdalena Witkiewicz, Pierwsza na liście

To piękna i mądra książka o matczynej miłości, utraconych przyjaźniach, zdradzie, chorobie, nadziei i o tym, że czasami możemy komuś bezinteresownie pomóc, mimo strachu jaki nam towarzyszy. Głęboka, poruszająca niezwykle ważne kwestie. Na okładce książki widnieją słowa Janusza L. Wiśniewskiego mówiące o tym, że po tej książce od razu chcemy stać się lepszymi ludźmi. Zupełnie się z nimi zgadzam i zachęcam do przemyśleń. Niekoniecznie do podejmowania decyzji, jeśli nie jesteśmy ich zupełnie pewni, ale po prostu do tego, by każdego dnia być dobrymi ludźmi. Tak normalnie. Ważne jest byśmy umieli w całej masie ludzkiej być człowiekiem. I nie chodzi tutaj tylko o wzniosłe idee i szlachetne decyzje, ale takie bycie człowiekiem każdego dnia. Wierzę, że dobro wraca, wierzę też w to, że im więcej dobra sami dajemy tym lepszy jest świat. Może to złudne wizje świata, ale chcę żyć w świecie, w którym człowiek człowiekowi człowiekiem.

Książki na jesienne wieczory to takie zestawienie umilaczy, jeśli do tego dołoży się ko, ulubioną herbat e, kota, psa, czekoladę czy co kto lubi naprawdę można polubić tę porę roku, nawet, gdy jest deszczowa. Cóż, taki jej urok.

A co Wy rozumiecie przez określenie „książki na jesienne wieczory”?Jakie tytuły byście wpisali na taką listę?